• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Uzdrawia Bóg

    dodane 07.06.2012 00:00

    O śmierci syna i nawróceniu z Bożeną i Adamem Staszewskimi rozmawia
Joanna Sadowska.


    Joanna Sadowska: Mieszkają Państwo w Gliwicach, ale można Was spotkać w Zabawie. Od dawna tu przyjeżdżacie?

    
Adam Staszewski: – Od momentu powstania kaplicy Męczenników, gdzie znajduje się tabliczka pamiątkowa naszego syna. 
Bożena Staszewska: – Tu szczególnie działa łaska Boża. Kaplica Męczenników jest miejscem, gdzie można się zatrzymać, zastanowić i prosić o łaskę przemienienia. I ona przychodzi. Wszyscy potrzebują uzdrowienia, nawet jeśli nie przeżyli tak wielkiej tragedii jak nasza. 


    Co Państwa spotkało?

    
AS: – 15 maja 2000 roku zamordowano naszego jedynego, czternastoletniego syna Michała. Jego ciało zostało ukryte przez sprawców na gliwickim poligonie i spoczywało tam sześć tygodni. Znalazło się w cudownych okolicznościach, w co nie chcą wierzyć ludzie będący daleko od Boga. 


    Jak zginął Michał?

    
AS: – Został podstępnie wywabiony z domu. Jego kolega Tomek, który u nas bywał, oraz starszy chłopak, którego nie znaliśmy, obiecywali mu cenne znaleziska na poligonie. Poszedł z nimi. A oni mieli już przygotowane pętle i noże. Wszystko było zaplanowane. Gdy doszli na poligon, najpierw go przewrócili i zadali pierwsze rany. Potem założyli pętlę na szyi i ciągnęli, a następnie zadali głębsze rany, których w sumie było ponad 50. Ich charakter świadczyłby o motywach satanistycznych, ale sąd nie rozpatrywał tego wątku. Sprawcy chcieli wydobyć serce syna, mieli przygotowany cyrograf, ale przestraszyli się dużej ilości krwi. Michał nigdy nie interesował się satanizmem. Był radosnym i wrażliwym chłopcem, był ich ofiarą.
BS: – Zanim odnaleźliśmy jego ciało, szukaliśmy pomocy u jasnowidzów, którzy kierowali nas w różne miejsca. Wspominamy to jak horror. Większość z nich, a były to wielkie i znane nazwiska w Polsce, oszukiwała nas i naciągała na pieniądze. W pewnym momencie zrozumieliśmy, że nie tędy droga. Zdecydowaliśmy się pojechać do Częstochowy. Byliśmy na Mszy św., na której prośby wypowiadaliśmy głośno. Ja się modliłam, by Michał znalazł się cały i zdrowy, i wrócił do domu. Po Mszy ksiądz podszedł do mnie, nałożył ręce na głowę i powiedział: „Dziecko, módl się, a Maryja na pewno Ci pomoże”. Zaczęłam się gorąco modlić i naraz taka jasna myśl: – Twoje dziecko nie żyje. Proś, aby ciało się odnalazło. Zaczęłam potwornie płakać, ale też modlić się i prosić o znalezienie ciała, aby móc się pożegnać i odprawić pogrzeb. 
AS: – Po naszym powrocie z Częstochowy, jeden pan dwukrotnie miał sen. Śniło mu się, że ma iść na gliwicki poligon w konkretne miejsce. Pierwszy sen zignorował. Drugi, który według jego opowiadań był jak nakaz, powtórzył się w święto Piotra i Pawła. Rano najpierw poszedł do kościoła, potem na poligon i pod drzewem znalazł Michała. Tu nie było przypadku. 


    Potrafią Państwo wracać do tego miejsca? 


    AS: – Tak, teraz jest tam pomnik z krzyżem i tablicą. Zmieniliśmy patrzenie na to miejsce. Kiedyś to była przerażająca czarna dziura, teraz wiemy, że tam otworzyło się dla naszego dziecka niebo. Gdy to miejsce zostało poświecone, stało się miejscem pokoju. 


    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół