Nowy Numer 07/2018 Archiwum

Uzdrawia Bóg

O śmierci syna i nawróceniu z Bożeną i Adamem Staszewskimi rozmawia
Joanna Sadowska.


Joanna Sadowska: Mieszkają Państwo w Gliwicach, ale można Was spotkać w Zabawie. Od dawna tu przyjeżdżacie?


Adam Staszewski: – Od momentu powstania kaplicy Męczenników, gdzie znajduje się tabliczka pamiątkowa naszego syna. 
Bożena Staszewska: – Tu szczególnie działa łaska Boża. Kaplica Męczenników jest miejscem, gdzie można się zatrzymać, zastanowić i prosić o łaskę przemienienia. I ona przychodzi. Wszyscy potrzebują uzdrowienia, nawet jeśli nie przeżyli tak wielkiej tragedii jak nasza. 


Co Państwa spotkało?


AS: – 15 maja 2000 roku zamordowano naszego jedynego, czternastoletniego syna Michała. Jego ciało zostało ukryte przez sprawców na gliwickim poligonie i spoczywało tam sześć tygodni. Znalazło się w cudownych okolicznościach, w co nie chcą wierzyć ludzie będący daleko od Boga. 


Jak zginął Michał?


AS: – Został podstępnie wywabiony z domu. Jego kolega Tomek, który u nas bywał, oraz starszy chłopak, którego nie znaliśmy, obiecywali mu cenne znaleziska na poligonie. Poszedł z nimi. A oni mieli już przygotowane pętle i noże. Wszystko było zaplanowane. Gdy doszli na poligon, najpierw go przewrócili i zadali pierwsze rany. Potem założyli pętlę na szyi i ciągnęli, a następnie zadali głębsze rany, których w sumie było ponad 50. Ich charakter świadczyłby o motywach satanistycznych, ale sąd nie rozpatrywał tego wątku. Sprawcy chcieli wydobyć serce syna, mieli przygotowany cyrograf, ale przestraszyli się dużej ilości krwi. Michał nigdy nie interesował się satanizmem. Był radosnym i wrażliwym chłopcem, był ich ofiarą.
BS: – Zanim odnaleźliśmy jego ciało, szukaliśmy pomocy u jasnowidzów, którzy kierowali nas w różne miejsca. Wspominamy to jak horror. Większość z nich, a były to wielkie i znane nazwiska w Polsce, oszukiwała nas i naciągała na pieniądze. W pewnym momencie zrozumieliśmy, że nie tędy droga. Zdecydowaliśmy się pojechać do Częstochowy. Byliśmy na Mszy św., na której prośby wypowiadaliśmy głośno. Ja się modliłam, by Michał znalazł się cały i zdrowy, i wrócił do domu. Po Mszy ksiądz podszedł do mnie, nałożył ręce na głowę i powiedział: „Dziecko, módl się, a Maryja na pewno Ci pomoże”. Zaczęłam się gorąco modlić i naraz taka jasna myśl: – Twoje dziecko nie żyje. Proś, aby ciało się odnalazło. Zaczęłam potwornie płakać, ale też modlić się i prosić o znalezienie ciała, aby móc się pożegnać i odprawić pogrzeb. 
AS: – Po naszym powrocie z Częstochowy, jeden pan dwukrotnie miał sen. Śniło mu się, że ma iść na gliwicki poligon w konkretne miejsce. Pierwszy sen zignorował. Drugi, który według jego opowiadań był jak nakaz, powtórzył się w święto Piotra i Pawła. Rano najpierw poszedł do kościoła, potem na poligon i pod drzewem znalazł Michała. Tu nie było przypadku. 


Potrafią Państwo wracać do tego miejsca? 


AS: – Tak, teraz jest tam pomnik z krzyżem i tablicą. Zmieniliśmy patrzenie na to miejsce. Kiedyś to była przerażająca czarna dziura, teraz wiemy, że tam otworzyło się dla naszego dziecka niebo. Gdy to miejsce zostało poświecone, stało się miejscem pokoju. 


« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Reklama

Reklama

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy