• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Nie koniec,
a „Przejście”

    dodane 07.06.2012 00:00

    Błogosławiona Karolina była młodą męczennicą. Światło, 
które od niej dziś bije, pomaga najbliższym przeżyć najtrudniejsze chwile
po nagłej stracie.


    Już niebawem w Zabawie zostanie odsłonięty Pomnik Ofiar Wypadków „Przejście”. – Założeniem jest nie wzniesienie jednego punktu, a stworzenie przestrzeni. Droga, którą wchodzimy do wnętrza obiektu, przeobraża się w ścianę, w sensie przenośnym w ścianę cierpienia, z którym trzeba się zmierzyć. Z innej perspektywy dźwigająca się droga może stać się również odniesieniem do ludzkiego dźwigania się z rozpaczy i bólu – mówi dr Jacek Kucaba, autor projektu. Przy pomniku przewidziano również miejsce na krzyże, które pielgrzymi będą mogli tu składać. – W całości to przestrzeń kontemplacji. To wspomnienie przejścia ku niebu tych, którzy odeszli – tłumaczy artysta.


    Śmierć zwyciężona

    
– Zabawa jest sanktuarium młodej męczennicy. Jej przykład i to miejsce wydają się właściwe, by zapraszać tu tych, którzy w tragiczny, nagły sposób stracili swoich bliskich. Bóg przez to sanktuarium pokazuje, że śmierć jest przezwyciężona, nie jest kresem ludzkiego życia – przekonuje ks. Zbigniew Szostak, kustosz. Obok pomnika w nieodległej przyszłości ma powstać profesjonalne Centrum Terapii po Traumie. Obok możliwości zatopienia smutku w Bogu, cierpiący znajdą tu pomoc psychologów. 


    Bliżej Boga

    
Siedem lat temu w wypadku maturzystów jadących na Jasną Górę z Białegostoku zginęło 10 uczniów. Między innymi Karolina, córka państwa Zdanowiczów. – Przypadkiem trafiliśmy do Zabawy. W Wał-Rudzie przeszliśmy drogą męczeństwa bł. Karoliny, młodej dziewczyny, która, podobnie jak nasza córka, zginęła tragicznie i nagle. Było nam tam tak dobrze, że nie chcieliśmy wracać, czuliśmy, że tu jesteśmy bliżej naszego dziecka – wyznaje pani Halina. Osób cierpiących po stracie przyjeżdża do Zabawy coraz więcej. Zostawiają swoje krzyże, te przydrożne, stawiane na miejscach wypadków, i te, które noszą w sercach. – Przywożą także zdjęcia i wspomnienia o bliskich. Chcemy, aby ludzie przyjeżdżając do Zabawy i Wał-Rudy mogli znaleźć pomoc, nadzieję, siłę do życia – podkreśla ks. Szostak.

    Znów się spotkamy


      Jadwiga i Zbigniew Martykowie


    – Gdy dowiedzieliśmy się o śmierci naszego młodszego syna, przeżyliśmy szok; to wydawało się niemożliwe, niemożliwe… Nie chcieliśmy wierzyć, że on naprawdę nie żyje – przecież miał dopiero 19 lat … Nie docierało do nas, że już nigdy nie wróci do domu – przecież wyjechał tylko na chwilę… W słoneczne sobotnie popołudnie 7 sierpnia 2004 r. Sławek pojechał na motorze do znajomych, by podzielić się wrażeniami z pobytu w górach – wraz z rówieśnikami zdobył właśnie najwyższe szczyty Tatr.
Znajomy kapłan poradził nam:
Nie pytajcie, dlaczego tak się stało,
nie znajdziecie odpowiedzi. Uwierzyliśmy, że dobry i wszechmocny Pan Bóg wie, co dla każdego człowieka jest najlepsze i właśnie to mu ofiarowuje. Uwierzyliśmy, że On wybrał dla naszego dziecka najlepszy czas przejścia „z życia do życia”. Uwierzyliśmy, choć nie przyszło to łatwo. Dobrze, że w tym trudnym momencie nie zostaliśmy sami;
nasi bliscy, nasi przyjaciele przychodzili do nas, byśmy w ich ramionach mogli się wypłakać, wyżalić. W Zabawie
u bł. Karoliny usłyszeliśmy świadectwo matki, której jedynego syna zabili sataniści. Ona przestała rozpaczać
dopiero wtedy, gdy zrozumiała,
że uczeń Chrystusa musi podążać
za Mistrzem nie tylko na górę Tabor,
ale także na Golgotę. Na Drodze Krzyżowej śladami błogosławionej Karoliny
w Wał-Rudzie z całą mocą dotarło do nas,
że do osiągnięcia celu, jakim dla każdego człowieka jest życie wieczne, nie ma innej drogi, jak tylko przez krzyż. Czyżbyśmy mieli tego krzyża zbyt mało? Byliśmy
do tej pory szczęśliwą i zadowoloną z życia rodziną: dom, ciekawa praca, wspólne wyjazdy, wzajemnie zrozumienie, zdolne dzieci, dobre, uczynne, z poczuciem humoru. Bóg był dla nas ważny,
ale sprawy życia ziemskiego również. Śmierć dziecka spowodowała, że nie jesteśmy przywiązani do doczesności. I chociaż staramy się cieszyć życiem, jesteśmy równocześnie gotowi w każdej chwili „wstać i odejść”. Więcej się modlimy, a nasze myśli często biegną
do domu Ojca, gdzie mamy nadzieję znów się wszyscy spotkać

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół