• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Serce na talerzu

    Grzegorz Brożek

    |

    Gość Tarnowski 27/2012

    dodane 05.07.2012 00:00

    Jezus w Betanii zawsze doznawał serdecznej gościny w domu Łazarza. Nie inaczej jest w Dąbrowie Tarnowskiej, gdzie działa jej powiślańska imienniczka.

    To już prawie 20 lat, od kiedy w Dąbrowie Tarnowskiej, staraniem ks. prał. Józefa Poremby, została uruchomiona kuchnia Caritas „Betania”. Najpierw mieściła się w małym budynku koło starego kościoła. W 2000 roku przeniosła się do dzisiejszej siedziby przy drodze Tarnów–Kielce. Podstawowym planem ks. Poremby było, aby kościelna kuchnia wydawała posiłki ubogim mieszkańcom. Czasy były trudne, bezrobocie na Powiślu było największe w regionie.

    Żurek z kiełbasą

    Kilka pań krząta się w kuchni. Mimo że dopiero 11.00, do okienka przychodzą już ludzie po obiady. – Dziś mamy żurek z jajkiem i kiełbasą oraz wątróbkę drobiową z ziemniaczkami i surówką. Wczoraj zaś były pomidorowa z ryżem i pieczeń drobiowa z ziemniakami i surówką – informuje tymczasowo szefująca kuchni Małgorzata Pieprz. Codziennie po darmowe obiady przychodzi kilkadziesiąt osób. Niektórzy zjadają na miejscu. Inni zabierają do domów. – Nasi podopieczni są przysyłani przez oddział Caritas, przez parafię. Mają bloczki i wiedzą, że zawsze mają tu zabezpieczone obiady. W lecie jest ich mniej, w zimie, kiedy trudniej ubogim coś zdobyć do jedzenia na własną rękę, przychodzi ich więcej – dodaje pani Małgosia. Mariola Ryczek ma bliższy kontakt z osobami jedzącymi na sali. – Miło nam, że chwalą posiłki. Gotujemy po domowemu, jest więc jak u mamy. Poza tym nie mamy mrożonych produktów, wszystko jest świeże – podkreśla. Nic dziwnego, że stołujący się tu są zadowoleni.

    Obiad do ręki

    Od początku „Betania” działa w ścisłej współpracy z Miejsko--Gminnym Ośrodkiem Pomocy Społecznej. – Przekazujemy środki na działalność kuchni, a za to posyłamy naszych podopiecznych na obiady do „Betanii” – mówi Halina Sarat, z-ca dyrektora MGOPS. Na stałe bloczki do kuchni ma 50 osób. – Bieda ludzka różnie wygląda, różne są jej przyczyny. Nie patrzymy na to. Nie dajemy pieniędzy do ręki, tylko kierujemy na obiady. Mam wtedy pewność, że wszyscy z naszych podopiecznych zjedzą posiłek, czyli zaspokoją elementarną potrzebę człowieka – mówi Halina Sarat. Korzyść ze ścisłej współpracy jest jeszcze jedna. Jak tłumaczy pani Halina, zdarza się, że biedna, dotknięta kalectwem czy chorobą rodzina nie kwalifikuje się do pomocy z puli OPS-u, bo nie spełnia sztywnych kryteriów. Wtedy ośrodek kontaktuje się z Caritas i finansowanie obiadów bierze na siebie parafialny oddział Caritas. Wzajemna współpraca jest łatwa, bo Halina Sarat od lat aktywnie działa też w parafialnej Caritas.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół