• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Pod wspólnym dachem

    Grzegorz Brożek

    |

    Gość Tarnowski 37/2012

    dodane 13.09.2012 00:00

    Parafia w Ochotnicy Dolnej zrobiła rzecz wielką. I to dwa razy. W trzy lata postawiła niemal na nowo swoją drewnianą świątynię. Odbudowała też wspólnotę.

    Probostwo w Ochotnicy jesienią 2008 roku objął ks. Paweł Legutko. – Dość szybko okazało się, że mamy problem w postaci przeciekającego dachu na kościele. Blacha miała swój wiek, była chyba z 1912 roku. Sto lat się starzała, to zaczęła puszczać. Trzeba było ratować kościół – mówi Wojciech Chlipała, sołtys Ochotnicy Dolnej. Kiedy proboszcz zaczął informować o konieczności wymiany poszycia dachowego, ludzie – a parafia liczy sobie niewiele, bo niespełna 3 tys. wiernych – w dwa tygodnie zebrali 150 tys. złotych. – Dzięki wójtowi Kazimierzowi Konopce i Urzędowi Gminy aplikowaliśmy o dotację, którą otrzymaliśmy w wysokości 492 tys. – mówi proboszcz.

    Wydawało się, że problemy się skończyły. W dodatku odrzucono wygórowane oferty firm z Warszawy i Pcimia, a robotę powierzono swoim, którzy dali najniższą cenę, „konsorcjum” z Ochotnicy Dolnej firm Mariana Konopki i Stanisława Chryczyka. – Robiąc dach, odsłanialiśmy po kolei każdą kolejną deskę. Albo były uszkodzone, albo naruszone przez drewnojady, albo całkowicie spróchniałe – opowiada Zbigniew Chlebek, który nadzorował całość prac. Tym sposobem wymienili i naprawili w kościele wszystko, poza polichromią ścian i sufitu. Praktycznie postawili nowy kościół. W sumie niedużej parafii zajęło to łącznie z „papierologią” niespełna trzy lata.

    Coś się robi

    150 tys. zł zebrane na początku prawie wystarczyłoby jako wkład własny na poszycie dachowe. Na resztę by zabrakło. Stąd była potrzeba większej ofiarności wiernych. – Ludzie dali pieniądze, bo widzieli, że coś się robi. Po drugie dlatego, że z każdej złotówki proboszcz się rozliczał, z wpływów i wydatków. Po trzecie nie było chodzenia po domach z imiennymi listami, nie było składek nakazanych, czytania z ambony kto dał, a kto nie dał – wyjaśnia Maria Gagatek, przewodnicząca parafialnej rady duszpasterskiej. Ile udało się zebrać? Tylko na prace w kościele parafianie przeznaczyli 700 tys. złotych. – Poza tym prawie 300 tys. zapłaciliśmy za działkę pod parking, a 80 tys. na alejki na cmentarzu parafialnym. Choć aktualnie trwa gruntowny remont plebanii, musimy około 100 tys. zł wydać na renowację organów – mówi ks. Paweł.

    Owoc zgody

    Kościół i jego otoczenie wypiękniało. Lśni w słońcu miedziana blacha. Cieszą oko elementy wykończenia. Piękna i solidna robota. – Jesteśmy z tej parafii, więc robiliśmy jak u siebie, i jak dla siebie, czyli najlepiej, jak potrafiliśmy – mówi Stanisław Chryczyk. Wierni dźwignęli olbrzymi ciężar. Każdy najmniejszy, drobny sukces na budowie motywował kolejnych parafian do włączenia się w tę sprawę. – To jest tak, że każdy w sercu nosił ten kościół. Pojawiła się potrzeba, pojawiła się zgoda, to pojawiły się możliwości finansowe – mówi Maria Gagatek. Jak mówią parafianie, to dzieło proboszcza. – Remont był konieczny – to jedna sprawa, ale przede wszystkim ludzie tego remontu zaczęli chcieć. Dzięki inicjatywie ks. Pawła wszyscy się porozumieliśmy – dodaje Zbigniew Chlebek. – A ja się cieszę, że się modlą, że mamy zawsze ludzi w kościele i przy konfesjonałach – kończy ks. Legutko.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół