• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Marzę, by wstać z łóżka

    Joanna Sadowska

    |

    Gość Tarnowski 47/2012

    dodane 22.11.2012 00:00

    Trzy lata temu poruszał tylko głową, dziś zaczyna już siadać. To duży postęp, ale jemu nie wystarcza. Wciąż walczy o swoje marzenia.

    Należał do niego cały świat. Miał pracę, grono znajomych i pasję. Kilka lat temu z uskładanych pieniędzy kupił wymarzonego ścigacza Kawasaki Ninja. Nieważne, że używany, ważne, że był. Jazda na nim dawała mu poczucie wolności i adrenalinę. Aż do feralnego dnia.

    Chwile na wodzie

    To było trzy lata temu, 4 lipca. Koledzy wyciągnęli go nad wodę. – Wahałem się, czy nie zostać w domu, ale w końcu pojechaliśmy, i to nie na motorze, tylko samochodem – opowiada Staszek Skiba z Tarnowa. – W Radłowie byliśmy po południu, a że była piękna pogoda, więc zostaliśmy na noc. Następnego dnia od rana kąpaliśmy się w wodzie. Skoczyłem do niej raz, drugi i trzeci, który był tym ostatnim. Pamiętam, jak wpadłem do wody i nic nie mogłem zrobić, ani ręką ruszyć, ani nogą. Nałykałem się wody i przytopiłem. Potem woda wyrzuciła mnie na wierzch, dryfowałem. Gdyby nie koledzy, utonąłbym. Gdy przyjechało pogotowie, odzyskałem przytomność. Pamiętam, jak mówiłem, że strasznie drętwieją mi ręce. Wydaje mi się, że połamałem się o tafle wody – opowiada. Potem był szpital, operacja i długa rehabilitacja. Diagnoza: uraz rdzenia kręgowego. – Byłem sparaliżowany od szyi w dół, ale myślałem, że to chwilowe i po miesiącu, dwóch wszystko wróci do normy – dodaje. Nie wróciło.

    Gdy leci ciało

    Po powrocie do domu musiał nauczyć się żyć od nowa. Nie było łatwo. Młody, 26-letni mężczyzna stał się uzależniony od drugiej osoby. Opiekę przejęli nad nim tato i siostra. – Co tu dużo mówić, jest bardzo ciężko, moje życie całkowicie jest podporządkowane Staszkowi. To ciągły dyżur. Gdyby nie córka, która z nami mieszka, nie dalibyśmy sami rady. Ale nie poddajemy się – mówi Stanisław senior. Lekarze nie dawali synowi szans na wyleczenie, mówili, że do końca życia będzie leżał. Ale Staszek zaczyna już ruszać rękami, potrafi też przez chwilę sam siedzieć. – To ogromny postęp, przedtem całe ciało mi leciało – wspomina. Powolne usprawnianie to zasługa intensywnej rehabilitacji, którą opłaca Caritas. Rodziny nie byłoby na nią stać. – Staszkowi pomagamy od dwóch lat. Do tej pory przekazaliśmy już prawie 30 tys. zł na jego rehabilitację – dodaje ks. Piotr Grzanka, wicedyrektor Caritas Diecezji Tarnowskiej. Fundusze pochodzą z 1 proc. i innych ofiar darczyńców. Dla rodziny to pomoc nie do przecenienia, bo potrzeb jest wiele, a trosk nie ubywa. Ostatnio dostali wypowiedzenie wynajmu. Ale nie poddają się. – Załamanie mam już za sobą, nauczyłem się żyć na nowo i na swój sposób pogodziłem się z tą sytuacją. Nawet marzenia mnie nie opuszczają, a mam tylko jedno: wstać z tego łóżka – opowiada Staszek.

    Można pomóc Staszkowi

    wpłacając na konto Caritas: PKO BP I O/Tarnów 71 1020 4955 0000 7302 0097 4683, z dopiskiem „dla Stanisława Skiby”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół