• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Christos rażdajetsia. Sławitie Jeho!

    ks. Zbigniew Wielgosz

    |

    Gość Tarnowski 02/2013

    dodane 10.01.2013 00:00

    Pogranicze. Kiedy rzymokatolicy kończą okres Bożego Narodzenia, u Łemków i prawosławnych właśnie trwa on w najlepsze.

    Południowo-wschodnie ru- bieże diecezji. Kwiatoń. Cerkiew. Kiedyś odprawiana w niej była Służba Boża. A dziś modlą się tu rzymokatolicy. I jest szopka w środku, choć dawniej tak nie było. Kiedy do rąk czytelników trafi ten numer, święta Bożego Narodzenia u rzymokatolików właśnie się kończą niedzielą Chrztu Pańskiego. Ale u greckokatolickich Łemków i prawosławnych trwają w najlepsze. Jest co prawda po Wigilii i Bożym Narodzeniu, ale jeszcze przed Nowym Rokiem i Świętem Jordanu.

    Przed Wigilią

    To, co tutaj jest najbardziej istotne, to wzajemne poszanowanie świąt. Wiadomo, że żyli tu i Łemkowie, zwani z dawna Rusnakami, i Polacy. Z szacunku właśnie świętowali jedne i drugie, polskie i „ruskie” święta Bożego Narodzenia. – Ludzie wzajemnie się odwiedzali. Kiedy żył w Kwiatoniu tylko jeden Polak, to na jego święta odwiedzała go cała wieś, potem jednak miał dylemat, do którego z gospodarzy pójść. Nie miał go inny jedyny wówczas mieszkaniec Kwiatonia, Cygan, bo on chodził wszędzie, nikogo nie zapraszając do siebie – śmieje się Jan Chyra. Tradycje obchodzenia świąt wzajemnie się przenikały, jak to na pograniczu bywało. „Ruskie” święta miały jednak odmienne zwyczaje. Zgodnie z kalendarzem juliańskim Wigilia jest obchodzona 6 stycznia.

    Przed wieczerzą gospodarz musiał sam nakarmić bydło, a wchodząc do domu, wypowiadał formułę: „Daj, Boże, szczęścia, zdrowia na ten nowy rok”, a gospodyni odpowiadała: „Daj, Boże, szczęście”. Formułę tę wypowiadano trzy razy. Do głównej izby, gdzie miano wieczerzać, przynoszono mnóstwo siana, kładziono je nie tylko pod obrus, ale wszędzie, tak że można było na nim leżeć, a dzieci potem najczęściej na nim spały. W domach łemkowskich nie było choinki, tylko gałązka ustrojona ozdobami domowej roboty. Choinka pojawiła się później. – Przed wieczerzą należało się porządnie wykąpać, żeby w czystym, odświętnym ubraniu zasiąść do stołu. Toaleta wyglądała tak: tuż przed samą kolacją wszyscy obowiązkowo szli nad rzekę i myli się w zimnej wodzie. Była tradycja, żeby wracając znad rzeki, do ust nabrać wody i przynieść do domu, bo przez cały rok nie będą boleć zęby. Przynoszono też w garści drobne kamyczki, które wsypywano do zboża z życzeniem urodzaju, a największy wrzucano pod stół, żeby kapusta była twarda, jak ów kamień – opowiada pan Jan.

    Wieczerza

    Do stołu zasiadali wszyscy domownicy. Po modlitwie gospodarz łamał specjalny chleb pieczony w domu, nazywany prosforą. Był on przygotowywany z mąki, wody i drożdży. W niedzielę przed Bożym Narodzeniem zanoszono go do cerkwi, poświęcony wracał do domu. Gospodarz składał życzenia i każdemu podawał kawałek prosfory. Wieczerzę zaczynało się chlebem i czosnkiem z solą. To musiała być pierwsza potrawa, których w sumie było 12, zgodnie z liczbą miesięcy. Obowiązkowe były kutia, pierogi ze śliwkami i jabłkami suszonymi, tak zwane bobalki, czyli ciasto pierogowe zwinięte w wałek, następnie gotowane, maszczone wyłącznie olejem lnianym i posypane makiem. Nie była to zwyczajna kluska, bo miała 30 cm długości i była gruba na kciuk. Potem żur z mąki owsianej, ale tak gęsty, że można było w nim postawić łyżkę – żur ów zwany był kiesełycia. Były kapusta, ziemniaki pod różnymi postaciami. Wszystko popijano kompotem ze suszu. Kto by się napił kompotu z świeżych owoców, tego mogły obsypać czyraki i wrzody. Siedząc przy stole, nie wolno było się o niego opierać. Mówiono, że wtedy plony się nie udadzą albo zboże się położy. Nie używano też podczas kolacji noża, co było związane z pamiątką zabicia dzieci przez Heroda. Po kolacji ten, który pasł krowy, gasił świecę, ale palcami. Obserwowano, w którą stronę pójdzie dym. Jak we drzwi – śmierć głosił, jak w górę – szczęście. Kolędnicy przychodzili po wieczerzy i odwiedzali domy do czasu pójścia na nabożeństwo. Obowiązkowymi postaciami odgrywanymi przez kolędników byli Żyd i Cygan. Część dochodu z tej kolędy przeznaczano na cerkiew. Wigilia była prawdziwie czuwaniem, bo liturgia – Służba Boża – rozpoczynała się o godz. 4 nad ranem i trwała nawet 3,5 godziny.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół