• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Polska być miała…

    Grzegorz Brożek

    |

    Gość Tarnowski 03/2013

    dodane 17.01.2013 00:00

    150. rocznica powstania styczniowego. Postawa mieszkańców ziemi tarnowskiej i całej Galicji w latach walki 1863–1864, dziś powinna być dla nas jednym z ważniejszych powodów do lokalnej i narodowej dumy. A raczej nie jest.

    Marysia Günther, córka właściciela dworu w Dołędze koło Szczurowej, w latach powstania miała zaledwie 12 wiosen. „Parę razy w czasie wakacji zjeżdżało do nas wielu panów. (...) Zasiadali w olszynce pod czterema dębami na darniowych ławkach i coś radzili” – wspominała po latach czas przedpowstaniowy. Wieczorem zebrała się na odwagę i postanowiła zapytać ojca. „Zastąpiłam mu drogę i wziął mnie na ręce. – Tato, co z tego będzie – zapytałam. – Będzie Polska! – rzekł uroczyście. Łzy zaszkliły się w jego oczach, zawstydził się i szybko postawił mnie na podłogę”. Powstanie styczniowe o wolność toczyło się w Królestwie Polskim. Granica między Galicją a zaborem rosyjskim przebiegała na linii Wisły. Na południe od niej był spokój. – Pozorny, bo po dworach, majątkach ziemskich i w miastach – wbrew władzom we Wiedniu, które zakazywały takiej działalności – spiskowano i starano się robić wszystko, by pomóc powstańcom – mówi Antoni Sypek, znany tarnowski historyk. Robota powstańcza „szła” tu prawie pod każdym polskim dachem

    Boże, coś Polskę

    – Ludzie gromadzili się w czasie powstania w Tarnowie w kościołach na modlitwie za walczących. Śpiewali „Boże, coś Polskę!”. Kiedy nie mogli na manifestacjach gromadzić się w Tarnowie, to wychodzili poza miasto – opowiada A. Sypek. W domach adwokatów, sędziów, lekarzy ich żony organizowały grupy kobiet, które szyły bieliznę dla powstańców, szykowały bandaże. Komitet Niewiast Polskich zbierał pieniądze i kosztowności, by pomagać rodzinom powstańców, ale też docierać do więzionych i internowanych oraz wykradać stamtąd powstańców. – Tu, gdzie dziś w Tarnowie jest supermarket „Alma”, kiedyś była fabryka rolnicza Eliaszewicza. W czasie powstania przestawiła swoją produkcję. Kuli kosy dla walczących oraz wzięli się za remontowanie belgijskich karabinów, które przyszły dla żołnierzy – dodaje A. Sypek. A mężczyźni i chłopcy szli do powstania.

    Poszli w bój

    Andrzej Kunisz w kapitalnym opracowaniu o udziale mieszkańców ziemi tarnowskiej w powstaniu pisze o oddziałach, które się tu formowały. Tarnowianie utworzyli kompanię strzelców tarnowskich, którą dowodził kpt. Antoni Uhma. Inną formację utworzył w Galicji mjr Andrzej Łopacki, a kompanią strzelców u niego dowodził kpt. Witold Rogoyski, późniejszy burmistrz Tarnowa. Oddział do powstania wyruszył na początku kwietnia 1863 roku z Chorzelowa koło Mielca. Na ziemi tarnowskiej tworzyły się też pułki powstańcze pod dowództwem płk. Zygmunta Jordana oraz płk. Dionizego Czachowskiego. Ten ostatni, po rozbiciu jego oddziału w lecie 1863 roku, wrócił najpierw do Dąbrówki koło Nowego Sącza, a potem do Mielca, gdzie formował się dla niego nowy odział. Nie sposób nie wspomnieć o szwadronie jazdy pochodzącego z Niedomic mjr. Mieczysława Szameita, którego 100-osobowy oddział pojechał w bój spod dworu w Dołędze. Formacje powstańcze przekraczały granicę w różnych miejscach i walczyły w Królestwie Polskim. Ranni wracali do Galicji, gdzie mieli opiekę i leczenie. Przyjeżdżali tu też uciekinierzy z innych rejonów kraju i w Tarnowie oraz jego okolicach szukali schronienia. Wielu z tych, którzy poszli walczyć, nie wróciło już wcale.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół