• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Dziecko w wózku

    dodane 14.02.2013 00:00

    – Ja w tej naszej Matce Bożej, parafialnej, jestem zakochana po uszy. Ona kształtowała moje powołanie – mówi s. Agata Gunia, służebniczka starowiejska.

    Na Bruśniku kończyło się kiedyś od południa województwo tarnowskie. Ale o województwie nie śniło się jeszcze nikomu, gdy Madonna z Dzieciątkiem królowała tu tak, jak to czyni do dziś. „Obraz namalowany jest na deskach z drzewa lipowego, o wymiarach 83 na 61 cm. Składa się z trzech desek: dwóch szerszych i jednej węższej. (...) Autor tego dzieła nie jest znany. Dokładna ekspertyza obecnego wyglądu obrazu, jak i drobnych fragmentów dawnego malowidła, każe przypuszczać, że powstał on pod koniec XVI w.” – pisał o wizerunku ks. Józef Wałaszek. Pierwsza wzmianka o nim jako o obrazie uprzywilejowanym pochodzi z 1694 roku. Spis wotów z 1777 roku jest bardzo obszerny. Na kosztowności połasił się zaborca i nigdy ich nie oddał. – Wota mamy do dziś, choć może skromniejsze są niż niegdyś i mniej ich jest. Przybywają również nowe, dlatego wykonaliśmy nie tak dawno skrzyneczki na te serdeczne dary dla Maryi – mówi ks. Sylwester Krużel, proboszcz parafii i kustosz sanktuarium.

    Rok jest okrągły

    Matka Boża nie skąpiła tu nigdy łask dla tych, którzy się do Niej uciekali. „O kulcie świadczą liczne pisemne podziękowania za opiekę w czasie ostatnich wojen, cudowne uzdrowienia. Wyrazem czci Matki Bożej są pieśni śpiewane po domach i w kościele, ułożone przez Boguchwała Ludomira Mariampolskiego i innych poetów ludowych” – pisał 20 lat temu ks. Wałaszek. Nic się nie zmieniło. – Jak bardzo ludzie ukochali Matkę Bożą Bruśnicką, widać zwłaszcza w czasie odpustu na 15 sierpnia. Przybywają tłumy ludzi. Piesze pielgrzymki m.in. z Bobowej, Jankowej, Lipnicy Wielkiej – mówi ks. Sylwester. Odpust jest krótki, trzydniowy. Ruch do Bruśnika jest jednak całoroczny. – Ludzie z okolic przychodzą zamawiać Msze św. o wstawiennictwo Madonny w czasie choroby, o szczęśliwe rozwiązanie, o zdrowie dzieci etc. – dodaje kustosz. Wydawało się kiedyś, że rosnąca popularność sąsiedniej Jamnej i kult tamtejszej Matki Bożej Niezawodnej Nadziei „przyćmi” Bruśnik. – Tak sądziliśmy, ale nic się takiego nie stało – uśmiecha się ks. Krużel. – Wraz z wiernymi mamy nadzieję, że kiedyś uda się doprowadzić do koronacji naszego obrazu Matki Bożej – dodaje kustosz.

    Łaska i już

    Pochodząca z Bruśnika siostra Agata Gunia mówi, że Matka Boża Bruśnicka to jej pierwsza miłość. – Zawsze czułam się przy Niej bezpiecznie – przyznaje. Podobnie jak wielu rodaków, których los rozrzucił po całej Europie. – Czasem najcenniejszą dla nich pamiątką jest obraz z naszą Matką Bożą – dodaje ks. Sylwester. Bruśnicka Madonna jest szczodra. Wie o tym choćby mieszkająca niedaleko kościoła Anna Stec, która wierzy, że to Jej zawdzięcza zdrowie. Podobnie brat siostry Agaty, Bogdan. – Miał dwa albo trzy lata, kiedy zachorował. Dostał ogromnych duszności, był cały siny i nie mógł już oddychać, a do lekarza było daleko. Mama powiedziała sąsiadce: „Słuchaj! Moje dziecko umiera, ja już tego nie wytrzymam. Idę do Maryi, jak Matka Boża na to nic nie zaradzi, to koniec” – opowiada s. Agata. Mama poszła. – Wraca z kościoła, a sąsiadka wyleciała i macha do niej. Mama zbladła. Od razu pomyślała, że stało się najgorsze. Wchodzi do domu, a Bogdan stoi w wózku, rączki wyciąga i uśmiecha się do niej – kończy opowieść siostra Agata. – Co można było pomyśleć? Jakaś łaska i już – dodaje.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół