Gość Bielsko-Żywiecki 08/2018 Archiwum

Nie zawsze jest słońce

O piłce, wierze i opiece babci z Jakubem Słowikiem rozmawia ks. Zbigniew Wielgosz

Ks. Zbigniew Wielgosz: Czy w Pańskim domu rodzinnym religia i wiara zajmowały ważne miejsce?

Jakub Słowik: – Pochodzę z katolickiego domu, gdzie wiara jest bardzo ważna. Gdy byłem mały, nie miałem świadomości religijnej takiej jak dzisiaj, wtedy rodzice prowadzili mnie i moje rodzeństwo do kościoła na Mszę św. Pamiętam też, jak moja babcia Marysia uczyła mnie modlitw, kilka razy zdarzyło się że uczestniczyłem razem z nią w spotkaniach sądeckiej Grupy św. o. Pio przy bazylice św. Małgorzaty. Bardzo chciała obejrzeć mecz w telewizji z moim udziałem, ale nie zdążyła. Kilka dni po śmierci babci graliśmy właśnie w Warszawie, czułem, że nade mną czuwała...

Sport jest dla Pana nie tylko główną pasją, ale też pomysłem na życie?

– I to już od najmłodszych lat, choć musiałem opuścić dom i rodzinny Sącz. W dalszym ciągu piłka jest pasją, a przy okazji Pan Bóg pozwolił, że robię to, co lubię i co sprawia mi przyjemność, a z czego też mogę żyć.

W jaki sposób piłkarz może praktykować swoją wiarę? Księża mówili, że zawsze widzą Pana w kościele, gdy jest Pan w domu... A jak to wygląda podczas wyjazdów, zgrupowań?

– Uważam, że dla chcącego nic trudnego, Pan Bóg jest wszędzie, dlatego pomodlić można się wszędzie. Staram się być na nabożeństwach, choć jeśli gramy mecz w niedzielę, na przykład gdzieś na wyjeździe, to jest z tym trudno, ale są sposoby, bo dobrze przeżyć niedzielę. Więcej się wtedy modlę i czytam Pismo Święte.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Reklama

Reklama

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy