Nowy Numer 8/2018 Archiwum

Wraca pamięć narodu

Od krwawych wydarzeń na Wołyniu mija 70 lat. Przez te wszystkie lata w Polsce establishment robił wszystko, żeby nie zrobić nic w sprawie upamiętnienia ofiar i rozliczenia ludobójstwa

W Tarnowie obchody rocznicy 9 lipca zorganizowało Obywatelskie Porozumienie Osób i Organizacji na rzecz Tradycji i Niepodległości, a 11 lipca Towarzystwo Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich. Tego samego dnia za ofiary rzezi modliła się cała Limanowa. 13 lipca ludobójstwo wspominał Nowy Sącz.

Rząd dusz

– Wspominamy tu nie tylko wydarzenia z Wołynia, z 1943 roku, ale wszystkie polskie ofiary faszystów ukraińskich z OUN-UPA, także we wschodniej Galicji. To była eksterminacja. Zginęli, bo byli Polakami – mówi Piotr Dziża z Obywatelskiego Porozumienia. O ile o Katyniu jakoś się mówiło, to o Wołyniu, mordzie ukraińskich nacjonalistów na Polakach, nie mówił nikt, także opozycja antykomunistyczna, która po przemianach doszła do władzy. – To była konsekwencja oddania rządu dusz w Polsce ludziom, którzy mieli własną wizję układania stosunków z sąsiadami takimi jak Ukraina, bez uwzględnienia prawdy historycznej – dodaje Dziża.

Płonęła Tyśmienica

Edward Kupiniak z Tarnowa miał 8 lat, kiedy zaczynała się rozprawa z Polakami. Mieszkał w Trzcieńcu za Bugiem. – Katechetą był u nas ks. Jerzy Ablewicz, służyłem mu do Mszy św. To była stuprocentowo polska wioska, sąsiednie również i samoobrona była zorganizowana. Na każdym domu wisiał kawał szyny czy lemiesz, w który biło się, żeby wioskę postawić na nogi, kiedy skradało się UPA. Obroniliśmy się – wspomina. Jego późniejsza żona pochodziła z Tyśmienicy pod Stanisławowem. Ukraińcy spalili całą wioskę. – Teściowa w ostatniej chwili wzięła troje maleńkich dzieci do szuflady bieliźniarskiej i tak uciekła z domu – opowiada. Dlaczego dziś tak trudno mówić o ludobójstwie na Wołyniu? – Zachód potrzebuje Ukrainy – uważa.

„Zajmance”

Po wspólnej modlitwie uczestnicy uroczystości 9 lipca wzięli udział w spotkaniu z ks. prof. Józefem Mareckim, wybitnym badaczem męczeństwa polskiego na Kresach. – Polacy byli uznawani za „zajmanców”, którzy przyszli i zajęli tereny ukraińskie. Popularny na Ukrainie bardziej od Bożych przykazań „Dekalog Ukraińskiego Nacjonalisty” nakazywał nie wahać się przed niczym – mówi ks. Marecki. W 2010 roku odwiedził kurię greckokatolicką w Czortkowie. W sali, w której przyjmuje się interesantów, przy krzyżu flaga narodowa, ale obok czerwono-czarna flaga UPA. Pod ścianą kącik pamięci bohaterów ukraińskich żołnierzy „zamordowanych” przez „polskich bandytów z AK”. Na ścianach Stepan Bandera, Roman Szuchewycz i inni, w mundurach SS „Galizien”, w której służyli, lub mundurach UPA. – Całe szczęście, że z polską pamięcią jest coraz lepiej – mówi ks. Marecki.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Reklama

Reklama

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy