• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Jak nie minąć się z miernością

    dodane 01.08.2013 00:00

    Od lat Kościół proponuje przeżywać sierpień w trzeźwości. Warto jednak przy takiej okazji zawalczyć o więcej, o abstynencję, o czym przekonuje historia diecezjalnego Towarzystwa Wstrzemięźliwości.

    W XVIII wieku Johann Kausch, niemiecki lekarz, pisał, że „pijaństwo robi w Polsce niesłychaną renomę. Nie uważa się tutaj za nieprzyzwoitość upić się do nieprzytomności”.


    Występek obrzydliwy


    Sto lat później bardzo bolał nad powszechnym pijaństwem biskup tarnowski Grzegorz Wojtarowicz. „Wystrzegajcie się tego najobrzydliwszego występku, który was niszczy, do lepszego bytu dojść wam nie daje, który jest przyczyną ustawicznych niesnasków, kłótni, swarów” – pisał do diecezjan w 1840 roku. Zależało mu na podniesieniu moralnym wiernych. Duszpasterzując i wizytując parafie, widział, jakie tragiczne żniwo przynosi pijaństwo. – Sprzyjała pijaństwu część ziemian, którzy mieli dochody z propinacji, i Żydzi, którzy trudnili się handlem alkoholem. W jednej wiosce mogło być nawet 4 albo i 5 karczm. Rozpijanie chłopów przybrało rozmiary totalne – informuje ks. dr hab. Kazimierz Talarek, historyk Kościoła. Biskup Wojtarowicz założył więc Towarzystwo Wstrzemięźliwości. – Wiedział, że nawoływanie do poprawy i dobre chęci ludu trzeba ująć w ramy – dodaje ks. Talarek.


    Trudno granicę wytknąć


    Powstawały zatem w parafiach bractwa, księża przyjmowali imienne ślubowania, do ksiąg wpisywano nazwiska podejmujących „mierność”, czyli umiarkowanie w piciu, jak i abstynencję całkowitą. Przy czym złamanie ślubów podlegało jurysdykcji w konfesjonale. W Skrzyszowie koło Tarnowa na 4744 parafian 4423 przystąpiło do Bractwa. W Pilźnie na 5787 ślubowało 5091 wiernych. I tak było niemal we wszystkich parafiach. Przy czym zdecydowana większość ślubowała abstynencję. W Wojniczu w 1844 roku na 1845 parafian składających śluby „mierność” ślubowała tylko 1 kobieta i 1 mężczyzna. Reszta – całkowite powstrzymywanie się od picia. „Biskupowi Wojtarowiczowi udało się skupić wokół tego Bractwa prawie całą katolicką ludność diecezji” – pisze s. Celina Czechowska w znakomitej pracy poświęconej Towarzystwu Wstrzemięźliwości. Rzeczywiście do bractwa zapisały się dwie trzecie diecezjan. Biskupowi pomagało duchowieństwo. – Według mego zdania, waszych okoliczności, słabości i pokus, lepiej i bezpieczniej jest zupełnie wstrzymać się od gorzałki. Trudno tu granicę wytknąć, ile kto może używać wódki, aby się z miernością nie minął – mawiał z ambony ks. Michał Król. – I to stwierdzenie jest absolutnie aktualne także dziś – uważa ks. Zbigniew Guzy, dyrektor Wydziału Duszpasterstwa Trzeźwości i Osób Uzależnionych tarnowskiej kurii.


    To nie jest bułka z masłem


    Towarzystwo Wstrzemięźliwości było kamieniem milowym w walce o godność człowieka, o akceptację trzeźwości, jako wolnego wyboru. Łatwo nie było. Podchody robili ci, którzy najwięcej tracili na abstynencji. Część ziemian straszyła chłopów podatkiem, który będzie na nich nałożony za niepicie. Szynkarze rozsiewali plotki, że abstynencja powoduje wybuch chorób zakaźnych. W Lisiej Górze Żydzi mający w rękach karczmy rozpowiadali wśród ludzi, że przez ślubowanie księża wciągają chłopów do buntu i rewolucji. Dziś równie trudno starać się o trzeźwość i abstynencję. Ale ci, którzy zawalczyli, mają za sobą zwycięską, póki co, prywatną wojnę z wódką, twierdzą, że narodzili się po raz drugi.
Szukający pomocy mogą kontaktować się z Wydziałem Duszpasterstwa Trzeźwości w Tarnowie przy placu Katedralnym 6. Telefon 14 656 07 18. W czasie wakacji dyżur we wtorki 15:00-17:30.


    Żyć pełnią


    ks. Zbigniew Guzy, dyrektor Wydziału Duszpasterstwa Trzeźwości i Osób Uzależnionych tarnowskiej kurii

Dziś też niełatwo walczyć o trzeźwość i abstynencję. Lansuje się nadal styl życia akceptujący alkohol w każdej sytuacji. Mówi się nadal: „co to za chłop, co się nie napije”, „wszyscy piją i nic się nie dzieje”. To skąd bierze się 1800 zatrzymanych pijanych kierowców? A ilu nie zatrzymano? Może istotnie coraz mniej jest obrazków takich, że Franek czy Jasiek leżą pod stołem i trzeba za nogi do domu go ciągnąć, ale są inne problemy. Na alkohol idzie mnóstwo pieniędzy, cierpi rodzina, dzieci, które często trzeba leczyć z nerwic, etc. Co ciekawe, ludzie nie wiedzą, że można żyć bez alkoholu. Spotkałem się z pytaniem: „dlaczego wy proponujecie człowiekowi abstynencję, czyli coś, co jest niemożliwe?”. Tymczasem to źle postawione pytanie, bo abstynentów jest naprawdę wielu. Pijanego na ulicy łatwo zauważyć. Abstynenta już nie. Ale to oni wiedzą, jak słodko smakuje zwycięstwo nad pokusami, namowami towarzyskimi, jak można świetnie bawić się bez wódki, jak znakomicie stres rozładowuje np. sport. To oni żyją pełnią.


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół