• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Jezus jedyną fascynacją

    dodane 08.08.2013 00:00

    Wspólnie z koleżankami 17 lat temu założyła w Tarnowie Oddział Katolickiego Stowarzyszenia Wychowawców. Ale jej droga do wiary była znacznie dłuższa.

    Długo szukała Boga Ojca, może też dlatego, że nigdy nie poznała swego biologicznego taty. – Urodziłam się jako dziecko nieślubne i jestem wdzięczna mojej mamie za dar życia, tym bardziej że w latach 50. ubiegłego stulecia nie było łatwo wychowywać dziecko bez męża – mówi Magdalena Urbańska z Tarnowa, nauczycielka. Małą Madzię wychowywały mama i babcia. – Ale główny wpływ na to, co działo się w domu, miała mama. Była ona niezwykle ciepła, wrażliwa, lubiana, choć deklarowała, że jest ateistką – dodaje.

    Mimo że nie chodziła do kościoła i chyba nigdy się nie modliła, posłała córkę do przedszkola prowadzonego przez siostry zakonne. Tam Madzia nauczyła się modlić. Potem była Pierwsza Komunia i bierzmowanie. – Dzięki temu, że mama systematycznie sprawdzała moją wiedzę z religii, byłam jedną z najlepiej przygotowanych uczennic. Tyle że była to nauka bez wiary. Przez takie podejście w V lub VI klasie odmówiłam uczęszczania na lekcje religii. Mama jednak na to nie pozwoliła. Pamiętam też wiele momentów upokorzenia ze strony katechetów, którzy odpytywali mnie częściej niż innych i stale winili za nieobecność mamy na zajęciach, wywiadówkach. Po bierzmowaniu przestałam chodzić na religię i na Msze św. do kościoła – wspomina.

    Na krawędzi

    Tak minęły kolejne lata aż do drugiego roku studiów. W wakacje 1977 roku w ciągu dwóch tygodni zmarły najbliższe jej osoby – mama i babcia. – Zostałam sama na świecie. Ojca nie znałam, rodzeństwa nie miałam, krewnych ze strony mamy i babci nie było. Nie widziałam sensu życia, wegetowałam w rozpaczy, pragnęłam śmierci. Znajomym, którzy stracili bliskich, ulgę przynosiła modlitwa – ja nie potrafiłam się modlić. Żyłam na krawędzi wytrzymałości psychicznej i fizycznej – wspomina. Po odejściu mamy odkryła, że posługiwała się ona cudzymi dokumentami. – Prawdopodobnie od czasu wojny ukrywała się i w rzeczywistości nie wiem, kim była – dodaje. W tym trudnym okresie Magda mieszkała z koleżankami ze studiów, które znały jej historię. Często opowiadały o swoich spotkaniach w duszpasterstwie akademickim, a w opowieściach pojawiało się nazwisko Karola Wojtyły. – Usłyszałam je też w telewizji 16 października 1978 roku. Wstyd przyznać, ale nie bardzo wiedziałam, kim jest papież. Podzieliłam się tą informacją z koleżankami, które mi nie uwierzyły. A przekazałam im to mniej więcej tak: „Słuchajcie, baby, wybrali jakiegoś papieża i został nim ten wasz znajomy facet, ten ks. Wojtyła”. Potem pamiętam jeszcze znamienne słowa jednej z nich: „z ciebie to jeszcze coś będzie, skoro Bóg dał ci pierwszej to usłyszeć” – opowiada.

    Odkrywanie oblicza

    Ten dzień na tyle utrwalił się w jej pamięci, że zaczęła zastanawiać się, kim jest Bóg. Chłonęła podsuwane przez koleżanki książki, szukając logicznego wyjaśnienia Stwórcy. I tak powoli odkrywała prawdy wiary i oblicze Jezusa. Czytała Biblię, potykając się niemal o każdy wers. I nadeszła wówczas kolejna wieść – Jan Paweł II przyjedzie do Polski. Jej przyjaciele przygotowywali się do wizyty papieża, a ona nie rozumiała do końca ich entuzjazmu i jednocześnie zazdrościła im wiary. Została wciągnięta w wir prac; przyglądała się ich modlitwom, a oni obserwowali ją – dobrego organizatora, społecznika i cichego pomocnika w ich dziele. Zaproszono ją na spotkanie na Skałce. – Wtedy coś we mnie drgnęło. Bardzo pragnęłam tam pójść, ale jednocześnie nie chciałam iść jak do teatru – popatrzeć na człowieka, którego bardzo pragnęłam nie tylko zobaczyć, ale i poznać. I już wiedziałam, że jedyna droga prowadzi poprzez sakramenty pojednania i Eucharystii. Do dziś pamiętam, jak zaświeciło słońce w momencie, gdy kapłan podawał mi Pana Jezusa tuż po spowiedzi, w pustym kościele. Były tam tylko moje koleżanki, które przed Najświętszym Sakramentem modliły się za mnie. To było ich świadectwo wiary, które mnie doprowadziło do Boga – wspomina. Były więc i Skałka, i Błonia już z pełnym uczestniczeniem we Mszy św. Potem było różnie: raz z górki, raz pod górkę. – Ale pontyfikat Jana Pawła II to były moje lekcje religii i poznawanie prawd wiary. Potem dochodziły kolejne postanowienia, tak po każdej pielgrzymce ojca świętego do ojczyzny – modlitwa brewiarzowa, rekolekcje ignacjańskie, stały spowiednik, codzienna Eucharystia. Słowa papieża skierowane do nauczycieli akademickich, utwierdziły mnie w przekonaniu, że nie tylko mam przekazywać wiedzę, ale moim powołaniem jako nauczyciela jest przekazywanie siebie z całym bagażem osobowości; słowem i czynem pokazywanie prawd wiary – podkreśla. 17 lat temu założyła więc w Tarnowie KSW, przez wiele lat była jego prezesem, a w latach 2006–2009 prezesem Zarządu Głównego KSW w Polsce. Obecnie jest wiceprezesem tarnowskiego oddziału KSW i członkiem ZG KSW w Polsce. – Nadal nie mogę powiedzieć, że moją jedyną fascynacją i zapatrzeniem jest Jezus. Ale nie umiem już żyć bez Niego. Czy żyję dla Niego – nie wiem. On, Bóg decyduje o moim życiu – dodaje.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół