• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Antoni z „końca świata”

    Grzegorz Brożek

    |

    Gość Tarnowski 33/2013

    dodane 15.08.2013 00:15

    Niektórzy mówią, że jest związany z kościołem w Wojkowej nierozdzielnie. Że świątynia i on to jedno.

    Jest niczym biblijny starzec Symeon, prawy i pobożny – mówi ks. Janusz Kiełbasa, proboszcz z Powroźnika koło Krynicy-Zdroju. W tej parafii, kilka kilometrów dalej, w Wojkowej, kościołem opiekuje się 87-letni Antoni Głąb, człowiek legenda.

    Matko, ratuj!

    – Ja jestem człowiek doświadczony – mówi pan Antoni, ale uśmiecha się przy tym. W czasie II wojny światowej dwa razy cudem uniknął śmierci. – Raz byłem „oprawiany” przez Niemców na placu przed dworcem kolejowym w Starym Sączu. Bili tak, że nie odczuwałem już bólu, czułem, że jest błogo i że lecę – opowiada. Kiedy indziej, w 1943 roku, wiózł 10 kg jabłek dla cioci do Tarnowa. W Stróżach wpadli Niemcy i rewidowali ludzi. W Tuchowie wyrzucili ich na peron.

    – Wszyscy myśleli, że jesteśmy straceni. „Matko Boża Tuchowska, przyjdź na pomoc, uratuj”, modliłem się w duchu. Zjawiła się jakaś kobieta przed Niemcem, coś tam zaczęła szwargotać, aż on wziął ten worek, wrzucił do pociągu i krzyknął: „Kleine schmugel nach Krakau”. Puścili wolno – dodaje.

    Bóg daje krzyż

    Po wojnie został nauczycielem. Łatwo nie było, bo władza miała wymogi z racji tego, że szkoła była na linii frontu ideologicznego. W Głębokiem nie utrzymał się, bo utrzymywał kontakty z proboszczem. W Binczarowej zaś z siostrami dominikankami. Posłali go do Wojkowej, na samej granicy słowackiej, gdzie – myśleli zapewne – że szkód wielkich nie uczyni. – Byłem na widelcu, bo w szkole zamieszkał komendant WOP oraz oficer polityczny. Pan Bóg jednak daje krzyż, ale przyśle czasem jakiegoś Szymona, żeby pomógł. Poprawiło się, bo komendant chciał zdawać maturę i trzeba było mu pomóc podciągnąć się w nauce, to i popuścił trochę i mniej mnie pilnował – wspomina Antoni.

    Godło, nie emblemat

    Bardzo przeżył sprawę krzyży w szkole w Wojkowej. Był tam kierownikiem. Przyjechali zdejmować. – Nie pozwoliłem, tłumacząc w swoim stylu, że rozporządzenie o emblematach religijnych tu się nie stosuje, bo krzyż na ścianie to nie emblemat, tylko godło – mówi Antoni. Nie dali sobie wytłumaczyć. Zawiesili pana Antoniego w obowiązkach na 3 miesiące. Potem przyjechała kontrola z ministerstwa. A przez pół roku codziennie zaglądała milicja do szkoły. – Kierownik w kościele zawsze siedział w pierwszej ławce, w szkole odmawiał modlitwę z dziećmi przed i po nauce – wspomina postawę Antoniego Głąba ks. Bogusław Zawiślak, długoletni proboszcz z Powroźnika.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół