• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Boże ścieżki

    dodane 19.09.2013 00:00

    Siostra Agnes w życiu doświadczyła wielu upokorzeń i prześladowań ze strony władz. Ale jak mówi, nic nie działo się przez przypadek, a nad wszystkim zawsze czuwał Bóg.

    Gorlice na południu Polski. W 1931 roku na świat przychodzi Elżbieta jako jedno z sześciorga dzieci państwa Wojtasiewiczów. Mimo trudnych czasów kończy szkołę podstawową, potem zaczyna naukę w zawodzie. Jako szesnastolatka podejmuje praktykę w zakładzie fryzjerskim. – Czasem pracowałam po 18 godzin dziennie. Nie wolno mi było nawet na chwilę usiąść, pod koniec dnia byłam bardzo zmęczona, a musiałam jeszcze pokonać 3 km drogi do domu – opowiada s. Agnes, józefitka. Mimo że w pracy była wielką pedantką dbającą o zakład i lubianą przez klientki, doświadczała tam wielu przykrości, a szef upokarzał ją za niedociągnięcia innych. – Szczególnie bolało, gdy krytykował mnie w obecności znajomych czy sąsiadów – wspomina. Zrezygnowała z tej pracy, gdy dostała propozycję zatrudnienia w miejscowych zakładach drzewnych. Po zdaniu matury koleżanka namówiła ją do pracy w szpitalu w Gorlicach na stanowisku głównej księgowej. – Tu też nie było łatwo, bo nazywano mnie córką kułaka – wspomina.

    Pytała Jezusa

    Jej ostatnim przystankiem w życiu świeckim była Krynica i praca w tamtejszym szpitalu. Tam poznała siostrę józefitkę, która pewnego dnia zaproponowała jej, by wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Świętego Józefa. – Zaskoczyła mnie tą propozycją, która zresztą nie dawała mi potem spokoju. Cały czas myślałam, czy faktycznie to ma być moja droga życia. Nie byłam jakąś świętoszką, tylko normalną dziewczyną, chodzącą do kina, na zabawę czy do teatru – opowiada. Gdy pojechała do domu na Zielone Świątki, wybrała się do Pana Jezusa Cudownego w Kobylance. – To było dla mnie bardzo ważne miejsce, do którego pielgrzymowałam od małego dziecka – mówi. – Po Mszy św. uklęknęłam przed ołtarzem i zapytałam wprost Jezusa: „Iść czy nie?”. Usłyszałam w sercu słowa „Idź” – opowiada. Miała wtedy 28 lat. Tato nie był zachwycony decyzją córki, mama natomiast bardzo się ucieszyła, bo sama marzyła o takiej drodze. – Bieda pokrzyżowała jej plany i gdy wyszła za mąż za mojego tatę, codziennie modliła się, by chociaż jedno jej dziecko poszło na służbę Bogu – wspomina.

    Walka o dom

    Śluby zakonne przyjęła 54 lata temu. Jako siostra zakonna pracowała na kilku placówkach. Najtrudniej było w domu dziecka w Krośnie. Istnienie tej placówki, prowadzonej przez siostry józefitki nieprzerwanie od 1899 roku, było zagrożone w czasach komunistycznych. – Co tydzień miałyśmy tam po dwie, trzy inspekcje władz, które szukały na nas jakiegoś haka, aby nas stamtąd wyrzucić. Co roku przez kilka lat dostawałyśmy też informację o wypowiedzeniu i likwidacji domu z dniem 31 sierpnia. Potem przychodziło odwołanie z informacją, że jednak władze nie mają gdzie umieścić dzieci, więc organizowałyśmy wszystko od nowa. Nigdy nie zapomnę też pewnego grudniowego dnia. W domu dziecka pachniało już świętami, siostry robiły barszcz, lepiły uszka, a ja zupełnie przez przypadek dowiedziałam się, że w Wigilię dom ma być zlikwidowany, a my wraz z dziećmi przewiezione do Targowisk. Tam znajdowały się poniemieckie, drewniane, baraki bez okien. Byłam przerażona. Nie wyobrażam sobie przeżycia tam jednego dnia, a tym bardziej przeprowadzki w zimie z małymi dziećmi – wspomina. Wszystko działo się bardzo szybko. Decyzję podjęto, przygotowano już nawet samochody na przewóz dzieci i sióstr. – I wtedy wszystkie decyzje zablokował starosta, który powiedział stanowczo: „Nie”. Do dzisiaj się za niego modlę – mówi.

    Męstwo i św. Józef

    W kolejnych latach pracowała w Kluczborku, gdzie m.in. przesłuchiwała ją policja, potem w tarnowskim seminarium, Polanicy, Zdziechowicach, gdzie rozpoczęła budowę nowego domu zakonnego. Po przejściu na emeryturę od 1990 roku mieszka w domu prowincjalnym w Tarnowie. – Codziennie dziękuję Panu Bogu za życie, powołanie i wytrwanie w tym powołaniu oraz za rodziców, bo początek życia religijnego jest zawsze w domu. Na każdym kroku doświadczałam Bożej opieki, doświadczałam daru męstwa podczas przesłuchań i opieki św. Józefa, do którego mam szczególne nabożeństwo. Staram się żyć i pracować, jak Bóg sobie życzy, choć wiadomo, że jest się tylko człowiekiem – opowiada.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół