• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Oczy ku górze

    dodane 14.11.2013 00:00

    Począwszy od 1901 roku kronika parafialna opisuje kilkunastoletnie zmagania wiernych z budową świątyni, które można by streścić krótko: krew, pot i łzy.

    Dziś dla współczesnych świątynia jest oczkiem w głowie i powodem do dumy. A zaczęło się od tego, że już w 1897 roku zebrano na budowę 5 tys. złotych.

    Dziedzictwo stuleci

    Parafia w Gwoźdźcu jest stara, została erygowana już przed 1326 rokiem. Zanim stanął obecny kościół, we wsi były wcześniej dwie drewniane świątynie. Ostatnia z 1546 roku stała dokładnie kilka metrów od obecnej. Nawet przy budowie chciano obudować stary kościół ścianami murowanego, ale odstąpili od tego zamiaru. W 1914 roku drewnianą świątynię rozebrano. Wiele elementów wyposażenia przeniesiono do nowego. – Myślę, że z historycznej zawieruchy ocalało wiele, bo Gwoździec stał zawsze na uboczu i omijały go kataklizmy wojenne – przypuszcza ks. Rafał Cisowski, proboszcz parafii. Wierni tej niewielkiej, liczącej 800 osób, parafii od kilku lat z poświęceniem, z wykorzystaniem środków zewnętrznych troszczą się o przywrócenie blasku każdego elementu wyposażenia kościoła.

    Fundament jest mocny

    Realnie budowa murowanego kościoła w Gwoźdźcu zaczęła się w 1901 roku od wypalania cegły. Rok później ze stacji w Bogumiłowicach miejscowi przywieźli 3 wagony wapna. 16 maja 1904 roku pod kierunkiem architekta Adolfa Zajączkowskiego („Pobożny i uczciwy człowiek” – pisał w kronice ówczesny proboszcz ks. Józef Bryja) dokonano pomiarów i zaczęto kopać fundamenty. Poszły głęboko. Na całości 175 cm, ale były miejsca, że przyszło wybrać i 2,5 metra ziemi. Potem zaczęły się czasy emigracji zarobkowej. Trudno było o robotnika. Ze wsi wyjeżdżało rocznie 200 osób za chlebem. Budowa zaczęła się ciągnąć. Mury stawiali dopiero w 1908 roku. Potem brakło materiałów. W 1911 roku zmarł A. Zajączkowski, który miał nadzór nad budową. W związku z tym w 1912 roku nie zrobili budowniczowie niczego, bo bali się robić sklepienie bez nadzoru. W końcu, 25 listopada 1913 roku poświęcili świątynię. – Dzieło po części nie ukończone, teraz pole otwarte do pracy przyozdabiania tego domu Bożego, do pracy nad przyozdabianiem serc ludzkich cnotą i dobrymi uczynkami – pisał ks. Bryja.

    W górę serca

    – To taki testament, który realizujemy do dziś – uśmiecha się ks. Cisowski. Kolejno renowacji poddawane są ołtarze, obrazy. Także wszelkie nowe elementy wpisują się harmonijnie w piękne, klasyczne wnętrze. Niewiele już zostało do częściowego wypełnienia testamentu ks. Bryi w sprawie przyozdabiania domu Bożego. Budowa wspólnoty modlitwy i świętości trwa. Spójna neogotycka architektura świątyni jednoznacznie kieruje oczu wiernych ku temu, co w górze.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • Prafianin
      19.05.2015 21:20
      Dlaczego owo przyozdabianie odbywa się zawsze bez parafian??? Ksiądz R. Cisowski zamalował malowidła, które były charakterystyczne dla tego kościoła, ale jemu się nie spodobały, więc się ich pozbył. Dlaczego tego nie uzgodnił z parafianami (mam na myśli wszystkich, a nie tylko tych przytakujących z niby rady parafialnej). Jeżeli potrzebne są pieniądze na kościół to wysuwa się argument, że odpowiedzialność za kościół leży po stronie wszystkich parafian. Szkoda, że tylko wtedy parafianie są ważni. Z kolei za panowania poprzedniego proboszcza pozbyliśmy się zabytkowego obiektu przy kościele, ponieważ ówczesny proboszcz nie był na tyle wrażliwy by go uszanować i zostawić przyszłym pokoleniom. Ostatni proboszcz robi wszytsko by zaistnieć i zostawić kościół niby odnowiony, po swojemu. Drodzy księża, nie chcę być złym prorokiem, ale takie postępowanie zniechęca do życia parafialnego i jest jedną z przyczyn luzowania się więzi w parafii - między parafianami, a w szczególności między parafianami i proboszczem. Za puste kościoły są odpowiedzialni także księża. Ważną wizytówką naszego kościoła są jeszcze stare Dęby rosnące przy kościele. Aż boję się myśleć, kiedy jakiś nowy super proboszcz postanowi je wyciąć. Wszak musimy iść za postępem :(. Ostatnio wszystko się przecież wycina. Drodzy księża! JEŻELI NIE BĘDZIECIĘ SIĘ LICZYĆ Z LUDŹMI CI LUDZIE ODEJDĄ OD KOŚCIOŁA, BO DLA NICH LICZY SIĘ BÓG. NIE SUCHE STRUKTURY.
    • parafianin
      09.01.2016 21:49
      Nasz ksiądz jest przede wszytkim człowiekiem i za równo dobrym ksiedzem ,ma swoje zdanie ,swoje myslenie a nie myslenie narzucone przez innych (co sie bardzo nie podoba niektórym parafianom),pełen szacun dla Księdza Rafała,który nie daje sobą sterowac i kieruje sie swoimi zasadami ,wydaje mi się ze "dobrymi zasadami"A przy okazji Kościół wyglada teraz o wiele ładniej niz wczesniej
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół