• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Z potrzeby serca

    Joanna Sadowska

    dodane 10.04.2014 14:41

    Ks. infułat Władysław Kostrzewa, ówczesny sekretarz abpa Jerzego Ablewicza.

    Arcybiskupa Wojtyłę po raz pierwszy widziałem w 1964 roku, gdy jako młody chłopak pielgrzymowałem do Kalwarii Zebrzydowskiej. Potem, już jako kleryk, spotkałem go na koronacji Matki Bożej w Limanowej. Wtedy trochę bliżej się mu przyglądnąłem. Zauważyłem jego uśmiech, pogodę ducha, jak serdecznie podchodził do ludzi i widział każdego, nawet nas - wystraszonych kleryków, którzy mieli przydzielone funkcje.

    Bliższe kontakty były po świeceniach, od 1967 roku, gdy zacząłem studiować na KUL. Mnie nie uczył, ale zawsze jego przyjazd na uczelnię sprawiał studentom wielką radość, bo mogli go zaczepiać i zadawać pytania, a on bez pośpiechu zatrzymywał się i pochylał nad każdym, nawet banalnym pytaniem. Był bardzo inteligentny. Gdy zostałem skierowany na studia do Rzymu często widywaliśmy się, bo jako kardynał wielokrotnie przyjeżdżał do Watykanu. Zatrzymywał się w Kolegium Polskim, gdzie mieszkałem. Pokój miałem blisko kaplicy, do której on przychodził zawsze po pracy, nawet późną nocą. Często się zdarzało, że kładł się na posadzce i leżał przed Najświętszym Sakramentem. Czasami jakiś student, już trochę zmęczony, wchodził do kaplicy, by pokłonić się Panu Jezusowi i potykał się o kardynała. Był krzyk, że ktoś umarł w kaplicy. A gdy kardynał wracał do pokoju, po modlitwie, zaglądał do mnie i mówił: „Władziu, idź już spać, bo późno”. Interesował się nami, ale dzielił się też problemami Kościoła i naszej ojczyzny.

    Po studiach zostałem sekretarzem biskupa Ablewicza, więc kontakty z kardynałem były coraz częstsze, bo to byli dwaj przyjaciele. Nieraz kardynał dzwonił i pytał, czy jest biskup Jerzy w domu. Jak był, to przyjeżdżał nieoficjalnie. Szli wtedy do ogrodu na rozmowę. Potem było przyjacielskie spotkania przy stole. Były też oficjalne uroczystości w diecezji, w których zawsze chętnie uczestniczył.

    W kardynale uderzała mnie jego ogromna pobożność. W czasie liturgii był jakby w innym świecie. Nigdy też nie okazywał zmęczenia. Nieustannie szukał dialogu z biskupami, z ludźmi świeckimi, a zwłaszcza z młodzieżą. Kiedyś go zapytałem, już jako papieża, czy nie jest zmęczony ludźmi i ciągłymi spotkaniami? Nie, bo wtedy najwięcej dowiaduje się o drugim człowieku - odpowiedział. A dobroć, która emanowała z niego była ujmująca, a niekiedy wręcz onieśmielająca.

    Będąc w Starej Wsi na 100 - leciu koronacji obrazu Matki Bożej, a było to w przededniu wyjazdu na konklawe po śmierci Jana Pawła I, poprosiliśmy go, aby w drodze powrotnej wstąpił do Tarnowa. Chętnie się zgodził. Pamiętam, jak stanął przy katedrze, w tym miejscu, gdzie obecnie znajduje się pomnik papieża i słuchał, co biskup Jerzy mówi o św. Stanisławie. Potem powiedział kilka zdań i pobłogosławił wiernych. Zanim wyjechał z Tarnowa wstąpił jeszcze na plebanię, do ks. Kosa, którego bardzo lubił. A następnie zajechał do Okulic, gdzie był na pierwszej, po II wojnie światowej, koronacji obrazu Matki Bożej Okulickiej, i gdzie często przyjeżdżał na modlitwę incognito. To było jego pożegnanie z diecezją jako kardynał.

    Potem, jako Ojciec Święty ilekroć przyjeżdżał do Polski podkreślał, że jeszcze nie był w Tarnowie, a chce tu być z potrzeby serca. W 1986 r. na 200 - lecie naszej diecezji mówił, że chce do nas przyjechać z darem - wyniesienia do chwały ołtarzy córki naszej diecezji bł. Karoliny Kózkównej. Był już bowiem zakończony proces i podpisany dekret męczeństwa. Zaczęły się więc wielkie przygotowania do wizyty. Ówczesne władze nie były za bardzo przychylne, aby ta wizyta wypadła jak najlepiej. Trasa przejazdu też nie była taka prosta, trzeba więc było o wszystko walczyć.

    Ojciec święty wyraził osobiste życzenie spędzenia nocy w Tarnowie. Oprócz przygotowania pałacu biskupiego, musieliśmy również zatroszczyć się o miejsce noclegowe dla świty papieskiej i osób towarzyszących, których było ponad 30 osób. Na czas pobytu w Tarnowie zatrzymali się oni na plebani katedralnej. Do miasta przyjechała też komisja watykańska, która sprawdzała wszystko od strony bezpieczeństwa. Ona decydowała, kto z Ojcem Świętym będzie mieszkał w domu biskupim.

    Do Tarnowa papież przyleciał dzień wcześniej na lądowisko w Mościcach. Potem było zakwaterowanie i kolacja, a Jan Paweł II był tak uradowany z wizyty, że co chwilę powiększał liczbę osób, z którymi chciał zjeść kolację. Byli na niej m.in. kard. Macharski i kard. Gulbinowicz.

    Na następny dzień, mimo spędzenia na modlitwie prawie całej nocy, dziękując za dar beatyfikacji Karoliny, pełen nadprzyrodzonej radości mówił, że dzisiaj będzie dodatkowa radość. Przed samą Mszą św. papież powiedziała do mnie: „będziesz miał arcybiskupa, ale nic na razie nie mów”. Po Eucharystii był obiad, który mocno się przeciągnął, a na nim bardzo dużo kardynałów i biskupów, m.in. z Węgier, z Czechosłowacji. Po posiłku chwila na odpoczynek i Nieszpory Eucharystyczne na placu Katedralnym. Wcześniej jednak papież nawiedził katedrę, którą dobrze znał, bo wielokrotnie brał udział w uroczystościach. Długo modlił się przed Najświętszym Sakramentem i Pietą. Po nabożeństwie poszedł jeszcze na plebanię, gdzie chciał odwiedzić ks. Kosa.

     

    «« | « | 1 | » | »»
    Komentowanie dostępne jest tylko dla .
    przewiń w dół