• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Włoski dla Marcelli

    Grzegorz Brożek

    |

    Gość Tarnowski 15/2014

    dodane 10.04.2014 00:15

    Edukacja. W Nowym Sączu szkoły katolickie działają od ponad 15 lat. W Brzesku gimnazjum i liceum od 2003 roku. W Tarnowie ruszają od września. Do otwarcia podstawówki i gimnazjum przymierza się Mielec. Epidemia, moda czy konieczność?

    Krążyła w ostatnich latach opinia, że szkoły katolickie – z szyldu i istoty – nie są potrzebne, bo do szkół publicznych wszelkich stopni chodzą dzieci z katolickich rodzin, uczą nauczyciele, którzy są ludźmi wierzącymi, więc lepiej nie tworzyć wyznaniowych enklaw edukacyjnych, ale chrystianizować bardziej środowiska, w których już jesteśmy.

    Może chodzić każdy

    Nowy Sącz. Katolickie Liceum Plastyczne. Przyszli uczniowie przychodzą na warsztaty przygotowawcze z rzeźby czy rysunku. Prowadzi je nauczyciel rzeźby pan Wiesław. Tłumaczy młodym, co będzie na egzaminie. – No i jeszcze rozmowa z księdzem dyrektorem – dodaje na koniec nauczyciel. Przerażenie w oczach młodych. Ale o czym? – No, jak to o czym? Czy chodzicie do spowiedzi, do Komunii, czy w niedzielę do kościoła, czy modlicie się codziennie i jak się modlicie. Ale czemu wy tacy przerażeni? – No bo my z kolegą to z tą religią tak różnie. Ja to jestem trochę taka jakby niewierząca, a kolega chyba całkiem – wyznaje dziewczyna. – I tu zamiast, jak sądzą, żegnać się z marzeniami o naszej szkole, dopiero zaczyna się fajna rozmowa Wiesława z nimi o Panu Bogu, wierze, przekonaniach – opowiada z uśmiechem ks. dr Paweł Kochaniewicz, dyrektor Zespołu Szkół Katolickich w Nowym Sączu. – A wypytuje ksiądz o te sprawy o których była mowa: Msza, modlitwa, spowiedź? – dopytuję. – Nie. Nie żądamy również świadectwa chrztu czy bierzmowania. Do tej szkoły może chodzić każdy, pod warunkiem, że akceptuje regulamin i świat wartości – wyjaśnia ks. Kochaniewicz.

    Fajna, normalna szkoła

    Ola Szczygieł, licealistka z sądeckiego „katolika”, wspomina, że na targach edukacyjnych wszyscy byli ciekawi, czy tu uczą tylko zakonnice i księża, czy musimy ciągle na kolanach się modlić etc. – Zaskoczeni byli, że nie jest tak, jak sobie wyobrażają – mówi. Viola Hołda z „plastyka” opowiada o religijnym sosie szkolnym. – Przed drugą lekcją mamy modlitwę poranną. W pierwszy piątek idziemy na Mszę św. do kościoła. Poza tym mamy w roku wyjazdowe rekolekcje – informuje. Czy to uczniom przeszkadza? – Skąd, przecież jesteśmy ludźmi wierzącymi. Inna sprawa, że przychodzi czas gimnazjum i ochota na opór, kontestację choćby takich praktyk, ale tu jest tak, że uczniowie, sami wobec siebie, są świadkami, także wiary. Mam ledwie 18 lat, uczę się tu parę lat, a widzę, że szkoła wiele we mnie zmieniła – zauważa Zuza Król z sądeckiego katolickiego „muzyka”. – To jest fajna, normalna szkoła – mówią moje rozmówczynie – w której może luz jest nieco mniejszy niż gdzie indziej, ale to niekoniecznie w związku z katolickością, ale kameralnością placówki. – Tu wszyscy się znają, jeśli kogoś nie ma, od razu to widać. Jeśli z kimś dzieje się coś złego, też od razu widać – dodaje Marcella Festosi-Guida z LO.

    Coś specjalnie dla nas

    Bezpieczeństwo, porządek, regulamin, współpraca z rodziną to jedna strona. Jest jeszcze nauka. – Nie jesteśmy superelitarną placówką dla najzdolniejszych. Filozofia wychowania i nauczania to rozwój ucznia na jego miarę. Rozwiń się tak bardzo, na ile możesz, odnajdź swoje talenty, tego oczekuje od ciebie Pan Bóg – tłumaczy ks. dyrektor Kochaniewicz. – Nie jest nas wiele, klasy małe, więc nauczanie jest prawie indywidualne – śmieje się Ola Szczygieł. Minus: typowe odpytywanie trafi się częściej niż w dużej klasie. Plusy: szkoła buduje klimat do rozwoju, a nie egzekwowania wiedzy. – Bardzo chciałam znaleźć szkołę, w której mogłabym mieć rozszerzony włoski, by zdawać go potem na maturze. Tu udało się znaleźć paru chętnych uczniów i specjalnie dla nas wprowadzono naukę tego języka – cieszy się Marcella Festosi-Guida. W tym wszystkim ważna jest spójna, realizowana w szkole wizja. – Bo wtedy wychowanie i nauczanie przedmiotów składa się jak puzzle w jeden, cały, pełen ładu i harmonii, niesprzeczny obraz. Nie ma wtedy dysonansów poznawczych, jest we wszystkim konsekwencja – podkreśla ks.  Paweł Kochaniewicz.

    Dobra marka

    Co ciekawe, wydaje się, że takiej wizji szkoły poszukują rodzice dla swych dzieci. Nie oznacza to, że nie wierzą w edukację samorządową czy państwową, ale szukają czegoś, co odpowiadałoby bardziej na wyzwania, które przed rodziną stawia czasem brutalna rzeczywistość. Kilka miesięcy temu Klub Inteligencji Katolickiej postanowił podnieść kwestię szkoły katolickiej. Pod koniec marca odbyła się konferencja edukacyjna sondująca zainteresowanie tematem przez rodziców. Małgorzata Olszańska pojawiła się z synem Maćkiem. – Myślę, że katolickim gimnazjum bardziej jestem zainteresowana ja niż on – uśmiecha się pani Małgosia. Jacek Saj przyszedł z córką Wiktorią. – Chcemy zobaczyć, co „katolik” zaproponuje. Szyld kościelny kojarzy się z marką, dobrym wychowaniem, ścisłą współpracą z rodziną. Zależy mi przede wszystkim na wychowaniu, bezpieczeństwie, by zminimalizować ekspozycję ucznia na szkodliwy wpływ różnych dzisiejszych zjawisk. Słyszymy to codziennie: używki, agresja. Chcę chronić córkę przed tym – mówi. Pani Małgosi zależy na wychowaniu do wartości. Czy nie ma tego w innych szkołach? – O szkołach mieleckich mówią dobrze i źle. Ja liczyłabym, że w katolickiej placówce proces wspierania rodziny w wychowaniu będzie lepszy niż w szkołach publicznych – podkreśla rozmówczyni.

    Jesteśmy zdeterminowani

    No właśnie. Będzie? – Jeśli zainteresowanie będzie, to uruchomimy placówkę o jakiej wielu rodziców marzy – mówi dr Andrzej Skowron, prezes Klubu Inteligencji Katolickiej w Mielcu. Są już po rozmowach z samorządem, mają wstępną lokalizację. Kłopot będzie na początku z subwencją, ale gotowi są trudności jakoś pokonać, bo sprawa jest poważna. – To nie jest tak, że skoro 95 proc. uczniów publicznych szkół jest katolikami, to szkoły są katolickie bądź realizuje się tam chrześcijańską wizję integralnego, czyli pełnego, fizycznego, duchowego, psychicznego, intelektualnego rozwoju. Widać od dłuższego czasu nie wszystko w systemie dobrze funkcjonuje – przekonuje dr Skowron. Zapewnia, że stawia – tworząc szkołę – na ścisłą współpracę z rodzicami, bezpieczeństwo, wszechstronny rozwój, bardzo dobrą kadrę nie tylko dydaktyków, ale również świadków Chrystusa. – Jesteśmy zdeterminowani i chcemy to robić. Liczymy, że uda nam się powołać jedną klasę podstawówki i jedną gimnazjum – mówi Andrzej Skowron.

    Jest jak chcemy

    „Szkołę wtedy uważa się za katolicką, gdy jest kierowana przez kompetentną władzę kościelną lub kościelną osobę prawną publiczną, albo za katolicką została uznana przez władzę kościelną dokumentem na piśmie” – przypomina kanon 803 Kodeksu Prawa Kanonicznego. Ten sam dokument mówi o tym, że takie placówki trzeba powoływać, zwłaszcza wtedy jeśli nie ma szkół, „w których wychowanie jest przepojone chrześcijańskim duchem”. Uważa się, że szkoły katolickie są jednym z najważniejszych współczesnych środowisk ewangelizacji. Nie tylko przez katechezę, ale przez styl funkcjonowania uczniów, nauczycieli. Podobnie może funkcjonować wiele szkół publicznych. Jednak jest różnica. – Systemowo w szkołach publicznych prymat wychowania nie jest oczywisty. U nas tak. Poza tym w szkołach samorządowych program wychowawczy ustalają demokratycznie rady rodziców, organy prowadzące. Można założyć, że wychowanie kiedyś może pójść w dowolnym kierunku. W katolickich szkołach mamy suwerenność i wychowanie takie, jakie chcemy – podkreśla ksiądz dyrektor Paweł Kochaniewicz. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół