• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Budzą ducha godności

    Joanna Sadowska


    |

    Gość Tarnowski 19/2014

    dodane 08.05.2014 00:15

    Niepełnosprawność. Mimo że jedni wolniej myślą, inni dłużej pracują, odczuwają tak samo i tak samo potrzebują miłości. Przez ostatnie siedem dni przypominano o ich potrzebach i prawach.


    Kończący się m.in. w Tarnowie tydzień godności osób z niepełnosprawnością był również okazją do poznania różnych form pomocy tym osobom i większej integracji ze zdrowymi.


    Całodzienna opieka


    Godzina 15. Do kaplicy Domu Pomocy Społecznej w Tarnowie przy ul. Robotniczej 4, prowadzonego przez siostry miłosierdzia św. Wincentego à Paulo, przychodzą mieszkańcy placówki. Jak sami mówią, modlitwa jest dla nich ważna. – Daje mi poczucie bezpieczeństwa, wiem, że Bóg mnie wysłucha w moim cierpieniu – mówi 23-letnia Ania, która jeździ na wózku inwalidzkim. Ma konkretne prośby do Boga. – Modlę się, aby na świecie nie było aborcji – dodaje. – Ania lubi oglądać telewizję, umie też obsługiwać laptop, więc wie, co się dzieje w świecie. Żyje problemami współczesności i potem te intencje przedstawia Bogu – opowiada s. Katarzyna, dyrektorka placówki. Do kaplicy często przychodzi też 18-letnia Kasia. – Lubię się modlić, ale lubię też tańczyć i pływać – opowiada z uśmiechem. Nie tylko Kasia lubi sport. Dzięki temu, że placówka ma basen, mieszkańcy domu mają doskonałą rehabilitację i odnoszą sukcesy sportowe. W 2007 r. na paraolimpiadzie w Szanghaju Bernadeta zdobyła dwa złote medale w pływaniu, pokonując dystans 25 i 50 m.
Obecnie w domu mieszka 70 osób niepełnosprawnych intelektualnie, najmłodsza ma 10 lat. Wszyscy otoczeni są miłością i fachową pomocą edukacyjną oraz rehabilitacyjną. Jak w zwykłym domu uczą się gotowania i pieczenia. W ramach terapii wykonują też różnego rodzaju robótki ręczne – malują, wyszywają, haftują.
Placówka ma długą historię. Osiemdziesiąt lat temu stowarzyszenie Pań Miłosierdzia przy parafii Świętej Rodziny w Tarnowie postanowiło założyć tu ośrodek kulturalno-oświatowy. Otwarto ochronkę i świetlicę dla dzieci i młodzieży oraz szwalnię, w której uczono kroju i szycia. W kolejnych latach poszerzano działalność placówki, uruchamiając m.in. kuchnię dla ubogich. W czasie wojny stacjonowali tu Niemcy, a od 1953 do 1990 zakład podlegał Stowarzyszeniu Katolików „Caritas”. W ostatnich latach dom przeszedł szereg remontów, mających na celu spełnienie wymogów standaryzacji tego typu placówek. Od ćwierćwiecza prowadzą go siostry miłosierdzia.
– Obecnie jest nas tu 11 sióstr i wszystkie jesteśmy zaangażowane w życie domu. W naszym charyzmacie jest służba człowiekowi potrzebującemu, chcemy stworzyć niepełnosprawnym godne warunki, otoczyć miłością, ukazać miłosierdzie, o którym mówił papież Polak. Wzorując się na św. Wincentym i św. Janie Pawle II, staramy się pochylać z miłością nad wszystkim chorymi – podkreśla s. Katarzyna.


    Dom i szkoła 


    Zabytkowy park w centrum Zbylitowskiej Góry. Kilku chłopców pod okiem nauczycielki robi porządki na grządkach. Inni koszą trawę i wrzucają ją na przyczepę. W oddali słychać konie i radosny śmiech dzieci. To kolejny dzień w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym, który ma ponad 40-letnią tradycję. Obecnie przebywa w nim 68 dzieci i młodych, niepełnosprawnych umysłowo. Połowa z nich mieszka w tutejszym internacie, pozostali dowożeni są codziennie na zajęcia szkolne, w podstawówce, gimnazjum czy szkole przysposabiającej do pracy.
– Oprócz technik szkolnych oferujemy szereg innych działań terapeutycznych, które mają wspierać w rozwoju nasze dzieci – mówi Michał Stach, dyrektor SOSW. – Ogromny nacisk kładziemy na wychowanie adaptacyjne i integrację. Efekty widać, bo nasze dzieci są radosne, uśmiechnięte, skore do pracy i fantastycznie sprawdzają się w różnego rodzaju sytuacjach – wylicza. Radość i uśmiech na buziach to również zasługa niezwykłej atmosfery, która panuje w ośrodku. – Tworzymy fantastyczny zespół pracowników, pełnych zapału, chęci do pracy, oddanych dzieciom – mówi. I patrząc na wychowanków widać, że nie są to puste słowa.
Ośrodek nie tylko uczy dzieci życia, ale wprowadza je do lokalnego środowiska. Od wielu lat jest organizatorem znanych już dziś i mających renomę imprez lokalnych i ponadlokalnych. Co roku organizowane są tu jesienny piknik konny, przegląd kolęd i pastorałek, powiatowy konkurs plastyczny, dzień otwarty czy festiwal integracyjny. – Od września wraz z Powiatową Poradnią Psychologiczno-Pedagogiczną  kontynuujemy też rozpoczęty dwa lata temu cykl spotkań z rodzicami pod tytułem „Dobry rodzic – szczęśliwe dziecko”.

    To inicjatywa skierowana do rodziców i opiekunów dzieci zamieszkujących powiat tarnowski, którzy chcą się spotkać ze specjalistami oraz z innymi rodzicami, aby wymienić się doświadczeniami i wiedzą – dodaje Jacek Frankowski, wicedyrektor ośrodka. 
Kilka miesięcy temu nad placówką zawisły czarne chmury. O zabytkowy park i budynki upomnieli się spadkobiercy dawnych właścicieli. – Na początku były niepokoje, ale po przeprowadzonych rozmowach wierzymy, że wszystko będzie dobrze. Obecnie trwa wycena mienia, bo oprócz zabytków są i nowe inwestycje, w które zainwestował powiat – dodaje M. Stach. Są tu stajnie z zapleczem socjalnym i krytą ujeżdżalnią oraz 7 koni dostosowanych do pracy z niepełnosprawnymi. – Na razie dalej robimy swoje, czyli pracujemy z dziećmi – dodaje dyrektor.


    Dowartościowanie 
przez pracę


    Godz. 7 rano. Do ośrodka w Proszówkach przyjeżdżają pierwsi podopieczni. Punkt ósma zaczynają zajęcia w wybranych pracowniach, m.in. plastycznej, ceramicznej, gospodarstwa domowego, ślusarskiej. Potem są posiłek i zajęcia grupowe z muzykoterapii, arteterapii i sportu. Po 14.00 kończy się dzień na warsztatach, a prace, które powstały w ciągu dnia, nie idą do szuflady. – Od 2005 roku organizujemy ich aukcje – mówi Edward Firek, kierownik Warsztatów Terapii Zajęciowej. – Podczas ostatniej, która odbyła się w kwietniu, udało nam się zebrać 24 tys. zł, które w całości przeznaczone zostaną na działalność rehabilitacyjną. Może dzięki nim uda nam się wyjechać chociaż na parę dni nad morze – dodaje. Aukcja to nie tylko szansa na pozyskanie funduszy. – Dla niepełnosprawnych wykonanie jakiegoś przedmiotu, a następnie wystawienie go na aukcji to wielka radość, dowartościowanie i docenienie – mówi. Zresztą już sam udział w zajęciach WTZ niesie wiele dobra, uczy otwartości i pokonywania kolejnych barier. – Bo osoby niepełnosprawne wciąż jeszcze muszą przebijać się przez mur niechęci i obojętności ludzi – dodaje. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół