Nowy numer 16/2018 Archiwum

Zapraszamy do serwisu specjalnego

Skarby pod ręką

Tym razem odwiedzamy miejsca, które przez ponad dwa stulecia należały do diecezji tarnowskiej. Są tak blisko, że grzechem byłoby ich nie przypomnieć.

Poranek w Tuchowie, mały bazar z owocami przy rynku, morele, brzoskwinie zwane ufo. Za chwilę skok w czasie za sprawą miłośnika pogórzańskich bezkresów Piotra Firleja, który zabiera nas w kolejną fascynującą podróż. Samochód toczy się leniwie przez Jodłówkę Tuchowską, Szerzyny, Rzepienniki, aż wypada na drogę krajową 28 z Nowego Sącza do Przemyśla. Pierwszy przystanek w Binarowej. Wiadomo – kościół drewniany wpisany 11 lat temu na listę UNESCO, więc czapki z głów. Dla laika zewnętrzna bryła świątyni nie wyróżnia się niczym szczególnym, ot kolejny zabytek na drewnianym szlaku Małopolski. Ale w środku – nie wiadomo, co powiedzieć. Aż chce się usiąść z wrażenia. Zachwyt, oniemienie, szok. Kościół w Binarowej wprawia w zdumienie pięknem swojego wnętrza. W oczy uderza najpierw złoty ołtarz z patronem parafii św. Michałem Archaniołem walczącym z uśmiechem z szatanem, ale kolejne oniemienie przychodzi, kiedy spojrzy się na polichromię. Każdy fragment ścian prezbiterium i nawy jest wypełniony malowidłami. Kręci się od nich w głowie.

Binarowa

Od zawrotów głowy ratuje przewodnik Małgorzata Nalepa, która spokojnie, z humorem i delikatnością wprowadza w tajemnice świątyni. – Jestem przywiązana do tego kościoła, ponieważ to moja świątynia parafialna. Tu byłam ochrzczona w pięknej chrzcielnicy z 1522 roku, tu byłam do I Komunii św., a kiedyś zamierzam wziąć tu ślub – mówi. Pani Małgorzata nie ma jakiegoś ulubionego miejsca w kościele, wszędzie chce zabrać swoich słuchaczy. Spokojnym głosem prowadzi przez gąszcz obrazów i rzeźb, zaczynając od ołtarza, a kończąc pod chórem kościoła. Więc sceny z męki Pańskiej w prezbiterium, XVI-wieczne malowidła patronowe na stropie, w nawie głównej przyciąga oko scena sądu ostatecznego, zwłaszcza część piekielna. – Diabełki są tłuściutkie, podobne do prosiaczków, mają skrzydła nietoperza. Ludzie nie są pozostawieni sami z diabełkami. Oto frunie ku nim św. Michał Defensor, czyli obrońca, który wzywa wszystkich na sąd i odpędza szatana. Scena, przy której zatrzymują się ludzie, to ukazanie dwóch dróg życia. Droga pędząca w stronę okna wiedzie do piekła, druga do nieba. Na dole stoi pokusa ubrana w wyzywający strój, z odsłoniętym kolanem, w koronkach i tiulach, które w tamtym czasie nie przystoiły kobietom. Pokusa w ręku trzyma kielich. Kto jej posłucha, idzie drogą do piekła, która wydaje się pociągająca, bo jest szeroka, czysta, wyścielona kwiatami, ale jak człowiek nią przejdzie, to wpada w paszczę Lewiatana i tam już diabełki nim się zajmują. Droga do nieba jest wyścielona cierniami, pełna trudów, ale na jej szczycie czeka anioł, który prowadzi idących do Boga – opisuje pani Małgorzata. Kościół w Binarowej jest jak księga, którą napisano i namalowano dla ubogich, stąd tak bogata polichromia, ukazująca m.in. prawdy wiary z Credo, naukę o grzechach głównych, wezwanie do czuwania nad sobą i ożywiania świadomości, że czas jest krótki. – Pod koniec zwiedzania prowadzę pod chór, gdzie pokazana jest śmierć – królowa z kosą. Trzyma ją tak, że gdy wierni siedzą podczas Mszy św., to kosa znajduje się na wysokości ich szyi – pokazuje przewodniczka. Wierni mogą uciekać się do Matki Bożej Piaskowej, czczonej w ołtarzu bocznym. To główny cel pielgrzymów, którzy składają tu prośby i podziękowania.

Biecz

Następne miejsce mocno związane z historią diecezji tarnowskiej to Biecz. Zwą go małym Krakowem lub polskim Carcassonne. – Największą atrakcją jest wieża ratuszowa i możliwość wyjścia na jej szczyt. Widać z niej piękną gminę Biecz, pobliskie góry, a nawet Tatry. Po zejściu z wieży proponuję iść do naszych muzeów, do kolegiaty Bożego Ciała, kościoła św. Anny, a potem pospacerować po naszym mieście pełnym średniowiecznego uroku. Nad Ropą biegnie ścieżka spacerowa, a zmęczeniu może zaradzić tutejsza kuchnia. Miasto przeszło wiele renowacji i rewitalizacji. Biecz jest zawsze ładny, niezależnie od pory roku. Mamy bazę hotelową, schronisko młodzieżowe. Można się więc u nas zatrzymać na dłużej – mówi burmistrz Urszula Niemiec. Miasto kojarzone jest z katem, który wykonywał wyroki także w innych miastach. – Chciałabym, żeby Biecz był kojarzony z pięknymi zabytkami, gościnnością, otwartością na zwiedzających – dodaje pani burmistrz.

Pod głową niedźwiedzia

Miasto warto zwiedzić wzrokiem od strony Gorlic, skąd widać baszty, kolegiatę i wieżę ratusza. – Bez wątpienia zachwyca kolegiata. Robi wrażenie. Pełna przestrzeni. Miasto jest piękne o poranku, kiedy widać je z Grudnej, ze wzgórza, po południu zaś właśnie od Gorlic. Wreszcie zimową porą, kiedy iluminacja oświetla budynki, jak we Włoszech, gdzie są miasta uczepione skał – dodaje Janusz Gubernat, zastępca burmistrza. Pierwszy spacer po mieście to wejście na szczyt wieży ratuszowej, skąd rozciąga się panorama miasta i okolicy. A potem do kolegiaty Bożego Ciała. Surowy gotyk nawy zderza się z polichromowanym prezbiterium. – W ołtarzu głównym obraz namalowany w szkole Michała Anioła, dalej rzeźbione stalle i polichromia według projektu Tetmajera. Powyżej oratorium, w którym modliła się królowa Jadwiga – opowiada Joanna Faryj. Z kolegiaty niedaleko do muzeum w starej, XVI-wiecznej kamieniczce z basztą, w której zaciekawia muzeum – apteka, pełne flasz i flaszeczek, puszek i fiolek. – W kuchni aptekarskiej aptekarz i pomocnicy używali ziół, minerałów, a także okazów przyrodniczych. Leki były dla ludzi i zwierząt – mówi pani przewodnik. Główna sala, gdzie sprzedawano lekarstwa jest pięknie oświetlona. Pod oknami cały szereg moździerzy, tubownica do maści i pigularz do robienia pigułek, niektóre, szkodliwe dla przewodu pokarmowego, lukrowano, inne złocono lub srebrzono. Na jednej z recept z XIX wieku chory napisał aptekarzowi: „Kochany Panie, nie mów pan nikomu, że jestem słaby, bo to przyjaciele zaraz się będą cieszyć”.

Siedemnaście baszt

A to niejedyne skarby muzeum. Jest jeszcze m.in. intrygująca kolekcja instrumentów muzycznych, a w baszcie, na pięciu piętrach królestwo przedmiotów wykorzystywanych przez bieckich i okolicznych rzemieślników. Jeśli ktoś chce poznać fascynującą historię miasta, musi zajrzeć do kolejnego muzeum, gdzie powita zwiedzającego jeden z najstarszych dzwonów kościelnych w Europie, który odpoczywa po zasłużonej pracy. Biecz został kiedyś uznany za jedno z najpiękniejszych miast Europy. W czasach świetności gród otaczały mury, 17 wież, był barbakan. – Miasto miało wodociąg, który przetrwał do XX wieku. Biecz żył z handlu, bo blisko Węgier i niedaleko na wschód. Miasto znane jest z tutejszego kata, ale największym bieczaniniem był bp Marcin Kromer. Związany z naszym miastem był też poeta Wacław Potocki – opowiada Grzegorz Szary.

Skarb w Trzcinicy

Na koniec zagłębiamy się w zamierzchłą historię ziemi nad Ropą. – Jedziemy do Trzcinicy, gdzie powstał skansen archeologiczny „Karpacka Troja”, zbudowany wokół wzgórza zasiedlonego już od 1900 roku przed Chrystusem – mówi Piotr Firlej. Na obszarze 8 ha zrekonstruowano częściowo fragmenty umocnień i chat z epoki brązu i wczesnego średniowiecza. Zwiedzający poruszają się po zachowanych wałach naturalnie złączonych ze stromiznami wzgórza. – Najbardziej podobała nam się wieża widokowa – mówią Justyna i Dominik. – Profesjonalne muzeum, ciekawa ekspozycja w budynku z makietami, rekonstrukcje na wzgórzu. Nie wiedziałem, że tak blisko mamy do skarbu, jakim jest Trzcinica – mówi kolejny zwiedzający ks. Franciszek Grądalski. Wzgórze żyje pracą archeologów, którzy właśnie odkrywają kolejne fragmenty zamierzchłej historii. Owoce ich pracy można zobaczyć w pięknie urządzonej sali wystawowej, gdzie w gablotach lśnią ceramiczne fragmenty naczyń, błyszczy srebrny skarb odnaleziony na terenie grodziska. Po zewnętrznej ścianie postacie ubrane w stroje z epoki przypominają życie dawnych mieszkańców tego niezdobytego grodu, który jednak upadł za czasów Mieszka II.•

« 1 »
oceń artykuł
  • Basia
    10.08.2014 11:08
    Byłam miesiąc temu w Bieczu; zwiedziliśmy Kościół Bożego Ciała i muzeum, również z katem - polecam, naprawdę warto.
    doceń 0