• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Szukać zgubionych

    Grzegorz Brożek

    |

    Gość Tarnowski 34/2014

    dodane 21.08.2014 00:15

    Kościół ma najlepszy „towar”. nie zawsze jednak potrafimy go sprzedać, bo często nie umiemy go dobrze opakować.

    Od przystanków Woodstock i Jezus minęło już trochę czasu, opadły emocje, ale nie przygasły wrażenia i chęci, żeby wykorzystać to doświadczenie na miejscu.

    Czarno-fioletowy

    Studenci Ola Małochleb i Krzysztof Podsiadło z tarnowskiej Szkoły Nowej Ewangelizacji byli tam pierwszy raz. – To ważna i cenna lekcja – mówią. – Uczestnicy Woodstocku wyglądają często dziwnie, bywają usmarowani, niezbyt trzeźwi. Ale nigdy nie spotkaliśmy się np. z agresją. Czasem za to z szacunkiem, że „ci od Jezusa” też tu są – wspomina Krzysztof. Jak mówią, na Woodstocku ludziom puszczają hamulce. Nie tylko obyczajowe. – Mówią o tym, co ich boli, co denerwuje, co sądzą o Kościele, o swoich zranieniach, kłopotach. Tu nie ma owijania w bawełnę. Rozmawia się bardzo konkretnie, nie ma sytuacji, że nie wiadomo, o co chodzi – zauważa Ola. Krzysztof opowiada, jak spotkał metalowca, w graficie i czerni oraz fiolecie na twarzy. Można się przestraszyć. – Okazał się bardzo fajnym człowiekiem, z którym naprawdę dobrze się gadało. Wielu ze spotkanych tam ma zresztą wielką potrzebę wygadania się, powiedzenia komuś o bólu, pragnieniach. Oni są wewnątrz dobrzy, choć pozory mogą mylić – tłumaczy Krzysiek. Ze studentami był ks. Artur Mularz. – Zawsze brakowało mi tego, by o Bogu mówić w prosty sposób ludziom przypadkowo spotkanym. Mamy zorganizowane duszpasterstwo, które funkcjonuje trochę inaczej. To inne schematy. Tam nie mam problemu, by porzucić zahamowania, które czasem powstrzymują mnie na miejscu, w Tarnowie, przed głoszeniem Jezusa na ulicy, zwłaszcza że tam rozmowa najczęściej kończy się spowiedzią – przyznaje ks. Artur.

    Nauka na przyszłość

    Cała trójka przyznaje, że wywiozła z Woodstocku ważną lekcję. – Po pierwsze, że ludzie są dobrzy, że z każdym warto rozmawiać, nie wolno na nikim postawić krzyżyka, uznać, że dla Kościoła jest stracony, powiedzieć, że trudno, stało się – mówi Ola. Ks. Artur po zeszłorocznym Woodstocku zaczął częściej myśleć o tych, których w kościele nie ma.

    – Są na katechezie w szkole, ale w kościele już nie. Po tamtym doświadczeniu często na religii od razu przechodzę do konkretów, próbuję nakłaniać ich, by mówili, co ich boli. Prawda i szczerość to droga do Boga – mówi. Doświadczenie tamtego wyjścia do ludzi Krzyśkowi daje na co dzień do myślenia, jak dziś innym – w odpowiedni sposób, czasem dyskretnie, czasem prosto z mostu – mówić o Jezusie. Jak docierać z Ewangelią do innych przez 365 dni. Wspominają też, że spotkali na Woodstocku byłych ministrantów lektorów, z różnych części Polski, dziewczyny z grup apostolskich, którzy pojechali do Kostrzyna na parę dni nieskrępowanej zabawy. Dziś nie chcą mieć z Kościołem wiele wspólnego. – Myślę, że musimy patrzeć na własne podwórko i robić coś, by nie tracić młodych. Niektórzy z nich po prostu uznali, że wyrośli z tego. A Kościół to siostry i bracia, wspólnota, ich los nie może być nam obojętny, i zamiast narzekać na tych, którzy się zagubili, musimy patrzeć na to, co sami robimy – mówią.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół