• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Siostry z MUSU

    ks. Zbigniew Wielgosz

    |

    Gość Tarnowski 05/2015

    dodane 29.01.2015 00:15

    Kim jest siostra zakonna? – pytam grupę czterolatków. – Siostra to taka pani, co gotuje. I modli się, sprząta – wymieniają maluchy z przedszkola Dzieciątka Jezus w Wielogłowach, prowadzonego przez karmelitanki.

    Od „dziecka” mogą się przyglądać pracy sióstr. Podobnie było w życiu s. Anity, przełożonej karmelitańskiej wspólnoty w Wielogłowach. – Pochodzę z Chomranic, parafii, w której od najmłodszych lat stykałam się z karmelitankami, wszędzie widziałam ich obecność – mówi przełożona. W latach licealnych spotkała na swej drodze katechetkę, s. Augustynę ze zgromadzenia sióstr Notre Dame. – To była niesamowita, starsza już siostra, ale pełna radości, pasji. Wszyscy chodzili na jej katechezy – opisuje s. Anita. W dziewczęcej młodości myślała o wstąpieniu do zgromadzenia, ale o duchowości franciszkańskiej. – Zaczęłam szukać, pojechałam kiedyś do Kalwarii Zebrzydowskiej, chciałam bliżej poznać duchowość franciszkańską i tam, o dziwo, spotkałam karmelitankę. Zawiązała się rozmowa. Siostra zaprosiła mnie do Czernej, pojechałam tam. W kaplicy trwała właśnie nowenna do św. Teresy od Dzieciątka Jezus i był tam jej obraz. Patrzę na nią i myślę, czego ja szukam, skoro Karmel to jest to! – mówi s. Anita, od 23 lat w zgromadzeniu.

    24 godziny przed Bogiem

    Siostra Marita dość długo opierała się Panu Bogu. Poszła na studia. Ale Pan Bóg nie odpuszczał. – Obiecałam wstąpić do zgromadzenia, jeśli obronię pracę magisterską na pięć, i tak się stało. To był ewidentny znak i musiałam mu być posłuszna. Kręciłam się koło służebniczek, ktoś podsuwał urszulanki. Pojechałam raz na forum misyjne i pomyślałam, że jak obecna na nim służebniczka do mnie się odezwie, to może wstąpię do nich. W ciągu kilku dni siostra nawet na mnie nie spojrzała. Ostatecznie wygrał Karmel, trochę po linii rodzinnej. Pierwsza miłość – opowiada siostra. Choć karmelitankom z Wielogłów bliżej do małej św. Teresy, to wiele czerpią z duchowości Teresy Wielkiej i św. Jana od Krzyża. – Jest to również duchowość eliańska, czyli od proroka Eliasza – życie w obecności Bożej – wyjaśnia s. Anita. W zgromadzeniu kładzie się nacisk na MUS, czyli modlitwę, umartwienie i samotność połączoną z milczeniem. – W szczególny sposób przeżywamy tajemnicę dziecięctwa Bożego – dodaje s. Marita. Siostry promują w okolicy, a nawet poza diecezją, szkaplerz święty. Uszyły i rozdały ponad 10 tys. szkaplerzy.

    Cud św. Józefa

    Dziełem, które obecnie je absorbuje, jest przedszkole poświęcone niedawno Dzieciątku Jezus. Kiedy s. Marita przyjechała do Wielogłów niecałe dwa lata temu, budynek był w stanie surowym. Do tego żadnych pieniędzy i perspektyw… – Co tu zrobić? Jeden ksiądz poradził mi napisać list do św. Józefa. – Przecież to jest wasz patron, proszę mu to zostawić – powiedział. Nie bardzo lubię pisać listy, ale co tam, napisałam. Pokolorowałam rysunek przedszkola i razem z listem włożyłam za obraz w naszej kaplicy. Jednocześnie od naszych budowniczych zebrałam listę rzeczy potrzebnych do wykończenia przedszkola. Zaczęłam chodzić po hurtowniach i prosić o pomoc. Z hydrauliki miałam spisaną listę na dwóch stronach, ileś tam kolanek, rur… Pierwszy, drugi sklep, kolejny. Udało mi się zebrać wszystko – opowiada s. Marita. Po prośbie była w Tarnowie, Dębicy i Mielcu. Po płytki pojechała pod Bielsko-Białą i dostała ponad 700 mkw., które wystarczyły na wszystkie powierzchnie. Nic nie zostało, nic nie brakło. – Ja to wszystko uważam za cud. Z naszej strony dokładaliśmy, ileśmy tylko mogły. Ofiary składali też ludzie w dekanacie. Po niecałych dwóch latach weszliśmy do przedszkola, obecnie jest w nim 46 dzieci – mówi s. Marita.

    «« | « | 1 | » | »»

    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    • abbab
      14.04.2017 16:40
      Już któryś raz natykam się na świadectwa gdzie siostrzyczka "najpierw rękami i nogami się broniła i rozpaczała, że nie chce, ale Bóg nie odpuszczał, to poszła i jest przeszczęśliwa". Sorry, że piszę może z pogardą, ale skoro "nie odpuszczał mimo oporów", zamiast pozwolić jej powoli dojrzeć bez nerwów, to przestańcie chrzanić o tym jak to "do niczego nie zmusza i pozostawia wolną wolę"!!! A może chcecie wzbudzić w dziewczynach wyrzuty sumienia, że nie chcą do klasztorów??? Wy możecie się obrazić na mój komentarz, mam to gdzieś, Bóg się na pewno nie obrazi, bo widać, że Kościół ma sporo dogmatów sprzecznych z Pismem Świętym!!!
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół