• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Pozwólcie dzieciom…

    ks. Zbigniew Wielgosz

    |

    Gość Tarnowski 06/2015

    dodane 05.02.2015 00:15

    Szkoła katolicka w Tarnowie. Aż trudno uwierzyć, że powstła dopiero po 25 latach od przełomu politycznego w Polsce i odzyskania przez Kościół prawa do prowadzenia szkół.

    Najpierw jednak powołano stowarzyszenie „Educatio et Sapientia”, które mogłoby prowadzić szkołę katolicką. – Cele statutowe stowarzyszenia to przede wszystkim założenie i prowadzenie szkoły katolickiej, działalność charytatywna, wspieranie i prowadzenie wolontariatu, pomoc dla dzieci. Ważnym punktem działalności jest kultywowanie patriotyzmu – mówi Małgorzata Bem-Bełzowska, prezes stowarzyszenia. Dlaczego szkoła nie powstała wcześniej? – To jest dla nas zastanawiające, bo przecież w Nowym Sączu jest tych szkół kilka, nieraz małe miejscowości prowadzą katolickie placówki, a w stolicy diecezji nie było, ale udało się zebrać ludzi charyzmatycznych, takich jak pani dyrektor Katarzyna Duraj, nauczyciele, pracownicy i rodzice, którym chciało się coś zrobić, żeby szkoła katolicka w naszym mieście powstała – dodaje prezes.

    Prawdziwy fundament

    Szkoła znalazła przystań w klasycystycznym potężnym budynku przy ul. Warzywnej. Był ogołocony z wszelakich sprzętów, więc wszystko trzeba było zdobyć, żeby ruszyć z nauką i pracą. W krótkim czasie powstały pracownie komputerowa i multimedialna, sala dla klasy I z miejscem na zabawę. Jest też w budynku miejsce wyjątkowe, trzeba tylko zejść do piwnic. – Mamy tu kaplicę, ale bez Najświętszego Sakramentu. To jest fundament naszej szkoły – pokazuje Katarzyna Duraj. W każdy pierwszy piątek miesiąca uczniowie i nauczyciele uczestniczą we Mszy św. celebrowanej przez ks. katechetę Maksymiliana Lelito. – Razem z bratem służymy do Mszy św., więc można powiedzieć, że istnieje w naszej szkole takie małe kółko ministranckie – mówi Karol, uczeń I klasy gimnazjum. – Ksiądz zawsze angażuje nas do czytań, śpiewania psalmu – dodaje Małgosia, również z I klasy gimnazjum.

    Uzdrawianie atmosfery

    Klimat modlitwy z pewnością przyda się atmosferze budynku, z którym wiąże się mroczna historia z czasów II wojny światowej. W gmachu przy Warzywnej mieściła się przed wojną szkoła powszechna im. Tadeusza Czackiego. – Ponieważ znajdowała się w dzielnicy żydowskiej, Grabówce, połowa uczniów była katolicka, połowa żydowska. Nawet żartowano sobie, że polscy uczniowie tej szkoły chodzą do „ciaćkiszule”, bo tak z żydowska wymawiano jej nazwę. W czasie okupacji był tam punkt selekcji Żydów, których przywożono z pobliskiego getta i wysyłano w różne miejsca, gdzie odbywały się egzekucje. Stamtąd więźniowie wędrowali na rampę kolejową i byli wywożeni na miejsca kaźni… m.in. do Zbylitowskiej Góry – mówi historyk Antoni Sypek.

    Edukacja dla bezpieczeństwa

    Wchodzących do szkoły wita logo stowarzyszenia i słowa Pana Jezusa: „Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im”. – Oczywiście to nie znaczy, że szkoła jest dewocyjna – podkreśla Katarzyna Duraj. Jest czas na modlitwę, ale i na zwyczajną naukę i zabawę, jak w innych placówkach. – Wiele osób myśli, że szkoła katolicka to jakieś klęczenie i non stop lekcja religii. Nawet moi rówieśnicy, kiedy dowiedzieli się, że zapisałem się do Katolika, mówili, że na pewno będę księdzem. Edukacja służy tutaj naszemu bezpieczeństwu duchowemu – opowiada Karol. Z taką myślą zapisał do szkoły Gabrysię pan Tomasz. – Powodów było kilka. Głównym świadomość, że będzie wychowywana także tutaj w duchu wiary katolickiej, w której sam zostałem wychowany. Jest to szkoła prywatna, więc nie każdy może tu przyjść i prezentować jakąś sprzeczną z programem placówki ideologię – podkreśla ojciec.

    Fulary i krawaty

    Karol z bratem muszą wstawać przed szóstą, żeby się przygotować i dojechać z Pleśnej do Tarnowa. A dzieci i młodzi nie chcą nawet chorować, żeby nie opuścić zajęć w szkole. – Lubię tu przychodzić, bo każdego dnia dzieje się coś nowego. Nawet w wystroju szkoły, pamiętam salę „ruchową”, która kiedyś była pusta, a tu nagle pojawiły się różne sprzęty, siatki, żeby piłka nie uderzała w szyby, drabinki… Dużo się tutaj zmienia – opowiada Wojtuś z I klasy podstawówki. Obowiązkiem jest noszenie mundurku. – Dziewczyny noszą fulary, a chłopcy krawaty. Mundurki są bardzo eleganckie, choć czasem za ciepłe – mówi Zuzia, również pierwszoklasistka. Na razie uczniów jest niewielu, ale z założenia klasy mają być małe. – Wtedy nauczyciele mogą porozmawiać z każdym z nas, dowiedzieć się, czy wszystko rozumiemy, powtórzyć to, co trudniejsze. Czasami zostajemy po lekcjach, a nauczyciele pomagają nam w odrabianiu zadań. I nie jest to kara! Po przebytych chorobach możemy z nimi nadrobić zaległości. Jest nas niewiele w klasie, więc dobrze się znamy – mówi Małgosia.

    Młodzi opiekunowie

    Szkoła to nie tylko lekcje, ćwiczenia, zadania. – Dzieci uczą się tutaj troski o siebie. Na przykład gimnazjaliści mają się opiekować pierwszakami, byli też pomocnikami w akcji charytatywnej przygotowanej przez tarnowską „Kroplę” dla ciężko chorych dzieci – mówi Katarzyna Duraj. Opieka nad najmłodszymi jest najbardziej widoczna na wycieczkach szkolnych. – Każdy z nas dostaje pod opiekę jakiegoś pierwszaka, mamy z nim chodzić, pilnować, żeby się nie zgubił, nie wydał za dużo pieniędzy na „głupoty” – opowiada Małgosia. Jak opowiadają uczniowie, niesamowita była „Noc w szkole”. – Zaczęła się o 19.00 i skończyła o 2.30 następnego dnia – mówi Wojtuś. Było spotkanie z Afryką i misjami, robienie egzotycznych potraw, doświadczenia z fizyki i chemii, spotkanie z gościem z dalekich Indii, który opowiadał, jak tam działają szkoły katolickie. – Na Dzień Babci i Dzień Dziadka przygotowaliśmy przedstawienie po angielsku, nie mieliśmy za dużo czasu, ale daliśmy chyba radę – śmieje się Zuzia. Uczniowie zaufali swoim rodzicom, którzy zapisali ich do szkoły katolickiej. – I dobrze zrobiłem, bo tu jest wysoki poziom nauczania, a chcę mieć dobrą przyszłość – podkreśla Karol. Właśnie ruszyła rekrutacja na następny rok nauki. •

    Swobodne oddychanie

    Magdalena Parysz, mama Wojtusia – Zapisałam syna do tej szkoły, bo chciałam normalności. Rozumiem ją historycznie, bo tym, co pozwoliło nam zachować tożsamość narodową, bogactwo ducha, wolność wewnętrzną, były wiara i edukacja. Kiedy patrzę na to, co teraz się dzieje w naszym kraju, że te fundamenty życia rodzinnego, społecznego są uważane na nienormalne, przestarzałe, zużyte, wybrałam szkołę, w której wiara i edukacja będą stanowiły program wychowania mojego syna. A Wojtuś jest małym ambasadorem tej szkoły, mówi o niej kolegom z podwórka, nie chce też wychodzić za wcześnie ze szkoły, bo w świetlicy są ciekawe zajęcia. Małgorzata Konieczna, mama Zuzi – Ucieszyłam się, kiedy szkoła powstała, bo była potrzebna w naszym mieście. Chciałam, żeby Zuzia wyrastała w atmosferze wartości, które budowały chrześcijańską tradycję mojej rodziny. Dziś o wierze nie mówi się pozytywnie, a tutaj jest ona czymś naturalnym i normalnym. Spodobało nam się, że oprócz zwyczajnej nauki dzieci mają możliwość uczestnictwa w zajęciach z edukacji patriotycznej, że są uczone szacunku do osób starszych i do swych rówieśników. Paweł Bełzowski, nauczyciel informatyki – Szkoła ma zupełnie inną atmosferę, z racji małej liczby dzieci możemy realizować ideał indywidualnej pracy z dzieckiem, którego możliwości, talenty możemy bardzo szybko poznać. Katolickość szkoły uczula nas na treści nauczania, podręczników, które są nam proponowane. Mieliśmy chociażby taki przypadek z propozycją książki do angielskiego, w której moja żona zauważyła ukrytą promocję homoseksualizmu. Wydawałoby się, że podręcznik jest całkiem w porządku. Ale był nie do przyjęcia w szkole katolickiej. Rodzice, którzy przysyłają do nas dzieci, oczekują, że będziemy strażnikami wartości, postaw chrześcijańskich, że relatywizm moralny nie będzie miał tu wstępu.

    Z radością witamy

    ks. dr Ryszard Banach, historyk Kościoła – Można mówić, że przed wojną wszystkie szkoły były katolickie, bo katoliccy nauczyciele uczyli w nich katolickie dzieci. Było czymś naturalnym, że przyznawano się do wiary. Jednak ściśle katolickie szkoły prowadziły w Tarnowie już w XIX wieku zakony, to były szkoły urszulanek i sióstr Sacre Coeur w Zbylitowskiej Górze. Siostry prowadziły szkoły dla dziewcząt, były to placówki elitarne, ale przygotowywały również dziewczęta do prac domowych. Istniała szkoła katolicka w Szynwałdzie prowadzona przez służebniczki, a założona przez ks. Siemińskiego. Oprócz tego szkoły prowadziły stowarzyszenia katolickie. Były to seminaria nauczycielskie, jak seminarium św. Kingi, przekształcone później w szkołę katolicką. Drugie seminarium, św. Jadwigi, było prowadzone przez Stowarzyszenie Kobiet Katolickich. Ono również przekształciło się w 1932 roku w gimnazjum katolickie. Brakowało szkoły katolickiej dla chłopców, ale były prowadzone przez Kościół bursy, które zapewniały katolickie wychowanie mieszkającym w nich uczniom, myślę tu na przykład o bursie św. Kazimierza. Szkolnictwo katolickie istniało i miało się dobrze, ale z tego bogactwa nic nie zostało, dlatego z radością trzeba witać szkołę katolicką w Tarnowie.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół