• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Wymodliła mi zdrowie

    Ks. Zbigniew Wielgosz

    |

    Gość Tarnowski 11/2015

    dodane 12.03.2015 00:15

    O niezwykłej codziennej drodze, chorobie nowotworowej i „swojej świętej” z Bożeną Lelito, katechetką z Nawojowej, rozmawia ks. Zbigniew Wielgosz.

    Ks. Zbigniew Wielgosz: Jest Pani związana z bł. Julią. W jaki sposób?

    Bożena Lelito: Pochodzę z tej samej miejscowości, co ona. Mieszkam niedaleko jej domu rodzinnego. Stąpam po jej ziemi.

    Zna Pani bł. Julię od dzieciństwa?

    Całe moje życie jest z nią związane, ale nie mogę powiedzieć, żeby od razu był to związek ścisły. Owszem, wiedziałam o siostrze zakonnej, która pochodziła z Nawojowej i zginęła w obozie koncentracyjnym, ale tak naprawdę dopiero beatyfikacja s. Julii rozbudziła moje głębsze zainteresowanie jej osobą. Może też miało na to wpływ to, że jestem katechetką i chciałam dzieciom przybliżyć postać ich rodaczki. Jeździłam na misyjne wakacje z księżmi werbistami. Podczas jednej z oaz szliśmy plażą, rozważając kolejne stacje Drogi Krzyżowej, a samo nabożeństwo zakończyło się w obozie w Stutthofie. Miałam rozważanie stacji VI i przy okazji powiedziałam o s. Julii Rodzińskiej, o tym, jak w tym obozie dzieliła się ostatnią kromką chleba. Na nabożeństwie byli ludzie z różnych stron świata i zaczęli pytać, kim była s. Julia. Wtedy postanowiłam, że będę jej świadkiem. Bo po siostrze nawet grób nie pozostał…

    Z wiedzą o s. Julii złączyło się cierpienie…

    Zachorowałam na guza mózgu. Moja mama, mająca już ponad 80 lat, nie mogła pojechać do szpitala do Tarnowa, żeby mnie odwiedzić. Zresztą nie chciałam, żeby mama cierpiała, patrząc na mnie. W dzień operacji poszła pod pomnik s. Julii i niemal cały dzień tam się modliła. Dopiero kiedy sąsiadka powiedziała jej, że już jestem po operacji, wróciła do domu. Dzięki modlitwie mamy i wielu osób oraz wstawiennictwu bł. Julii wróciłam do zdrowia, pracy. Moja mama wciąż powtarza, że Julia nam pomogła i pomaga. Cokolwiek by się działo smutnego, mamy patronkę przed Bogiem.

    Dzięki s. Julii odnalazła Pani swoją ścieżkę w życiu?

    I fizycznie, i duchowo. Fizycznie, ponieważ często idąc na cmentarz, przechodzę obok domu s. Julii i jej pomnika. Zapalam pod nim znicz i modlę się. Duchowo – ponieważ stałam się jej świadkiem, mówię o niej uczniom i wielu znajomym. W moim domu s. Julia ma specjalny kącik. A data jej urodzin, 16 marca, jest dla mnie dniem wyjątkowym. Julia jest obecna w moim sercu także poprzez wiarę mojej mamy. Nie ma dnia, żeby o niej nie mówiła. Troski i kłopoty, niepewność jutra to obraz codzienności. Od s. Julii uczę się, jak z pokorą i cierpliwością wypełniać wolę Bożą w życiu.

    Szukamy patronów nieraz bardzo daleko?

    Zachwycamy się różnymi świętymi nieraz spoza Polski, a tu, na miejscu, mamy takich bohaterów wiary. Powinniśmy być z nich dumni.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół