• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Nzapa a tokwa mo

    dodane 17.09.2015 00:15

    14 lat pracowała w Afryce, przeżyła dwie rebelie, postawiła na nogi szpital i tysiące ludzi. Poznajcie Elżbietę Wryk.

    Do Polski wróciła w lipcu. 8 września biskup tarnowski odznaczył ją złotym medalem „Dei regno servire”, najwyższym wyróżnieniem diecezjalnym. – Medal jest dla mnie niespodzianką, radością i wzruszeniem. Nie każdy z nas może jechać na misje, ale każdy diecezjanin może być dumny z tego dzieła, jakie prowadzimy w Bagandou w Republice Środkowoafrykańskiej, bo każdy przez modlitwę i ofiarę ma w nim swój udział – mówi Elżbieta Wryk.

    W RCA misjonarka od nowa tworzyła szpital, który w ciągu 7 lat jej pracy w Bagandou konsultował około 30 tys. chorych, 25 tys. osób hospitalizował, w którym wykonano prawie 550 operacji i 1 tys. transfuzji. – Wyrazy największego uznania złożyłbym pani Eli za dokonanie rzeczy niezmiernie trudnej: zorganizowanie personelu szpitalnego bazującego na miejscowej ludności – mówi ks. Krzysztof Czermak, wikariusz biskupi ds. misji. Szpital jest dziełem tarnowskich misjonarzy, tarnowskiego Kościoła, czyli nas wszystkich. – W kontekście uchodźców mówi się o potrzebie pomocy potrzebującym. Diecezja od wielu lat prowadzi działalność na rzecz tych, którzy jej potrzebują. Szpital w Bagandou utrzymywany jest ze środków naszej diecezji. Około 3 milionów złotych przekazaliście, drodzy diecezjalnie, na to, aby 30 tys. osób niemających dostępu do żadnej pomocy medycznej otrzymało ją. Dziękuję pani Elżbiecie, dziękuję wszystkim misjonarzom – mówił bp Andrzej Jeż w homilii, wręczając wyróżnienie misjonarce. Moje marzenie – Od dziecka chciałam jechać na misje. Interesowałam się tym już w szkole. Potem były studia misjologiczne, praca w Papieskich Dziełach Misyjnych i wreszcie wyjazd. Całkowicie świadomy i przygotowany. Mimo to, zawsze tak jest, wszystko było inaczej niż moje wyobrażenia czy świadomość – wspomina Elżbieta. Mówi, że nauczyć się trzeba na nowo zarządzania własnymi siłami, podejścia do czasu, zostawić trzeba na boku szczegółowe i ambitne plany i robić swoje. Dokucza też nowa flora bakteryjna, nieznane dotąd zagrożenia, poczucie osamotnienia etc. Misjonarze głoszą Jezusa nie tylko słowem, ale też czynami i sercem. Elżbieta przeżyła dwie rebelie. W katolickich misjach schronienie w czasie drugiej znaleźli muzułmanie. – Wszyscy wiedzą, że tu każdy dostanie dach nad głową. Czasem, żeby nas skłonić do tego, mówili: „Nzapa a tokwa mo”, przecież „Bóg cię tu przysłał”. Dlatego dla nich, dla mieszkańców stojących po różnych stronach w konfliktach, które targały Republiką Środkowoafrykańską, to my, misjonarze, byliśmy realną misją stabilizacyjną. Bo byliśmy z nimi cały czas – wspomina. Tak będzie nadal. Opiekę nad szpitalem w Bagandou przejęła Izabela Cywa, misjonarka z Krynicy-Zdroju.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół