• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Tu są dom i szkoła

    Beata Malec-Suwara

    |

    Gość Tarnowski 38/2015

    dodane 17.09.2015 00:15

    Co po lekcjach w szkole? Zdobywanie nowej wiedzy, rozwijanie talentów, wsparcie wychowania i opieka – oto, co Kościół oferuje uczniom.

    Pływanie, gra w szachy, boules, piłka nożna, zajęcia z robotyki, nauka języków obcych, kursy przygotowawcze do matury, ale też poczucie bezpieczeństwa, ciepły posiłek, opieka i wsparcie. Znajdą to dzieci w świetlicach czy kościelnych ośrodkach.

    Uczymy

    Z oferty tarnowskiej Kany – Katolickiego Centrum Edukacji Młodzieży – tygodniowo korzysta ponad 500 osób, niewiele mniej z Kany dębickiej czy nowosądeckiej. A chętnych jest jeszcze więcej. Dużym zainteresowaniem cieszą się zajęcia językowe, przedmiotowe. Kursy trwają od września do czerwca i odbywają się w godzinach popołudniowych i wieczornych. Prowadzone są w małych, 15-osobowych grupach przez doświadczonych wykładowców. Kadra Kany to pracownicy uczelni wyższych, nauczyciele szkół podstawowych, gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych oraz lektorzy języków obcych posiadający międzynarodowe certyfikaty i doświadczenie.

    – To właśnie ze względu na kompetentną, skuteczną i wykwalifikowaną kadrę nasze kursy cieszą się tak dużym zainteresowaniem. Poza tym cena jest też atrakcyjna, ponieważ biskup dofinansowuje nasze działania – mówi Grzegorz Sudoł, prezes tarnowskiej Kany. W dębickiej Kanie zajęcia są darmowe. – Udaje się to dzięki lokalnym przedsiębiorcom i samorządom, które nas dofinansowują, nie bez znaczenia też jest wsparcie miejscowej parafii, przy której istniejemy – wyjaśnia Maciej Małozięć, dyrektor dębickiej Kany. Jedyna opłata to tzw. wpisowe w wysokości 100 zł, dlatego też chętnych na korzystanie z zajęć jest tutaj o wiele więcej niż miejsc.

    Są efekty

    – Spotykamy się z wieloma wyrazami wdzięczności i okazywanego zadowolenia ze strony uczestników bądź ich rodziców – przyznaje Maciej Małozięć. Kamila Wymysłowska, uczestniczka kursu języka niemieckiego w Kanie w Dębicy, w ramach tzw. pogotowia maturalnego zachęciła do zapisu na te zajęcia jeszcze trzy swoje koleżanki. – Tutaj lekcje prowadzone są o wiele ciekawiej niż w szkole, dużo rozmawiamy, słuchamy. Po ocenach w szkole i swoich umiejętnościach widzę, że jestem coraz lepsza z niemieckiego, a wszyscy wiemy, jak dzisiaj język jest ważny – mówi Kamila. Z badań, jakie przeprowadziła dębicka Kana, wynika, że wszyscy uczestnicy tych zajęć zdali maturę. Z kolei Jolanta Sak, której dwóch synów uczęszcza na zajęcia do  Kany, podkreśla, że nie bez znaczenia jest dla niej to, że jest to katolickie centrum. – O kursach dowiedzieliśmy się z ogłoszeń parafialnych, bo należymy do parafii, przy której Kana działa. Skoro jesteśmy katolikami, to nasze dzieci powinny tutaj chodzić – mówi. Wcześniej starszy syn Kacper chodził na angielski w inne miejsce, ale twierdzi, że w Kanie bardziej mu się podoba.

    Rozwijamy talenty

    Działalność centrów Kana to nie tylko edukacja. Realizują one także wiele projektów artystycznych, kulturalnych czy sportowych. W Dębicy jest to m.in. kurs dla lektorów z dykcji eliminujący wady wymowy, prowadzony przez logopedę. Objęci są nim lektorzy ze wszystkich parafii z dwóch dekanatów. W Tarnowie w ramach Centrum Systemowego Rozwoju, które powstało przy tutejszej Kanie, dzieci mają możliwość korzystania z zajęć takich jak: pływanie, gra w szachy, boules, piłka nożna, zajęcia z robotyki – LEGO Mindstorms. Zainteresowanie nimi jest bardzo duże. – Mamy 80 miejsc, ale gdyby było 200, też byliby chętni – mówi Grzegorz Sudoł, prezes tarnowskiej Kany. Rekrutacja na niektóre zajęcia nie trwa dłużej niż kilka godzin, na pozostałe niewiele dłużej, bo zwykle już w pierwszym dniu naboru wszystkie miejsca są zajęte.

    Wychowujemy

    Katolickie Centra Edukacji nie są katolickie jedynie z nazwy. – Od początku przyświeca nam cel nie tylko edukowania, ale i wychowywania, jedynie w ten sposób jesteśmy w stanie zapewnić dzieciom integralny rozwój – tłumaczy Maciej Małozięć. W ramach zajęć uczestnicy spotykają się z psychologiem, logopedą, dietetykiem, organizowany jest także dla nich kurs pierwszej pomocy. Sądecka Kana realizuje projekty, które promują wartości chrześcijańskie. Temu mają służyć projekt „Trzeba iść po śladach – Święty Jan Paweł II w pamięci sądeczan”, konkurs plastyczny „Co Nowy Sącz zawdzięcza chrześcijaństwu” czy też działania Centrum Studenckiego Wolontariatu „Winnica”, które skupia wolontariuszy – najczęściej studentów udzielających pomocy edukacyjnej ze wszystkich przedmiotów uczniom szkół podstawowych i gimnazjalnych w formie indywidualnych korepetycji jedną godzinę w tygodniu. – Wolontariusze integrują się z nami, pomagają nam także przy innych projektach, uczą się organizacji czasu, kształtuje to ich osobowość – wylicza Joanna Szafran z nowosądeckiej Kany.

    Opiekujemy się

    Promowanie wartości, kształtowanie osobowości, pobudzanie do pozytywnych działań to także cele tzw. świetlic, fachowo nazywanych placówkami wsparcia dziennego, które działają przy wielu parafiach. Prowadzą je siostry zakonne, stowarzyszenia czy instytucje kościelne, czyli Caritas, Stowarzyszenie Rodzin Katolickich czy Akcja Katolicka. Tutaj nauka gry na gitarze, zajęcia plastyczne czy lekcje języka obcego to tylko dodatki. – Nasi podopieczni to w wielu wypadkach dzieci z rodzin dysfunkcyjnych, musimy więc przede wszystkim zabezpieczyć ich podstawowe potrzeby, które normalnie zapewnia rodzina – mówi s. Augustiana Rusin, kierownik placówki wsparcia dziennego „Promyki Nadziei” w Dębicy. Stąd też dzieci te przychodzą tutaj, aby dostać ciepły posiłek albo spokojnie usiąść i odrobić zadanie domowe z pomocą wychowawców czy wolontariuszy. – Jeśli zostanie coś do jedzenia, chętnych, by zabrać to ze sobą do domu dla mamy, nie brakuje – przyznaje Krystyna Łakoma z świetlicy „Lumen” przy parafii św. Maksymiliana w Tarnowie.

    To nie jest mała skala

    – Mimo że teraz świetlice szkolne otwarte są o wiele dłużej, jest niż demograficzny, a ponadto tego rodzaju placówek jak nasza przybywa, podopiecznych nadal mamy sporo – mówi s. Augustiana. Do świetlicy „Promyki Nadziei” w Dębicy, prowadzonej przez siostry służebniczki dębickie, w ciągu roku uczęszcza ok. 75 osób. Są to dzieci i młodzież w wieku od 3 do 17 lat. – Często rodzeństwa, dwoje, troje, a nawet czworo dzieci z rodziny – dodaje siostra. Podopieczni, choć muszą każdego roku być zapisani w świetlicy na nowo, chodzą do niej przez wiele lat. Weronika, podopieczna świetlicy „Lumen” przy parafii św. Maksymiliana w Tarnowie, ma 15 lat, do świetlicy przychodzi od 5. roku życia. Podobnie Karolina, dziś 14-latka, przyszła tutaj po raz pierwszy w wieku 6 lat. Obie przy tym zgodnie przyznają, że lepiej im w świetlicy niż w domu.

    Wspieramy

    – Bardzo zżywamy się z naszymi dziećmi. Każde z nich to inna historia. Nierzadko bardzo trudna i wymagająca wsparcia specjalisty – podkreśla Emilia Mrzygłód, wychowawca ze świetlicy „Lumen” przy parafii św. Maksymiliana w Tarnowie. Pracownicy świetlicy są czasem dzieciom bliżsi niż rodzice. Bywa, że podopieczni już jako dorośli ludzie odwiedzają swoich wychowawców. Przychodzą, żeby zobaczyć, co się w świetlicy zmieniło, porozmawiać, nawet wypłakać się czy doradzić w trudnych dla nich sprawach. – Nasze relacje z dziećmi oparte są na zaufaniu, tu otrzymują poczucie bezpieczeństwa, namiastkę stabilizacji. To dlatego nieraz, kiedy mają jakiś problem, nie idą z nim do ojca lub matki, ale do nas – opowiada Krystyna Łakoma. Nie zawsze udaje się w dorosłym życiu wychowankom świetlic żyć według zasad i wartości. Świetlica przecież nie zastąpi rodziny. – To dlatego – mówi s. Augustiana – największą radość sprawia nam fakt, kiedy nasi wychowankowie układają sobie życie według innego modelu niż rodzina, w której się wychowali.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół