• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Po kawałku

    Beata Malec-Suwara

    |

    Gośc Tarnowski 46/2015

    dodane 12.11.2015 00:00

    Tu Najświętsze Serce Pana Jezusa naprawdę bije. Głośno. W każdym razie kto chce, to słyszy.

    Niełatwo trafić do kościoła w Delastowicach. Jest niewielki, w dodatku schowany za drzewami. Miejsce raczej odpowiednie na dworek niż na świątynię.

    Najpierw dwór

    Wszystko dlatego, że od dworku i jego właściciela ks. Józefa Kapturkiewicza życie parafialne się tu zaczęło. Kiedy był już emerytem, przed wojną z bratem wykupił w Delastowicach dwór. Na Msze św. jeździł do Szczucina albo Woli Mędrzychowskiej, ale później zdrowia już nie miał, więc poprosił biskupa o pozwolenie na urządzenie w dworku kaplicy. Niestety, w latach okupacji Delastowice znalazły się na linii frontu i Niemcy dworek opanowali. Ks. Kapturkiewicz jednak nie opuścił ludzi. – Namaszczał ich i udzielał sakramentów, mimo że pociski latały mu nad głową – opowiada ks. Marek Kula, dzisiejszy proboszcz delastowickiej parafii. Pod koniec wojny dwór się spalił, a majątek rozparcelowano, została jedynie niewielka część. Ludzie zaczęli budować tu kościół, niewielki, bez naw, bez wieży i zakrystii. – Serca w tej budowli wiele – zauważa proboszcz. – Kościół powstawał po kawałku, powiększono go z czasem, z serca, bo to był naprawdę trudny okres. Ludzie w sumie mieli niewiele, a co mieli, tym obdarowali – dodaje. – Plac też został rozbudowany, po kawałku wykupywano kolejne ary, dzięki czemu jest trochę rozleglejszy. Z początku był to wąski pas ziemi – mówi Andrzej Guła z Wójciny należącej do parafii. – Doczekaliśmy się większego terenu, troszeczkę większego kościoła, no i teraz trzeba dbać o to, co jest, bo nic nam więcej nie zostało.

    Przystań

    W Delastowicach znajduje się jeden peron, ale jest nieczynny po tym, jak zlikwidowano tu kolej, tzw. szczucinkę, kursującą na trasie Szczucin–Tarnów. W 2012 roku rozwiązano natomiast szkołę i przedszkole. Jest kościół, i to on stanowi serce parafii obejmującej 4 miejscowości: Delastowice, Wójcinę, Odmęt i Laskówkę Delastowską. Należy do niej niewiele, bo ok. 700 osób, z czego co najmniej 50 jest poza domem, w Anglii, Włoszech, Austrii, Stanach Zjednoczonych, Holandii, Norwegii czy Grecji. – Z jednego domu nawet i w trzech różnych krajach. Przyjeżdżają do rodziców, czasem budują domy za zarobione tam pieniądze i zamierzają wrócić. Tu nadal jest ich serce – zauważa pan Andrzej. Zwykle wyjeżdżają młodzi, zaraz po skończeniu szkoły, trudno im tu bowiem znaleźć pracę. Tych, którzy zostali, proboszcz angażuje w przygotowania do Światowych Dni Młodzieży. – Nie wiadomo jeszcze, kto i ile osób przyjedzie, ale musimy być gotowi – mówi ks. Kula. Dlatego wszyscy znają hymn ŚDM, a Koronki do Miłosierdzia Bożego uczą się po angielsku, francusku i włosku.

    Serce bije

    Rytm parafii wybija nowy dzwon. Nosi imię Najświętszego Serca Pana Jezusa. – Stary już się wysłużył, popękał, trzeba więc było kupić nowy. Może lepszy byłby większy, ale w dzwonnicy by się nie zmieścił, trzeba by i ją wtedy poszerzać – wyjaśnia pan Andrzej. – Ale dzwoni głośno. Kto chce, to go słyszy – dodaje Agnieszka Głód, członek rady parafialnej i sołtys Delastowic. Dzwon Najświętszego Serca Pana Jezusa został poświęcony przez ks. Zygmunta Warzechę, dziekana dekanatu Szczucin, rok temu, w Niedzielę Miłosierdzia, kiedy Jan Paweł II był ogłaszany świętym. Z kolei w ubiegłą niedzielę parafia świętowała rocznicę peregrynacji obrazu Najświętszego Serca Jezusowego i relikwii świętych apostołów miłosierdzia. – Obraz przyjechał tamtą alejką – wspomina ks. Kula. – Droga była wcześniej wyboista, więc trzeba było ją wyrównać, bo nie wypadało przecież, żeby Pan Jezus „się potłukł”. Samochód, którym obraz przyjechał, miał bardzo niskie podwozie, dlatego dla Pana Jezusa zrobiono wtedy mostek i dobre 30 metrów drogi – dodaje.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół