• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Na Granicach stanie kaplica

    dodane 10.12.2015 00:15

    Ksiądz Tadeusz Machał, miejscowy proboszcz, mówi, że do historii tej kaplicy pasują trochę słowa psalmisty: „Kto we łzach sieje, żąć będzie w radości”.

    Historia powstawania kaplicy w przysiółku Granice w parafii moszczenickiej jest, delikatnie mówiąc, trudna. Zaczęła się 24 lipca 1998 roku, kiedy mieszkająca w USA dawna parafianka Moszczenicy Maria Ostrowska poprosiła ówczesnego proboszcza ks. prał. Czesława Muszyńskiego o zgodę na wybudowanie kaplicy w Granicach, na co ofiarowała 20 arów swojej ziemi i 30 tys. dolarów. – Na tamte czasy był to pomysł niezły – przyznaje Józef Hoberek, mieszkający w Podkocianach w rejonie Granic. Skrótami do parafialnego kościoła są z Granic 3 km. – Całe życie chodziło się do kościoła na dół. Mam czterech synów. Do kościoła i szkoły szli, jak wszyscy stąd, tymi skrótami – przez chaszcze na dół – mówi Antoni Pyzik z Granic, którego firma budowała kaplicę. Normalna droga wynosi prawie 4 km. Jeśli warunki są fatalne, z Granic do parafialnej świątyni trzeba jechać na przykład przez Turzę, w sumie 11 kilometrów.

    San Francisco

    Po tej donacji czas, żeby zabrać się za kaplicę, nie był dobry, bo parafia dopiero co skończyła budowę kościoła. – Kiedy przyszedłem na probostwo w 2005 roku, były plany, fundamenty, zakupiony materiał i zrobił się zastój z wiadomych względów – wspomina ks. Machał. Siła nabywcza dolara spadła. Wzrosły ceny materiałów budowlanych, robocizny. – Patrząc na skład materiału, fundamenty i wyczerpane składki, zacząłem się wahać, czy iść w stronę „San Francisco”, czy w stronę „ścierniska” – przyznaje ks. Tadeusz. Zawierzyli Opatrzności, a szczególnie Sercu Jezusa. Dzięki sponsorom, ofiarności ludzi, w tym wiernych z Podłopienia, księży, biskupów Wiktora Skworca i Andrzeja Jeża, którzy w związku z tą budową zwolnili parafię z obowiązkowych składek, dzieło udało się dokończyć. Ludzie pamiętają, że nieżyjąca już od bardzo wielu lat pani Pierz, pisząca całe życie notatniki, miała w jednym z nich zapisać, że tu, na Granicach, stanie kiedyś kaplica. Bóg pozwolił, że rzeczywiście tak się stało.

    Kamień z objawień

    – Ja nie mam wątpliwości, że ta kaplica będzie potrzebna. W rejonie Granic jest ze 100 domów. Trwają kolejne budowy, są nowe działki. Jakaś perspektywa jest – przyznaje Józef Hoberek. Mieszka tu też niemało starszych ludzi, którzy cieszą się, że będą mieć blisko do kościoła. 29 listopada bp Andrzej Jeż wmurował kamień węgielny w ściany kaplicy. – Został on przywieziony z Paray-le-Monial, miejsca, w którym Jezus objawił św. Małgorzacie Marii Alacoque tajemnicę swego Boskiego Serca. – Mamy Rok Serca Jezusa. Ta kaplica to w naszym wymiarze puenta tego czasu. Sercu Jezusa zawierzyliśmy dzieło, które udało się szczęśliwie zakończyć – mówi ks. Machał. Biskup apelował w homilii, by oprzeć życie na miłości Boga, która wyrażona jest wezwaniem kaplicy: Najświętsze Serca Pana Jezusa. – Życzę wam, żeby właśnie to wnętrze było miejscem, gdzie będziecie odczuwać potężną miłość Boga do siebie, aby to miejsce was zawsze umacniało w miłości do ludzi – mówił bp Andrzej Jeż. Życzył też, by ludzie z nadzieją patrzyli na to miejsce. – Żeby wasz wysiłek miał sens, żeby kaplica nie stała pusta, żeby młode pokolenie, które, jak widzimy, jest w kaplicy, podjęło troskę o dom Boży. Życzę wam, żeby to miejsce tętniło życiem liturgicznym – mówił.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół