• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Dziecko Boga

    dodane 04.02.2016 00:15

    Choć kościół w Rzepienniku Biskupim nazywany bywa od lat wiejską katedrą, to jednak, mówią miejscowi, dopiero teraz czują, że są biskupi nie tylko z nazwy.

    Papież Franciszek 19 grudnia 2015 roku mianował pochodzącego z Rzepiennika Biskupiego ks. Leszka Leszkiewicza biskupem pomocniczym diecezji tarnowskiej. Leszkiewiczowie mieszkają kilometr od świątyni. – Brata zawsze ciągnęło do kościoła. Chodziliśmy często razem, ale jednak on zdecydowanie częściej – przyznaje młodszy brat biskupa Tomasz. Do rodzeństwa należy jeszcze najmłodsza siostra. Do miejscowej podstawówki Leszek chodził m.in. z Wiesławem Witkiem. – Klasa była nieduża, bo było nas ledwie 17 uczniów. Leszek? Dobry kolega, jak trzeba było pomóc, w nauce na przykład, czy przy czym innym, to zawsze chętny. Przeciwnie do rozrabiania. Spokojny, cichy, ale wesoły – wspomina.

    Brat Tomasz zazdrościł zawsze Leszkowi zdolności. – Ja musiałem zawsze przysiąść nad książkami, on się w domu nie musiał uczyć, a wszystko umiał. Łapał w lot. Miał za to więcej czasu na inne rzeczy – mówi. Jakie? – W kuchni lubił pogotować, w ogrodzie zająć się rabatami czy poprzycinać drzewa w sadzie – dodaje. To ponoć zostało mu do dziś, bo kwiaty nadal lubi, a jak zagląda do domu, to patrzy, czy czego w ogrodzie nie można by zrobić. – Był zawsze bardzo dobrym dzieckiem. Takim na piątkę. Szkolną też – potwierdza Halina Leszkiewicz, mama biskupa.

    Taki był zawsze

    Do liceum poszedł do Bobowej. Tam mieszkał w internacie. – To była klasa matematyczno-fizyczna. Dzisiejszego biskupa wspominam jako sympatycznego ucznia. Był bardzo grzeczny, miły, kulturalny, spokojny i pracowity – mówi na łamach serwisu bobowa24.pl Tadeusz Rak, pierwszy wychowawca licealny bp. Leszkiewicza. Po maturze Leszek podjął decyzję o wstąpieniu do seminarium. – Dla nas to nie było zaskoczenie. Były symptomy tego, że tak właśnie może się stać – przyznaje sąsiadka Lucyna Bajorek. Potem pierwsza parafia w Szczucinie. Wyjazd na misje do Ekwadoru. Studia w Rzymie. Praca w diecezji, w tym funkcja prefekta w seminarium. – W tym czasie, swoim czasie wolnym, kilka razy między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem przyjeżdżał do nas odprawiać rekolekcje indywidualne, w ciszy, skupieniu. Choć do rodzinnego domu miał z 10 km, nie robił sobie na wyjazdy do domu przerw w ćwiczeniach rekolekcyjnych – wspomina ks. Marcin Krępa, dyrektor Diecezjalnego Domu Rekolekcyjnego w Ciężkowicach. Przez 9 miesięcy przed ogłoszeniem go biskupem ks. Leszkiewicz był proboszczem w Bochni. Kiedy papież Franciszek powierzył mu godność biskupią, nominat prosił wszystkich o modlitwę, by nie zabrakło mu nigdy daru pokory. – Wydawać by się mogło, że jeśli ktoś dostępuje jakiejś godności, to mówienie o pokorze jest takie bardzo na miejscu. Ale ks. Leszek skromny i pokorny był zawsze – przyznaje Lucyna Bajorek.

    Słuszne i sprawiedliwe

    Przez 19 lat kapłaństwa spotykały ks. Leszkiewicza mniejsze czy większe nominacje i awanse kościelne. – Nigdy w domu się nie chwalił, nie był to temat rozmów. Myśmy w sumie dowiadywali się z gazet, np. że w Bochni był prepozytem kapituły – przyznaje Tomasz Leszkiewicz, młodszy brat biskupa. Ks. Piotr Witecki, proboszcz z Rzepiennika Biskupiego także przyznaje, że dobrych wiadomości dotyczących ks. Leszka nigdy nie usłyszał od niego samego, musiał szukać ich w internecie. – Ks. Leszek zawsze był tym samym człowiekiem. Ilu on tu ludziom pomógł, to trudno zliczyć. Jak coś dostał, to nigdy tego nie miał długo przy sobie, bo zaraz komuś podarował albo potrzebującemu coś kupił – mówi ks. Witecki. Ale ze skromności zawsze czynił to w dyskrecji. – Poza tym fantastycznie umiał i umie do dziś słuchać, mieć czas dla człowieka, który potrzebuje się wygadać – mówi Lucyna. Bajorek. Za tę autentyczną skromność, uczynność ludzie go bardzo cenią. W Rzepienniku nominację swego rodaka przyjęli radośnie. – Nie z poczuciem triumfalizmu, że nasze na wierzchu, ale sprawiedliwości, że właśnie takiemu człowiekowi taką godność warto powierzyć – dodaje ks. Witecki. Ostatnio dzwoniła do proboszcza jedna ze starszych mieszkanek parafii pytać o Msze św. 7 lutego w kaplicach dojazdowych. Zeszło na temat biskupa. – Wie ksiądz, dobrze że to on został biskupem, bo to zawsze było takie dziecko Boga – usłyszałem.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół