• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Cudem uniknąłem śmierci

    Beata Malec-Suwara

    |

    Gość Tarnowski 06/2016

    dodane 04.02.2016 00:15

    Właśnie minęła 10. rocznica największej katastrofy budowlanej w dziejach współczesnej Polski. Przeżyli ją także ludzie z naszego terenu.

    Pod koniec stycznia 2006 roku zawalił się dach hali Międzynarodowych Targów Katowickich, gdzie odbywała się wystawa gołębi pocztowych. W środku znajdowało się około 700 osób. Zginęło 65. Ponad 170 osób zostało rannych. Wśród ofiar śląskiej tragedii było dwóch mieszkańców naszej diecezji. Tarnowianin Jerzy Gwóźdź miał 47 lat, a pochodzący z Kobyla Stanisław Stec – 33 lata.

    Pan Marek Rzepka z Woli Rzędzińskiej niedaleko Tarnowa, któremu cudem udało się uniknąć śmierci, pojechał na katowickie targi przynajmniej z dwóch powodów. Po pierwsze, dlatego że od lat jest miłośnikiem gołębi. Po drugie, swoją pasję udało mu się połączyć z tym, czym zajmuje się na co dzień. Pan Rzepka jest właścicielem wielkiej firmy produkującej artykuły elektryczne, m.in. przedłużacze, gniazdka, wtyczki. Z projektantami i konstruktorami pracującymi w firmie udało mu się zbudować urządzenie do pomiaru czasu przylotu gołębi. To był pierwszy taki mechanizm w Polsce, a czwarty na świecie. Targi stały się doskonałą okazją do zaprezentowania urządzenia. Stoisko wykupił w centrum hali. Mieli przecież prezentować mechanizm na skalę międzynarodową. Miejsce było dość ważne. Jak się potem miało okazać – najniebezpieczniejsze. – Kiedy zobaczyłem, że wszystko leci na nas, ukazał mi się obraz Matki Bożej Licheńskiej. W bardzo dokładnych zarysach, ale jakby prześwitujący przez pergamin. To był ułamek sekundy, ale do dzisiaj pamiętam go bardzo wyraźnie – wspomina pan Marek. Na stoisku razem z nim było kilka osób, współpracownicy, przyjaciel z Niemiec i Marcin Bochynek, były trener Górnika Zabrze. Wszystkim cudem udało się uniknąć śmierci. Jeden z elementów konstrukcyjnych zablokował spadający fragment dachu i stworzył nad nimi parasol ochronny wielkości 3–4 mkw. Mimo tego przeżycia co roku uczestniczy w targach, zarówno gołębi pocztowych, jak i ozdobnych. Jego hodowla liczy ok. 500 ptaków, wśród nich jest wiele medalistów. Prezentowane po raz pierwszy 10 lat temu urządzenie do pomiaru czasu przylotu gołębi dziś sprzedawane jest na całym świecie. – Na 46 tys. polskich hodowców gołębi 8 tys. korzysta z naszego urządzenia – mówi pan Marek. Dziś produkuje już ok. 200 różnych produktów z plastiku przydatnych do hodowli ptaków, poidełka, karmniki, obrączki dla gołębi. Ta branża zajmuje ok. 50 proc. produkcji jednego z trzech jego zakładów produkcyjnych.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół