• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Nie chcemy przywilejów

    dodane 07.04.2016 00:15

    Z Józefem Pyzikiem, prezesem Kongregacji Kupieckiej w Nowym Sączu, o tym, dlaczego warto kupować w małych sklepach, rozmawia Grzegorz Brożek.

    Grzegorz Brożek: Bierzecie udział w konsultacjach nowej ustawy regulującej opodatkowanie sklepów wielkopowierzchniowych…

    Józef Pyzik: Przeraziła nas pierwsza propozycja podatku od powierzchni. To był naszym zdaniem zły pomysł rządu. Napisaliśmy pismo wyjaśniające, posłanka Barbara Bartuś wprowadziła nas na salony i bierzemy udział w konsultacjach. Skutecznie, bo rząd odszedł od opodatkowania powierzchni, co z ulgą przyjęli polscy kupcy.

    Nie chcecie płacić podatków?

    Chcemy płacić podatki i płacimy. Powiem tak – im większą sieć handlową ktoś reprezentuje, tym łatwiej mu podatków unikać. Ja mam 9 lokalnych sklepów spożywczych: 3 niezależne i 6 franczyzowych. Od każdego tysiąca złotych obrotu płacę proporcjonalnie dwa razy więcej podatków niż popularna sieć. Dlatego polskim kupcom nie chodzi o to, żeby tę proporcję odwrócić, nie chcemy przywilejów, ale warunków zdrowej konkurencji, równego traktowania. Podatek obrotowy jest niezłym rozwiązaniem.

    Klienci wolą kupować w dyskontach, bo tam są lepsze ceny.

    Pozornie niższe. Cena nie jest jedynym kosztem zakupu towaru. Jeżeli kupujemy w dyskontach towary hiszpańskie czy włoskie, to dochód narodowy i miejsca pracy powstają w krajach, w których produkuje się te towary, i w kraju, w którym opodatkowany jest sklep. Trzeba w moim przekonaniu patrzeć całościowo. Kupowanie towarów polskich czy regionalnych, lokalnych utrzymuje u nas miejsca pracy. W Nowym Sączu mamy 2–3 duże sklepy, które byłyby w stanie obsłużyć lokalny handel, ale nie kupują żadnych towarów z rynku lokalnego. Weźmy podatki. Z mojego podatku, który płacę do urzędu skarbowego, 40 proc. wraca do gminy Kamionka Wielka, w której mieszkam. Z każdego zapłaconego przeze mnie 1000 zł 400 zł wraca do budżetu gminy, z którego finansowane są szkoły, oświetlenie ulic etc. Gdzie duże sklepy płacą podatki? Nie u nas, nie na miejscu, dobrze, jeżeli w ogóle w Polsce. Patriotyzm gospodarczy dopiero u nas się budzi.

    Trudno Wam konkurować z dużymi sieciami ?

    Sądzę, że kiedy sieci wchodziły do Polski, zakładały, że wytną nas, małych kupców, szybciutko. Dlaczego? Biznesplany sklepów najsłynniejszej z sieci zakładały, że przez 5 lat mogą dokładać do każdego pojedynczego sklepu. Żaden polski mały sklep nie może sobie na to pozwolić. Poza tym hipermarkety bywały zwalniane z podatków lokalnych za to, że tworzą miejsca pracy. Mimo tego my dalej się trzymamy.

    Niemniej jednak przegrywacie cenami produktów.

    Nie wszystkimi. Na przykład nie w cenach produktów markowych. Przegrywamy na pewno w cenach produktów, które produkowane są dla danych sieci. Jaka jest zasada produkowania tych towarów? To nie jest tajemnica. Sieć zgłasza zapotrzebowanie na np. parówkę kosztującą 6 zł za kilogram. Normalnie producent robi parówki za 10 zł przy kosztach produkcji, załóżmy, 8 zł. Producent słyszy, że jeżeli chce sprzedawać w wielkiej sieci dyskontowej ogromne ilości towaru, to parówka musi być za 6 zł. I co? Zrobi za 6. Jakim sposobem? Proszę sobie odpowiedzieć. Jeżeli chodzi o produkty markowe, z logo producenta, to różnice już nie są takie duże.

    Jest jeszcze coś takiego jak wygoda – w dużym, sieciowym sklepie samoobsługowym kupuje się łatwiej.

    Nasze polskie sklepy też już są takie, ale to dyskusyjny temat. Jeżeli idzie pan do sklepu, w którym za ladą stoi ekspedientka, to kupuje pan to, czego pan potrzebuje. W samoobsługowym sklepie do koszyka włoży pan wiele innych, niepotrzebnych rzeczy. W Polsce marnuje się 20 proc. żywności, bo kupujemy za dużo. To też jest problem.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół