• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Nie żyjemy sami dla siebie

    dodane 04.08.2016 00:00

    Stefan Bieszczad, właściciel firmy Suret z Dębicy, o budowaniu relacji i radości pomagania.

    Grzegorz Brożek: Dlaczego Pańska firma wsparła diecezjalny komitet Światowych Dni Młodzieży?

    Stefan Bieszczad: Czujemy się współgospodarzami przedsięwzięcia, w którego ramach nasz region odwiedzają rzesze pielgrzymów z całego świata. Poza tym kierujemy się w naszej działalności zasadami społecznej odpowiedzialności biznesu, które – przynajmniej dla mnie – mają swoje źródło w Biblii. Wreszcie, zaangażowaliśmy się w ten projekt, bo pokazuje on prawdziwą, młodą twarz chrześcijaństwa jako alternatywę w trudnych czasach, w jakich żyjemy.

    Co Pan ma na myśli?

    Idee liberalnie rozumianej wielokulturowości na naszych oczach zamieniają się w seanse nienawiści na zachodzie Europy, tymczasem w Krakowie spotykają się setki tysięcy młodych ludzi wielu narodowości, ras, języków i kultur po to, by się modlić, by dać świadectwo swojej wiary. Żyją w przyjaźni, zgodzie. Wszystkich jednoczy symbol krzyża.

    Chrześcijaństwo jako wzór relacji społecznych?

    Dokładnie tak. I nie tylko społecznych, także bizneso- wych.

    Wsparł Pan ŚDM, wspiera hojnie inicjatywy kulturalne, dobroczynne, społeczne. Po co?

    Biznes współistnieje z mecenatem kultury i dobroczynnością. Uważam jednak, że traktowanie przez przedsiębiorców inicjatyw społecznych wyłącznie jako okazji do budowania pozytywnego wizerunku nie jest podejściem szczerym ani dającym pełną satysfakcję. Jeśli wydaję swoje pieniądze, bo czuję, że muszę to zrobić, by polepszyć swój wizerunek, a nie po to, by rzeczywiście komuś pomóc, to ucieka cała radość z pomagania. Aby tę radość rzeczywiście odczuwać, trzeba wyzbyć się rynkowego myślenia o dobroczynności. To nasze podkarpackie, często wyśmiewane, myślenie o wspólnocie rodzinnej, sąsiedzkiej, lokalnej czy wspólnocie pokoleń i wartości stoi u podstaw naszych działań społecznych. Sukces biznesowy Suretu był wynikiem wielu czynników, w tym wartości, w jakich wzrastała kadra tej firmy. Dzielenie się owocami tego sukcesu to prosta kontynuacja myślenia o wspólnocie, w której nie żyjemy sami dla siebie, ale odpowiadamy za bliźnich.

    grzegorz.brozek@gosc.pl

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół