• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Szybko, bo czasu jest mało

    Beata Malec-Suwara Beata Malec-Suwara

    dodane 07.10.2016 13:00

    W górach jest coraz więcej turystów, ale uprawiają specyficzny rodzaj wędrowania.

    - Od 2012 roku monitorujemy przepływ turystów na terenie Popradzkiego Parku Krajobrazowego i widzimy, że jest ich więcej - mówi Marek Kroczek, kierownik Zespołu Parków Krajobrazowych Województwa Małopolskiego, oddział w Starym Sączu.

    Zamontowany system 23 czujników liczy turystów i pokazuje, które miejsca wybierają oni najczęściej. W Małych Pieninach jest ich o jakieś 15 proc. więcej w stosunku do poprzedniego sezonu, ale są praktycznie tylko w dwóch miejscach. To Wąwóz Homole i Biała Woda, na wysokie skałki niewielu turystów wychodzi. Podobnie jest w Beskidzie Sądeckim, gdzie widać ich głównie w tych atrakcyjnych miejscach. Najwięcej na zamku w Rytrze, Obidzy i na Jaworzynie Krynickiej.

    Na typowych górskich szlakach jest ich mniej. - Nie mają czasu - ocenia Marek Kroczek. - Jedynie 2–3 godziny i wracają z powrotem. Widać to na przykładzie stacji narciarskich, gdzie jest bardzo mało turystów w tygodniu, a w soboty i niedziele nie potrafią ich tam obsłużyć, bo przyjeżdża ich kilkanaście razy więcej niż w całym tygodniu - dodaje.

    To upodobanie turystów do "szybkiej" turystyki, a więc liczy się to, by jak najbliżej móc gdzieś podjechać samochodem, a przy tym jak najwięcej zobaczyć, rodzi problem. - Musimy dla turystów stworzyć parkingi, miejsca rekreacji: wyciągi, wieże widokowe, a budowa infrastruktury w górach jest ograniczona. Nie można wszędzie budować - mówi kierownik Zespołu Parków Krajobrazowych z oddziału w Starym Sączu.

    Ci jednak, którzy wybierają tradycyjny sposób wędrowania po górach, powinni dla własnego bezpieczeństwa unikać samotnych wypraw, a już przede wszystkim sprawdzać prognozę pogody w górach. Przykładowo, jeszcze w niedzielę na Niemcowej było tak ciepło, że niektórych na szlaku można było spotkać w krótkim rękawku, a już w środę spadło tu sporo śniegu. Nadleśniczy z Piwnicznej Stanisław Michalik odradzał wręcz wyjście na szlak.

    - W czwartek rano sytuacja wyglądała nieciekawie. Pod naporem mokrego śniegu łamały się konary i padały drzewa. Cały czas je usuwamy z dróg i szlaków. Dziś sytuacja jest już opanowana. Na niedzielę powinno być bezpiecznie - mówi nadleśniczy.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół