• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Z góry można zobaczyć więcej

    Beata Malec-Suwara Beata Malec-Suwara

    dodane 09.10.2016 09:00

    No chyba, że jest mgła, ale nawet ona i leżący w górach śnieg nie przeszkodziły, by odbył się już XII Złaz na Mogielicy.

    8 października, w wigilię Dnia Papieskiego, po raz 12. odbył się Złaz na Mogielicy. Choć warunki do najłatwiejszych nie należały, głównie ze względu na leżący w górach śnieg, śmiałków, by wyjść na szczyt nie brakowało. Głównie byli to młodzi z okręgu limanowskiego, szły też całe rodziny.

    Złaz na Mogielicę odbywa się jako dziękczynienie za pontyfikat Jana Pawła II, ale w tym roku był jeszcze jeden powód do dziękowania. - Dziękujemy także za Światowe Dni Młodzieży, za to, że mogliśmy budować swoją wiarę, że mogliśmy się nią dzielić. Ważne jest nie tylko to, co przeżyła młodzież, wyjeżdżając do Krakowa, przemiana dokonała się także w wielu sercach młodych, którzy nie mogli tam być - mówi ks. Bogdan Stelmach z parafii w Tymbarku, która jest organizatorem złazu. - Wychodzimy na szczyt, bo z góry widać lepiej. Chcemy zobaczyć więcej, żeby z nowymi siłami i nowym impetem wkroczyć w tę rzeczywistość po ŚDM. Zdajemy sobie sprawę, że to, co się wtedy zrodziło, musimy teraz wykorzystać - dodaje.

    Pomysłów jest wiele. Na pewno będą kontynuowane comiesięczne czuwania dla młodzieży. - Wielu młodych nie mogło pojechać na ŚDM do Krakowa, teraz chcemy podobną atmosferę podtrzymać u siebie. Planujemy, by w czuwaniach odsłaniać poszczególne sylwetki wybranych świętych, którzy byli prezentowani w Krakowie - mówi Emilka Puchała, prezes oddziału KSM w Tymbarku.

    Za co dziękuje najbardziej, wychodząc na szczyt Mogielicy? - Za to, że mogłam uczestniczyć w Światowych Dniach Młodzieży, że wszystko nam wyszło w parafiach, że tydzień w Krakowie spędziliśmy na zabawie i modlitwie. Jak się spotykamy, do dziś wspominamy ten czas z uśmiechem na twarzy i nie możemy się wyleczyć z atmosfery ŚDM, dalej nas ona niesie jak na fali - dodaje Emilka.

    Tomek z Tymbarku do dziś wspomina Francuzki, które mieszkały w jego domu. - Zazdrościły nam tego, że możemy tutaj swobodnie chodzić do kościoła, że one są otwarte. Tam na co dzień są pozamykane. Zaskoczone były także tym, jak wyglądają nasze cmentarze, tam nikt nie dba o groby. Dziwili się nawet temu, że palimy znicze. Widać, jaka wiara, taki kraj, prawda? - mówi Tomek, który po raz pierwszy wziął udział w Złazie na Mogielicy.

    Od kilku lat uczestniczy w nim Marta z Tymbarku, która na szczyt wychodziła z rodzicami i dwójką braci. - Podobnie całą rodziną chodzimy pieszą pielgrzymką na Jasną Górę. Rodzice zawsze chodzą i nas też ciągnie do tej atmosfery, a ona na pielgrzymce jest nawet podobna do Światowych Dni Młodzieży - twierdzi Marta. - Tydzień Misyjny był cudowny. W Krakowie nie mogłam być tylko pierwszego dnia, bo miałam egzamin. Płakałam, że mnie tam nie było - wyznaje.

      Msza św. przy Krzyżu Papieskim na szczycie Moglielicy.
    Beata Malec-Suwara /Foto Gość
    Największa grupa uczestników Złazu na Mogielicy wyruszyła z Tymbarku, ale na szczyt podchodzili ludzie właściwie z każdej możliwej strony. Wszyscy spotkali się na górze pod Krzyżem Papieskim. Zamknięci w obłoku, jak w Namiocie Spotkania, odmówili Różaniec i wzięli udział w Mszy św. Po powrocie w Tymbarku czekał na wszystkich poczęstunek i wspólna zabawa.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół