• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • 31 lat z ks. Leopoldem Misterką

    ks. Zbigniew Wielgosz

    |

    Gość Tarnowski 45/2016

    dodane 03.11.2016 00:00

    Troska o Kościół, rodzinę i oryginalne poczucie humoru – tak można opisać postać proboszcza z Ochotnicy Górnej.

    Ksiądz Leopold Misterka przychodzi do parafii pw. Wniebowzięcia NMP w 1972 roku. – Trafia tu z sądeckiej Fary. Można powiedzieć, że z bogactwa w biedę, bo w Ochotnicy Górnej nie było prądu. Komuniści za to, że miejscowi ludzie byli za AK, a potem długo pomagali antykomunistycznemu podziemiu, zwlekali, ile mogli, z elektryfikacją wsi. Chyba ze cztery lata ks. Misterka musiał – jak i jego parafianie – czekać na światło – opowiada ks. proboszcz dr Stanisław Kowalik.

    Wielkim dziełem ks. Misterki i parafian było postawienie nowego kościoła. Budowa trwała od 1981 do 1997 roku. Dziewięć lat później, 26 października, ks. Misterka umiera. – Prawdziwy brat – kapłan, przyjaciel. Można było na niego liczyć – podkreśla ks. prał. Czesław Jakóbczyk, emerytowany proboszcz ze Sromowiec Niżnych. Ks. Leopold przez 31 lat przewodził miejscowej wspólnocie. – To był ojciec parafii. Bardzo dobry człowiek i skromny – podkreśla Stanisław Mazurek, wieloletni organista w Ochotnicy Górnej. Pierwszą osobą, którą ochrzcił ks. Misterka, był Andrzej Sikora. – Jako kapłan był człowiekiem wymagającym, który wie, czego chce. A przy tym z wielkim poczuciem humoru, bezpośredni – mówi pan Andrzej. Z okazji 10. rocznicy śmierci ks. prał. Leopolda Misterki bp Stanisław Salaterski celebrował w Ochotnicy Górnej Mszę św. w jego intencji, a po homilii odsłonił tablicę pamiątkową w głównej nawie kościoła. – W postaci ks. prał. Misterki chciałbym podkreślić trzy rysy. Pierwszy to jego troska o Kościół. Pozostawił po sobie wielkie dzieło – nową świątynię. Na cmentarzu, kiedy modliłem się przy grobie ks. Leopolda, podszedł do mnie starszy człowiek i mówi: taki marny grób, a taki piękny kościół. Istotnie, ks. Misterka nie przywiązywał wagi do siebie, ale prowadził ludzi do Boga. Drugim rysem była jego troska o rodzinę. Zależało mu bardzo, żeby dzieci miały trzeźwych ojców, żony trzeźwych mężów, matki trzeźwych synów. Trzecia sprawa to serdeczność ks. Misterki. Kiedy przyjeżdżały tu oazy Ruchu Światło–Życie, pomagał, jak mógł. A przy tym lubił żartować, śmiać się. Każdy cieszył się, że mógł spotkać ks. Misterkę – mówi bp Salaterski.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół