• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Inny wymiar mycia naczyń

    Grzegorz Brożek

    |

    Gość Tarnowski 49/2016

    dodane 01.12.2016 00:00

    W Galilei spotkali się z Jezusem żywym i działającym. Pozbyli się lęku, smutku, niepokoju. Zyskali radość, zaufanie Bożej opatrzności, spokój. Tym się dzielą z innymi.

    tekst i zdjęcia grzegorz.brozek@gosc.pl Pochodzę z Ciechanowa. Do 25. roku życia nie chodziłam do kościoła i nie przyjmowałam sakramentów – wspomina Aneta Kwiek z Tarnowca. Po ślubie z Jackiem denerwowało ją, kiedy szedł na Mszę, kiedy klękał do modlitwy, ale zaczęła w tym trochę uczestniczyć.

    – Osiem lat temu okazało się, że mam tętniaka na aorcie. Poważną operację ledwo przeżyłam. Po niej mąż mnie pytał, czy podziękowałam Bogu, że się udało. A ja wierzyłam, że nie ma za co, bo przecież jestem młoda, silna, to musiało się udać. Rok po operacji tętniaka zaczęła boleć mnie noga. W końcu przestałam chodzić. Kiedy trafiłam do lekarzy, wydali diagnozę: rak kości. Koło stawu kolanowego zrobiła mi się duża dziura. Wtedy padłam na kolana i zaczęłam prosić Boga o życie i zdrowie. Zorganizowaliśmy nawet domowe rekolekcje, w czasie których pierwszy raz wspólnie z dziećmi modliliśmy się o mój powrót do zdrowia. Wylądowałam w szpitalu. Musiałam chodzić o kulach, bo nie byłam w stanie inaczej się poruszać. Oczekiwanie i wyniki: nie ma żadnego nowotworu. Dziura w nodze zarosła bez żadnych lekarstw – opowiada Aneta. Po tym uzdrowieniu odczuła ogromną radość z faktu, że żyje. Uwierzyła, że to Bóg ją uzdrowił. – Żyłam w ciągłym uniesieniu. To były takie cukierki od Pana Boga. Chciałam służyć Bogu jak najlepiej, dziękując Mu. Wzięłam jedną margaretkę, drugą, piątą, ale ciągle wydawało mi się, że to za mało, i prosiłam Boga, żeby mi dał coś, w czym mogę Mu oddać swe życie. Dał mi Galileę – mówi Aneta.

    Chcemy służyć Panu

    W Tarnowcu na ich domu wisi mała tabliczka z napisem z Księgi Jozuego: „Ja i mój dom chcemy służyć Panu”. – Taki napis jest na każdym Domu Zmartwychwstania wspólnoty Galilea – mówi Jacek Kwiek. W naszej diecezji jest sześć Domów Zmartwychwstania: dwa w Tarnowcu, po jednym w Mielcu, Woli Mieleckiej i Brzesku. Nowy dom powstał w Tarnowie-Mościcach. – Dom Zmartwychwstania jest podstawową komórką Wspólnoty Chrystusa Zmartwychwstałego „Galilea”. Elementarną. To dom, w którym odbywają się spotkania najmniejszych wspólnot – dodaje Jacek. Słowa „najmniejszych” nie trzeba traktować dosłownie, bo w domu Anety i Jacka na spotkaniach bywa nawet 30 osób. Jak na Galileę, to bardzo dużo. Dom Agnieszki i Michała Krempów w Mielcu gromadzi na spotkaniach zwykle 11 osób. – To optymalna liczba, bo wtedy możemy się nawzajem dobrze poznać – mówi Jacek Kwiek. Domy są częścią Galilei. Ta zaś jest wspólnotą ewangelizacyjną. Założył ją w Stryszawie koło Suchej Beskidzkiej w 1992 roku ks. Krzysztof Czerwionka, zmartwychwstaniec. Tłumaczył kiedyś, że nowe metody ewangelizacji są potrzebne ze względu na nowe pokolenie ludzi. – Tradycyjne głoszenie Ewangelii w Kościele wciąż odpowiada wielu osobom i, Bogu dzięki, niesie ich, ale do wielu już nie dociera. Ludzie nie chcą tylko sloganów, moralizatorstwa. Wielokrotnie słyszę: chcemy żywego Słowa, spotkania z Bogiem, doświadczenia – mówił. Dlatego Galilea nie jest przekazem teologii, wiedzy, ale dzieleniem się obecnością Boga w człowieku. Tak jest w domach.

    Świeca gaśnie

    Spotkanie Domu Zmartwychwstania u Krempów zaczyna się co poniedziałek o godz. 19. – Mieliśmy trynitarną modlitwę uwielbienia – szeptem tłumaczy pan Michał. Wokół stołu w salonie dziś stoi 8 osób, 3 mężczyzn i 5 kobiet. Gospodarze są też animatorami. Na stole pali się świeca, znak obecności Chrystusa. Siadają. Otwierają Pismo Święte i głośnio czytają Psalm 122. Po lekturze zaczyna się chwila modlitwy tym psalmem. „Uradowałem się, gdy mi powiedziano” – dziękuję Ci, Panie, że do nas mówisz. „Pójdziemy do domu Pana” – abyśmy wszyscy mogli kiedyś spotkać się w Twoim domu, Panie. Prosimy Cię, Jezu. Kolejnym czytaniem jest Ewangelia wg św. Mateusza. Wszyscy głośno czytają. Między innymi: „Czuwajcie i bądźcie gotowi, bo w chwili, w której się nie spodziewacie, Syn człowieczy przyjdzie”. Animatorzy zadają pytania do tekstu. Czy potop Noego przypomina przyjście Jezusa? O jaki koniec świata chodzi? Padają odpowiedzi, refleksje, przypuszczenia. Ludzie dzielą się tym, co myślą, swoim rozumieniem Pisma Świętego. – Czuwanie jest tu chyba kluczowe. Żeby czuwać, trzeba żyć świadomie. Im wcześniej się nawrócimy, tym więcej czasu możemy mieć, by zbliżyć się do Jezusa – mówi jeden z uczestników. Michał Krempa wspomina, jak to jednego dnia dwa razy wylądował na oddziale ratunkowym. – Miałem 100 tysięcy myśli – o niezałatwionych sprawach, o tym, czego nie powiedziałem żonie, nie przekazanych informacji – mówi. Czuwajcie. Pada drugie pytanie. Tym razem indywidualne: nad czym Bóg powierzył ci pieczę? To chwila na świadectwo – o rzeczach, z którymi sobie nie radzili bądź nie radzą, o porażkach, o kłopotach, ale także o małych sukcesach, o dobru, którego doświadczają, które tworzą. Mówią o życiu. Do koszyczka, który stoi na stole, wpadają kolejne intencje. Kończy się czas dzielenia, następuje modlitwa. Gaśnie świeca. Wskazówki zegara zbliżają się do godz. 21.

    Rodzina przede wszystkim

    – Dom Zmartwychwstania jest cotygodniową, podstawową formą spotkania. To jest wspólnotowe spotkanie z Jezusem w Jego słowie. Ale Galilea stawia sprawy tak, że pierwszą wspólnotą dla człowieka jest jego rodzina. Musimy skończyć w ciągu 2 godzin, żeby ludzie mogli wrócić do domów, odpocząć i na drugi dzień pójść do pracy – tłumaczy Michał Krempa. Z drugiej strony, jak sam przyznaje, fakt, że znalazł się w Galilei, wynikał z tego, że nie wystarczały mu inne formy wspólnot, których próbował. – W którymś momencie zorientowaliśmy się z Agnieszką, że nasze drogi religijne, duchowe się rozchodzą, że każdy idzie w swoją stronę. Poszukiwaliśmy czegoś, co byłoby drogą dla nas obojga, dla dzieci – mówi. Domowy Kościół? – Odpowiem krótko: za rzadko. Spotkania raz w miesiącu. Chcieliśmy pewnej drogi kompleksowej, intensywnej – mówi. Galilea proponuje styl życia. Cotygodniowe spotkania w Domach Zmartwychwstania są dla wszystkich. Dosłownie. Do domu Kwieków w Tarnowcu przychodzą ludzie zaproszeni przede wszystkim przez innych ludzi, a nie przez nich samych. – Ktoś pojawił się na spotkaniu, zobaczył, jak to wygląda, i na drugi raz przyprowadził kogoś innego. Nasz dom służy. Proszę spojrzeć raz jeszcze na tabliczkę: „Ja i mój dom chcemy służyć Panu”. Traktujemy to dosłownie – uśmiecha się Aneta Kwiek. Krempowie, gdy otrzymali misję tworzenia domu, zrobili listę znajomych, przyjaciół, którzy na pewno przyjdą. Nie przyszedł żaden. Kto się pojawił? – Córka drugiej pary, z którą zaczynaliśmy, rozmawiała z koleżankami. Dzieci, nastolatki, namówiły rodziców. Różnie działa opatrzność Boża – opowiadają Krempowie.

    Styl życia

    Można przychodzić na spotkania co tydzień. Można się nie odzywać. Tu nikt nikogo nie odpytuje, tu nie ma jedynie słusznych i dobrych odpowiedzi, tu czas dzielenia traktuje się poufnie. Tu nie ma spinania się na supermądre i naładowane teologią wypowiedzi. Jest nadzwyczaj prosto, zwyczajnie, naturalnie. – Gdy zaczęliśmy jeździć na spotkania Domu Zmartwychwstania, najpierw pod Wieliczkę, przez dwa lata siedzieliśmy i czerpaliśmy od innych, od wspólnoty. Dwa lata – mówi Aneta Kwiek. Potem zdecydowali się zrobić kolejny krok. Więcej mówić, zacząć formację Galilei, która wiedzie przez kolejne stopnie. Formacja wiąże się z udziałem w kolejnych kursach ewangelizacyjnych. Ukończenie kursów otwiera możliwość posługiwania w ewangelizowaniu innych. Oprócz formacji i cotygodniowych spotkań raz w miesiącu jest świętowanie w siedzibie Winnicy, struktury skupiającej domy. Na razie Winnica dla domów z diecezji jest w Krakowie. Ale 18. dnia każdego miesiąca wspólnota Domów Zmartwychwstania z diecezji spotyka się także w Zabawie na Wieczorze Chwały. – Przygotowujemy liturgię Mszy św., prowadzimy uwielbienie przed Eucharystią i po niej – tłumaczy Michał Krempa. Poza tym ludzie będący w formacji galilejskiej praktykują codzienną lekturę Pisma Świętego i codzienne uwielbienie. Dużo tego wszystkiego. – Są w naszym domu ludzi, którzy mają rodziny, pracę zawodową, biznesy i znajdują czas na wszystko, zwłaszcza na rodzinę – mówi Agnieszka Krempa. Wielu ludzi jednak korzysta tylko ze spotkań Domów Zmartwychwstania. Raz w tygodniu.

    Wspólnota daje skrzydła

    W czym tkwi tajemnica tego, że ta wymagająca droga zyskuje coraz większą popularność? – Ja odkryłam w Galilei siłę wspólnoty, która niesie. Dzielenie się, relacje z innymi, nie powierzchowne, tylko głębokie, bo trochę o sobie nawzajem wiemy, modlimy się za siebie, to pomaga. Wspólnota jest duchowym wsparciem – mówi Agnieszka Krempa. – Uwielbiając Boga, nie skupiamy się na sobie, na tym, czego nam potrzeba, na naszych grzechach, ale na Bogu. Kiedy my zajmujemy się Bogiem, wtedy On zajmuje się nami. To moim zdaniem powinna być nasza podstawowa modlitwa – mówi Aneta Kwiek. Styl pracy wspólnoty, formy modlitwy, rozumienia życia prowadzą do tego, że Bóg nie jest szefem, do którego idzie się załatwić sprawy raz w tygodniu, w niedzielę, ale towarzyszy w każdej chwili człowiekowi. – Kiedy nie mam gdzie stanąć samochodem, to proszę: „Panie Jezu, no daj mi jakieś miejsce do zaparkowania”. Nie lubię myć naczyń, ale kiedy to zaczynam, zawsze mówię: „Jezu, to dla Ciebie” i zwykłe zmywanie naczyń nagle ma inny wymiar, staje się czymś innym, niż jest – opowiada Aneta Kwiek. Może odnoszenie każdej chwili życia do Chrystusa to jakieś dziwactwo? A może jednak dziwne jest to, że często dajemy Panu Bogu ledwie jedną godzinę w niedzielę i pięć minut w pozostałe dni tygodnia? W Wielkanoc śpiewamy sekwencję, w której są słowa: „Chrystus już zmartwychwstał, Pan mój i nadzieja. Miejscem zaś spotkania będzie Galilea”. W nowej Galilei wielu ludzi spotkało Jezusa. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół