• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • To nasz dom

    Grzegorz Brożek

    |

    Gość Tarnowski 50/2016

    dodane 08.12.2016 00:00

    Wygląda jak katedra – mówił o miejscowej świątyni abp Jerzy Ablewicz.

    Parafia w Turzy koło Ciężkowic świętowała 100-lecie swojego kościoła parafialnego. Uroczystościom odpustowym przewodniczył 27 listopada bp Andrzej Jeż. W czasie Mszy św. poświęcił wewnątrz odnowioną polichromię.

    – Może nawet w początkowej fazie ta świątynia nie była taka piękna jak obecnie. Po 100 latach osiągnęła pewną doskonałość. Cieszymy się tym, bo to owoc naszej wiary, wysiłków, owoc naszego pragnienia, aby ta świątynia była najpiękniejszym domem dla Boga – mówił biskup w homilii. Istotnie, odnowione wnętrze dodaje blasku kościołowi, urody, tym bardziej że jest wyjątkowe. – Kościół jest neogotycki, typowy, niezwykła jednak jest w nim polichromia. Niespotykana i oryginalna. To jest niby malarstwo patronowe, czyli szablonowe, ale twórcy zwykle szablony wykorzystywali w wielu realizacjach. Tu tymczasem pojawiają się motywy, które nie są spotykane w polichromiach gdzie indziej. A już wyjątkowy jest fakt, że na ścianach elementem polichromii są namalowane tabliczki z nazwiskami fundatorów – mówi ks. dr Piotr Drewniak, diecezjalny konserwator sztuki. A z budową kościoła było tak. Ponoć potrzeba budowy stała się oczywista około 1900 roku. –  Wtedy we wsi przybyło ok. 50 nowych domostw. Nowi parafianie pochodzili w większości z Moszczenicy. Były to rodziny młode, prężne, dysponujące znacznym jak na warunki wiejskie kapitałem. Źródłem ich sukcesów była emigracja zarobkowa do USA – pisze Mieczysław Wszołek w szkicu o parafii turańskiej. Te rodziny zakupiły grunty w Turzy z parcelacji dworskiej. Tak powstało osiedle nazwane Pańskie Pola. Stary kościół zrobił się za ciasny. Poza tym wszyscy dookoła mieli już murowane świątynie. Zaczęto więc i w Turzy zbierać dokumenty i materiały. Budowa zaczęła się w 1912 r. i trwała 4 lata. Dzięki pomocy z sąsiednich miejscowości jednego dnia kamień z Ostruszy woziło aż 200 furmanek. Zapał był ogromny. – Ksiądz Adolf Majewicz i parafianie 100 lat temu podjęli się zadania ogromnego i niesłychanie trudnego, zwłaszcza biorąc pod uwagę ówczesną sytuację, czas wojny światowej, okoliczności, kiedy przez sąsiednią Moszczenicę przebiegał front, kiedy były rekrutacje do wojska. Trzeba zauważyć i docenić determinację ludzi. Dzięki temu mamy kościół – mówi ks. proboszcz Zenon Macko. Tej determinacji i odpowiedzialności nie brakuje i dziś ludziom, którzy ofiarnie finansują wszelkie konieczne prace prowadzone przy kościele. – Sporo żeśmy przez te lata zrobili. Jako parafianie staramy się dbać o ten Boży dom, bo to także nasz dom. Wymiana dachu, teraz malowanie to przykłady niedawnych prac. Są też plany co do posadzki, bo zniszczona – opowiada Jan Mruk, kościelny z Turzy. Na pewno trzeba też zająć się schodami. Do remontu są także organy. – Pomysłów na prace materialne przy kościele nam nie zabraknie. Ale że dotąd było to możliwe, to zasługa parafian, którzy ofiarnie wspierają konieczne remonty. Bardzo im za to dziękuję – mówi ks. Zenon. Wspólnota jest niewielka, tysiąc ludzi. Trochę za granicą. Ale też wielu ma prace na miejscu, m.in. dzięki wytwórni pasz. – Ludzie tu są zaradni i raczej nikt nie czeka, że mu samo skapnie, tylko aktywnie szukają zajęcia i zarobku – zauważa Jan Mruk. 100 lat temu z budową poradzili sobie znakomicie pod dowództwem ks. Majewicza, który nie dość, że kierował pracami, to był również jednym z fundatorów budowy. Jako jedyny nie miał swojej tabliczki na ścianie pośród parafian. Skromność doceniono po 100 latach. Biskup Jeż odsłonił podczas niedawnych uroczystości poświęconą budowniczemu kościoła tablicę pamiątkową.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół