• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Czas próby

    Grzegorz Brożek

    |

    Gość Tarnowski 51/2016

    dodane 15.12.2016 00:00

    Tarnowscy księża, którzy jako klerycy w latach 1963–1980 odbywali służbę wojskową, w listopadzie i grudniu odebrali patenty oficerskie.

    Decyzje o awansach oficerskich na podporuczników podpisał prezydent Andrzej Duda. – Chcemy jasno powiedzieć, dzisiaj wraca sprawiedliwość, dzisiaj wraca prawda. (…) Te nominacje są jedynie skromnym symbolem, którym ojczyzna znaczy waszą służbę – mówił grupie pierwszych awansowanych szef MON Antoni Macierewicz. Powoływanie kleryków do wojska, wbrew porozumieniom, było walką komunistycznego państwa z biskupami.

    – Tym, którzy sprzeciwiali się systemowi, nie byli pokorni wobec władzy, żeby im dokuczyć, walczyć z Kościołem, zabierano z seminarium kleryków na dwa lata – mówi ks. dr Ryszard Banach, historyk Kościoła. Przebieg służby alumnów odbiegał od standardów. Studenci wyższych uczelni w toku nauki zwykle uczestniczyli w zajęciach studium wojskowego, a po jego zakończeniu i krótkiej służbie w jednostkach otrzymywali stopień oficerski. – Nasza służba miała bardziej charakter zakładu pracy przymusowej lub obozu dla internowanych – wspomina ks. infułat Adam Kokoszka. Klerycy poddani byli przy tym intensywnemu szkoleniu politycznemu. – Celem władzy było, żebyśmy porzucili drogę powołania i nie wrócili już do seminarium – dodaje ks. Marian Myjak, emerytowany proboszcz z Jodłowej Górnej.

    Poniewierka z obietnicą

    Ksiądz Banach był na 4. roku, kiedy 62 tarnowskich kleryków poszło do Ludowego Wojska Polskiego. Wylądował w Wesołej pod Warszawą. – Na tysiąc żołnierzy było nas 4 kleryków. Oficerowie starali się maksymalnie uprzykrzyć nasz pobyt. Poniewierali nami. Mnie zdzierali z szyi łańcuszek z medalikiem, który dał nam biskup. Wyrzucali krzyżyki. Kpiny, szyderstwa, poniżanie były na porządku dziennym. Np. w dwuszeregu zbiórka, oficer drze się: „Banach! Podobno księdzu wolno, ale nie wie, w który dzień”. Ciągle tak – wspomina kapłan. Ale władza starała się także wpływać na kleryków obietnicami. Ks. Marian Myjak pełnił służbę w Gdyni. – Obiecywali mi na przykład służbę na statku pasażerskim „Batory”, jeśli po zakończeniu służby nie wrócę do seminarium. A to była kusząca propozycja, bo „Batory” pływał do Ameryki. Były też inne pokusy, jak choćby zapraszanie przez kadrę do jednostki dziewczyn – mówi. Zdaniem księdza Kokoszki służba w wojsku była dla alumnów doświadczeniem, które należy widzieć w kategoriach próby moralnej. – Stała się sprawdzianem wiary, powołania, koleżeństwa, solidarności, odwagi, a także miłości do nieprzyjaciół – mówi.

    Dziury na froncie ideowym

    W sumie w latach 1963–1980 z tarnowskiego seminarium do wojska powołano 422 kleryków, ale służbę wojskową odbyło 212, bo resztę odroczono. Z 3 tys. alumnów z całej Polski niewielka liczba porzuciła seminaria. Akcja systemowa nie za bardzo się udała. – Żołnierze z zasadniczej wiedzieli, że jesteśmy klerykami. Zdarzało się, że jak oficerowie poszli do domów, to wieczorem mieliśmy poważne rozmowy. Przychodził żołnierz i mówił: „Ty, ty jesteś podobno klerykiem, to powiedz mi, jak to jest”. I zaczynała się rozmowa o moralności, o życiu, o wartościach – wspomina ks. Banach. W zimie na warcie zostawił raz przypadkowo różaniec w jednopalcowej rękawicy, którą dał zmiennikowi. – Kiedy mi oddawał, to szeptem dodał, że dziękuje też za różaniec, bo sobie odmówił – opowiada. Władzy nie bardzo udawało się niszczyć powołania, za to klerykom udawało się – nolens volens – szczerością i świadectwem trochę jakby rozbijać front ideowy wojska. Dlatego potem powołano specjalne jednostki kleryckie. – To był trudny czas. Nie było tragicznie, ale dobrze też nie było. Czas próby – mówi ks. Myjak. Kto przez tę próbę przeszedł wyprostowany, wychodził wzmocniony. – Dla mnie było to doświadczenie powszechności Kościoła. Seminarzyści z różnych regionów, diecezji, zgromadzeń w jednej jednostce. Wytworzyły się więzy braterstwa i przyjaźni. Rodziła się wspólnota, jako zdrowy odruch na zagrożenie oraz jako realizacja potrzeby wzajemnej pomocy – mówi ks. Adam Kokoszka. Awans na stopień podporucznika? – Jest w tym trochę poczucia sprawiedliwości. Gdybym nie był klerykiem, ale studentem innej uczelni, wyszedłbym z wojska jako oficer – mówi ks. Banach. – To symboliczny, tylko symboliczny, ale miły gest – twierdzi ks. Myjak.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół