• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Różę ma w imieniu

    Beata Malec-Suwara

    |

    Gość Tarnowski 01/2017

    dodane 05.01.2017 00:00

    Pani Rozalia z Zaczarnia świętowała 100. urodziny z rodziną i paniami z róży różańcowej, do której należy od 85 lat.

    W grudniu zmiana tajemnic róży, do której należy pani Rozalia Ciochoń z Zaczarnia, była wyjątkowa z racji jej 100. urodzin. Członkinie róży razem z rodziną zgromadzili się przy stole w pokoju pani Rozalii, który w tę niedzielę posłużył jako ołtarz. Pomyślano nawet o ambonce. Biały obrus, świece, kwiaty i jubileuszowa Msza św., której przewodniczył ks. Robert Filipowicz, proboszcz w Zaczarniu. Była nawet homilia, którą wygłosił ks. prał. Kazimierz Starzec, rezydent w Wielogłowach, budowniczy tamtejszego kościoła, a stąd pochodzący, spokrewniony z panią Rozalią.

    – Zawsze cicha, spokojna, pokorna, a w jej życiu praca, modlitwa i dzielenie się z innymi dobrem – mówi o wujence ks. prał. Starzec. Wspomina, że jako dziecko przybiegał do znajdującego się przy jej domu sadu na jabłka, najlepsze w tym przysiółku, gruszki i śliwki. – Mam też pamiątkę, która zawsze o wujence mi przypomina, ile razy odprawiam Mszę Świętą. Dostałem od niej kielich mszalny na prymicje. Przez to w mojej pamięci rodzina jest zawsze, mimo tego, że rzadko tu bywam – przyznaje. Pani Rozalia mieszka z najmłodszą córką, ma 6 dzieci, 13 wnuków, 12 prawnuków i 1 praprawnuka. W uroczystości jubileuszowej uczestniczyła także siostra pani Rozalii – pani Weronika. – Mama dużo się modli, słucha wiadomości, ciągle przypomina o tym, co trzeba jeszcze zrobić i doradza w prowadzeniu gospodarstwa – mówi jej córka, a pani Rozalia wszystkim dziękuje za to, co dla niej robią. – Najbardziej to chciałabym, żeby się ludzie modlili, Boga kochali i przepraszali za wszystkie grzechy, a tak to, co mogę powiedzieć, nie mam takiego dobrego rozumu – twierdzi, choć dodaje, że skoro takiego wieku dożyła i to nie najgorzej, to modlitwa działa. – Trudów nie brakowało, ale życie było dobre, w zgodzie, miłości, z teściową i mężem – dodaje. Pani Rozalia urodziła się podczas I wojny światowej, 13 grudnia 1916 roku. W czasie drugiej cudem uniknęła śmierci w obozie koncentracyjnym w Auschwitz. Udało jej się uciec z pociągu w Prokocimiu. Na piechotę dotarła do Płaszowa, tam już jej ktoś pomógł. – W naszym domu w czasie wojny ukrywała się rodzina żydowska, a potem po wojnie partyzanci – opowiada pani Rozalia. Jej brat Tadeusz Podolski był prześladowany przez powojenny rząd. Działał jako żołnierz wyklęty, a potem służył w Amii Krajowej. Ukrywał się przez wiele lat. Raz, kiedy po niego przyszli, ukrył się w piecu chlebowym, tylko tam nie zajrzeli. – Do dziś nie są jej obojętne losy ojczyzny. Dobrze orientuje się w polityce i komentuje, co się w Polsce dzieje – mówi ks. Filipowicz, który odwiedza ją co miesiąc. Do róży różańcowej pani Rozalia należy od 85 lat. – Prowadzę tę różę w przysiółku Okręglik od 52 lat, ale ona jest o wiele starsza, liczy ponoć 96. Pani Rozalia dołączyła do niej 10 lat temu, wcześniej prowadziła inną różę, jeszcze starszą, która powstała na Podlesiu – wyjaśnia Maria Madej, zelatorka róży, do której należy stulatka. Panie co miesiąc na zmianie tajemnic spotykają się w domu pani Rozalii. – Taka tradycja jest w Zaczarniu. Z 19 róż, jakie są w parafii, jedynie dwie spotykają się w kościele, chociaż pewnie tylko dlatego, że prowadzi je jedna pani i nie zmieściłaby 40 osób w domu – mówi proboszcz.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół