• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Msza, stolik i film

    Beata Malec-Suwara Beata Malec-Suwara

    dodane 15.02.2017 13:40

    Grupa sądeczan przemierza miesięcznie setki kilometrów, by zebrać pamiątki i zachować pamięć o śp. ks. Władysławie Gurgaczu TJ.

    - Nazywamy ich Żołnierzami Wyklętymi, a oni nie godzili się na zło i oddali życie za naszą wolność, winni jesteśmy im pamięć i modlitwę - uważa Jerzy Basiaga z Fundacji "Osądź mnie Boże..." z Nowego Sącza. On i kilku jeszcze sądeczan zachowanie pamięci o bestialsko zamordowanym kapelanie wyklętych uczyniło jednym z ważniejszych spraw swojego życia.

    - Modlimy się o beatyfikację ks. Władysława Gurgacza, zbieramy wszelkie informacje z nim związane i pamiątki. Zależy nam na zachowaniu pamięci i szerzeniu jego kultu - mówi Basiaga, ciesząc się z jednej z ostatnio podjętych inicjatyw, a więc comiesięcznych Mszy św. w intencji Gurgacza. Odbywają się one od grudnia każdego trzynastego dnia miesiąca w kościele sióstr sercanek przy ul. Gancarskiej w Krakowie. Zainicjowała je jedna z sióstr sercanek wspólnie z prezeską Instytutu Świętej Jadwigi Królowej Polski w Krakowie.

    - Msze będą odbywać się co miesiąc. Wyjątkowo w kwietniu zostanie ona odprawiona dwunastego ze względu na to, że trzynastego wypada w Wielki Czwartek - wyjaśnia Basiaga. Uczestniczy w nich także grupa sądeczan.

      Ks. Władysław Gurgacz TJ "SEM" (na tablicy w prawym górnym rogu) był uczestnikiem podziemia antykomunistycznego po II wojnie światowej, kapelanem Polskiej Podziemnej Armii Niepodległościowej
    Beata Malec-Suwara /Foto Gość
    Niedawno Jerzy Basiaga przeprowadził wywiad z 89-letnią Stefanią Boczar z Jabłonicy Polskiej, świadkiem procesu niezłomnego kapelana PPAN. Podarowała mu zniszczony już stolik, przy którym ks. W. Gurgacz odprawił ostatnią Mszę św. w swoim życiu. - Niedługo się nim nacieszyliśmy. Zabrano go nam, ale to sprawa wyższa - mówi Basiaga, wyjaśniając, iż stanie się jednym z elementów wyposażenia powstającego w Warszawie Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL.

    - Stolika żal, ale cieszę się, że znają ks. Gurgacza także w Warszawie i w muzeum zostanie o nim zachowana pamięć - mówi prezes fundacji "Osądź mnie, Boże".

    Kilka miesięcy temu zwrócił się do naszej redakcji z prośbą o pomoc w ustaleniu pewnego faktu, jaki go poruszył. Otóż, w filmie "Ewa chce spać" w reż. Tadeusza Chmielewskiego w pewnym momencie pojawia się kadr z ul. ks. W. Gurgacza. Trudno mu było uwierzyć, że w filmie z 1957 roku może pojawić się ulica nazwana imieniem kapelana wyklętego, aresztowanego przez UB i skazanego na karę śmierci wykonaną strzałem w tył głowy w 1949 roku. Takiej ulicy w tym czasie nigdzie być nie mogło. Przypadek? - Ja w niego nie wierzę - mówił.

    Próbowaliśmy się skontaktować z reżyserem Tadeuszem Chmielewskim na dwa miesiące przed jego śmiercią. Nie zgodził się na rozmowę, powiedział, że czuje się "podle", twierdząc przy tym, że to jednak przypadek. Tylko czy na pewno?

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół