• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • „Granat” z zawleczką w dłoni

    Grzegorz Brożek

    |

    Gość Tarnowski 20/2017

    dodane 18.05.2017 00:00

    Papież Franciszek wezwał młodych, aby robili „raban w Kościele”. Od tego zaczęły się oazowe minirekolekcje w diecezji, choć tak naprawdę raban robi się później.

    W diecezji odbyło się już 15 edycji rabanów, czyli weekendowych minirekolekcji oazowych organizowanych przez Ruch Światło–Życie. Najpierw odbywały się w domu rekolekcyjnym w Ciężkowicach, ostatnio w ośrodku własnym ruchu, czchowskim „Efezie”. – Papież Franciszek w Rio powiedział do młodych na plaży Copacabana, aby szli na ulice, aby robili raban i pokazali ludziom, że młodzi w Kościele mają coś do powiedzenia, że są żywi – wspomina Marta Wideł, szefowa Diakonii Formacji Diakonii, która wymyśliła oazowe rabany. Ale czy ma sens to, że w rabanowym, oazowym ciepełku domu rekolekcyjnego pokażemy, że jesteśmy energiczni, że kochamy Jezusa? – Raban ma pokazać uczestnikom, że tak można żyć na co dzień, w rodzinie, w parafii. Chcemy dać im poczuć, zrozumieć, że Kościół jest dla młodych, że mają oni coś do powiedzenia, że trzeba być aktywnym – dodaje Marta Wideł. To, o czym mówi szefowa diakonii, streszczało metaforyczne hasło, które na początku towarzyszyło wydarzeniu: że rabanowicze wracający do parafii są jak odbezpieczony granat. W parafii mają wybuchnąć Bożym entuzjazmem, radością. I wybuchają.

    Otwarci i szczerzy

    Raban zaczyna się w „Efezie” w piątek, a kończy w niedzielę. To trzy niepełne dni. Odbywa się 4 razy w roku. – Można by częściej – marudzi niemała część oazowiczów i byłych uczestników. Kiedy otwiera się termin zapisów, pełny stan osiąga się w ciągu paru dni. Jest drugi dzień 15. rabanu, koniec kwietnia, sobota. Kinga Ocłoń chodzi do gimnazjum w Pleśnej. Na raban wysłał ją tata. – Należę do DSM, ale moje koleżanki były na oazie wakacyjnej i zachęcają mnie, abym też jechała. Więc mój tato znalazł raban, żebym mogła popróbować, sprawdzić, czy mi oaza smakuje – tłumaczy. – Na razie wszystko mi się podoba. Na początek najfajniejsze było to, że jak się poznawaliśmy, każdy podawał rękę, mówił, jak ma na imię. Taka otwartość i szczerość, i to, że choć jesteśmy w różnym wieku, to od razu można było odczuć z każdej strony wielką życzliwość – opowiada. Sama ma doświadczenia z innych środowisk, wie, że nie zawsze tak jest, że są wspólnoty, które się dzielą na lepszych i gorszych, tworzą się w nich stronnictwa. Tu jej się podoba i ujmuje ją to, że wszyscy są jak rodzina, jak brat i siostra.

    Jest jak na oazie

    Piętnasty raban prowadzi debiutujący w tej roli moderator ks. Bartosz Miziński, który na co dzień duszpasterzuje w Limanowej. – Długo nie znałem oazy. Chodziłem do liceum w Tarnowie i mieszkałem w bursie. Poznałem wtedy kilka osób z oazy. Tak fajnie, pozytywnie wyróżniali się w środowisku, bo na przykład nie mieli problemu, by przyznawać się do Boga. Więc już w seminarium wstąpiłem do oazy – wspomina. Ks. Bartosz, któremu uśmiech nie schodzi z twarzy, delikatnie krzywi się, gdy słyszy, że raban to namiastka. – To sugeruje, że to jakieś niepełne, niecałe, a tu jest wszystko to, co na 15-dniowych rekolekcjach, tylko skondensowane. Każdy dzień jest tak samo intensywny, a program wymagający. I widać tu, że młodzi chcą, że to nie tak, że oni marzą, by nic nie robić. Przeciwnie, chcą, by od nich wymagać – mówi. Co robi na nich największe wrażenie? – W ankietach wychodzi, że zdecydowanie wieczorne czuwania, kiedy mogą uklęknąć przed Jezusem w Najświętszym Sakramencie. Modlitwa wstawiennicza, kiedy głośno wypowiadają swoje prośby, a cała wspólnota modli się w tej intencji. Czuwanie trwa 2, a nawet 3 godziny. Czasem trzeba kończyć, choć oni by jeszcze siedzieli w kaplicy. Drugim najważniejszym dla nich doświadczeniem są spotkania w grupach. Bo tam mogą swobodnie się wypowiedzieć, bo tam jest animator, który nie poucza i pilnuje, ale towarzyszy we wspólnej wędrówce drogą wiary – mówi ks. Paweł Płatek, diecezjalny moderator Ruchu Światło–Życie.

    Złowieni przez Jezusa

    – Nawet jakbyś nie pojechał na oazę, to wyjedziesz bogatszy wewnętrznie po rabanie – mówi Michał Szerszeń z Dębicy, pierwszy raz na rabanie jako animator. Magda Wójcik, rezolutna 14-latka z Gromnika, dorasta w rodzinie oazowej: Domowy Kościół, bracia jeżdżący na oazy młodzieżowe – jej było łatwo wejść w oazę. – Raban zbliża do Boga. Tu każdy z nas jest, bo chce. Tu spotkanie z Jezusem nie jest obowiązkowe, ale oczekiwane. Wspólnie coś przeżywamy, poznajemy Boga, bo chcemy żyć dobrze, zgodnie z przykazaniami. Po co? Żeby dostać się do nieba – odpowiada na moje kolejne pytania, robiąc coraz większe oczy na „oczywiste oczywistości”, o które pytam. Ksiądz Bartosz przyznaje, że wielu młodych jest duchowo dojrzałych albo pobudzonych, oni czegoś chcą, szukają. – Nawet ci, którzy przyjeżdżają na raban nie dla Boga, okazują się ostatecznie złowieni przez Jezusa – mówi.

    Zło zaczyna uwierać

    Magda wspomina animatorkę z oazy. – Jej mama kiedyś znalazła w sklepie ulotkę o wakacjach. Ona myślała, że jedzie na zwykły obóz, a okazało się, że na oazę. Ale z mamą dogadały się, że jak się jej nie spodoba pierwszego dnia, to wraca. Przyjechała na oazę przybita, ale ludzie ją pociągnęli w górę za sobą, do wspólnoty, i została. Dziś jest animatorką – opowiada. Co ciekawe, na rabanach jest tak samo. – Mamy uczestników z, można powiedzieć, wzorowych rodzin, ale też z rozbitych. Są i tacy, którzy uciekli na raban, żeby odpocząć od rodziny. Na jednym ze spotkań uczestniczka dała świadectwo, że jest w trudnej sytuacji rodzinnej, jest jej bardzo źle w życiu, ale świadectwo innych młodych, ich towarzysząca obecność pokazują jej, że życie nie jest zmarnowane, że nie musi powielać problemów i błędów, że stać ją na więcej – wspomina Marta Wideł. Pamięta także chłopaka, który parę lat temu przyjechał na raban tylko dla kumpla, do towarzystwa. Sam nie miał jakiejś dobrej relacji z Bogiem, nie spowiadał się od paru lat. Trafił akurat na wielkopostny raban. – Ksiądz zaczął na konferencji mówić coś o spowiedzi, a on przypomniał sobie, że od lat nie był, i zaczęło mu to nagle przeszkadzać. Poszedł do spowiedzi i jeździł potem jeszcze parę razy na rabany – wspomina Marta.

    Zabawa zaczyna się po

    Granat wybucha właśnie teraz. – Raban dla nas, oazowiczów, to takie życie w formacji Ruchu Światło–Życie, doładowanie akumulatorów – tłumaczy Magda Wójcik. Dla tych, którzy dotąd luźno związani byli z Kościołem, odkryciem jest siła wspólnoty, modlitwy, adoracji. Oni czasem aż przebierają nogami, bo coś chcą z tą energią zrobić. – Przykład? Nasz animator Michał Szerszeń. Nie ma w jego parafii oazy, więc sam, w porozumieniu z kapłanami, zaczął gromadzić młodych, żeby się spotykać – opowiada Marta Wideł. Często zdarza się, że byli rabanowicze proponowali w parafii zrobienie czuwania, takiego jak na rabanie. – Sami przychodzą z propozycją, scenariuszem, inicjatywą. Szukają też swojego miejsca w parafii, w grupach – mówią kapłani, którzy wysyłali młodych na spotkania. Marta Wideł mówi, że przysyłają relacje, zdjęcia, cieszą się, że coś mogli zrobić. Płonie w nich ogień, wybuchają po minioazie tym rabanem, o którym myślał papież Franciszek, apelując, by młodzi pokazali, że Kościół jest młody. Oni także czynią uczniów. Bo często po akcji parafialnej znajdzie się ktoś nowy, kto chce pojechać na spotkanie. – Tu odkrywają, kim są i że wraz z innymi tworzą wspólnotę, Kościół. Nową kulturę tworzą już w parafiach – mówi ks. Płatek. I choć raban przysparza oazowiczów, to jednak jego podstawową zaletą jest to, że pokazuje, iż tak można żyć na co dzień.•

    Raban to narzędzie

    ks. Paweł Płatek, moderator diecezjalny Ruchu Światło–Życie – Raban jest narzędziem przyprowadzania młodych do Jezusa. Potem dzieje się samo to, co jest najważniejsze. Mówimy zawsze młodym, że jeżeli zebrali dobre doświadczenia, to niech spróbują tak żyć w rodzinie, środowisku, parafii. To jest element budowania wizji Kościoła, w której jest miejsce dla młodych. Myślę, że jako księża nie możemy się bać, że młodzi zabiorą nam czas, tylko trzeba im dać odpowiedzialność, zadania, przestrzeń – wtedy każdy młody odnajdzie się w parafii ze swoimi talentami. I trzeba zaufać. Prosimy i zachęcamy kapłanów, by wykorzystali ten entuzjazm młodych.

    Zapisy na oazy

    Ryglice, dla dzieci kończących III, IV, V klasę szkoły podstawowej (Oaza Dzieci Bożych): – turnus II: od 15 do 31 lipca Czermna, po VI klasie szkoły podstawowej (I stopień Oazy Nowej Drogi): – turnus II: od 15 do 31 lipca Florynka k. Grybowa, po I klasie gimnazjum (II stopień Oazy Nowej Drogi): – turnus I: od 27 czerwca do 13 lipca – turnus II: od 15 do 31 lipca Czchów („Efez”), po II klasie gimnazjum (III stopień Oazy Nowej Drogi): – turnus I: od 27 czerwca do 13 lipca Czermna, kończący gimnazjum i uczniowie szkół średnich (I stopień Oazy Nowego Życia): – turnus I: od 27 czerwca do 13 lipca Czchów, po I stopniu Oazy Nowego Życia (II stopień Oazy Nowego Życia): – turnus II: od 15 do 31 lipca Szczegóły na: tarnow-oaza.pl.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół