• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Ikony malują dobrzy ludzie

    dodane 01.06.2017 00:00

    Najpierw każdy musiał namalować swojego Anioła Stróża, potem powstały oblicza Chrystusa, Matki Boskiej i świętych.

    Podczas III Wojnickiej Nocy Muzeów w Izbie Regionalnej im. ks. Jana Królikiewicza Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Wojnickiej zorganizowało wernisaż wystawy tarnowskiej grupy malarzy ikon oraz warsztaty dla chętnych, którzy chcieli zgłębić technikę tempery jajowej i namalować swoją ikonę. Poprowadziła je Beata Olszewska z Pleśnej, absolwentka tarnowskiego plastyka i Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Krakowie.

    – Chęć zgłębienia właściwej techniki malowania ikony zaprowadziła mnie do pracowni kierowanej przez o. Zygfryda Kota, jezuitę, w Krakowie. Tam odkryłam tajniki ikony, teologię, symbolikę przedstawień, technikę tempery jajowej. To jest zupełnie coś innego niż malarstwo sztalugowe, jakiego uczy się w szkole. Inaczej miesza się pigmenty, nie przyciemnia się, ale rozjaśnia. Maluje się światłem – tłumaczy Beata Olszewska. Można nauczyć się malowania ikony w ciągu jednego wieczoru? – Oczywiście, że nie, ale można zarazić się pasją – twierdzi pani Beata. W warsztatach wzięło udział ponad 20 osób mających od 7 do 95 lat, jak pani Maria z Okocimia. Namalowała ikonę Chrystusa Pantokratora. Posłużyła ona wszystkim za wzór. Pani Barbara z Wojnicza, zadowolona ze swojego pierwszego w życiu dzieła, mówi, że powiesi je sobie z dumą na ścianie. Pani Teresa została najdłużej. Choć dochodziła godz. 22, trudno jej było odejść, nie kończąc dzieła. – To moja pierwsza ikona. Należę do zespołu malarzy amatorów, który prowadzi pani Stasia Kumorek. Interesują mnie postaci świętych. Ich malowanie daje mi wiele radości, a jednocześnie przynosi spokój, to dla mnie rodzaj terapii. Wchodzę w ten sposób w inny, piękniejszy świat, choć święci nie zawsze byli tacy święci – zaznacza pani Teresa z Wojnicza. Warsztatom towarzyszyło otwarcie wystawy, na której można zobaczyć kilkadziesiąt ikon, jakie namalowała tarnowska grupa malarzy. Należy do niej kilkanaście osób. Połączyła je wspólna pasja i osoba Beaty Olszewskiej; to ona pokazała, jak zabrać się do pracy. Po pierwsze, trzeba być dobrym człowiekiem. – Żeby namalować ikonę, trzeba mieć coś w środku. Jeżeli ma się niepoukładane relacje z innymi, to nie ma co siadać do ikony, bo nie wyjdzie – twierdzi pani Beata. Uważa, że malowanie ikony to dla jednych wytchnienie i odpoczynek, dla innych rodzaj modlitwy i ewangelizacji. – W ten sposób mówimy o Bogu innym. O każdej ikonie można by opowiadać z godzinę, każda jest inna, widać w niej też tego, który ją malował – dodaje. Umówili się, że pierwszą ikoną każdego musi być Anioł Stróż, potem już powstawały oblicza Chrystusa, Matki Boskiej i święci – Karolina, Józef, Antoni, Krzysztof, Paweł, Katarzyna, Jerzy na koniu i Rita. Tę ostatnią namalował pan, który przez dłuższy czas nie miał pracy. Kiedy skończył, pracę znalazł. Przypadek?

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół