• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Ludzie potrzebują nadziei

    Grzegorz Brożek

    |

    Gość Tarnowski 33/2017

    dodane 17.08.2017 00:00

    Ksiądz Tadeusz Sępek z Zalasowej od 12 lat pracuje w Amazonii. – Zaryzykuję twierdzenie, że więcej w tym czasie otrzymałem, niż mogłem dać – mówi.

    Od 10 lat jest proboszczem parafii św. Michała Archanioła w Melgaço. Według brazylijskiego GUS-u to najbiedniejsze miasto w kraju. Ma 25 tys. mieszkańców, z czego 65 proc. to katolicy, ale parafia obejmuje jeszcze 35 wiosek. Do niektórych trzeba płynąć 5–6 godzin barką – jedyną drogą są bowiem rzeki, dopływy Amazonki. – Po mieście jeżdżę rowerem, ale do wiosek nie da się inaczej dotrzeć – mówi ks. Sępek. Teraz jest na urlopie w Polsce.

    W sierpniu odwiedza parafie, głosi słowo Boże, a wierni składają ofiary na budujący się kościół. – Jestem bardzo wdzięczny za każdą modlitwę, dobre słowo i ofiarę – mówi ks. Tadeusz. Potrzeby w parafii są duże. Nowy kościół jest już prawie gotowy. Jest piękny. Oczywiście jak na miejscowe warunki. – To nie jest bez znaczenia, bo dla ludzi świadomość, że choć żyjemy w tak beznadziejnych warunkach, cierpimy, ale mamy taką piękną świątynię, podnosi ludzi na duchu, daje nadzieję – dodaje duszpasterz. Codzienna walka miejscowych o samych siebie wynika z olbrzymich problemów społecznych. W Melgaço panuje bieda. Nie ma przemysłu, zakładów pracy. Funkcjonuje system niesprawiedliwości społecznej. – Ogromna jest korupcja, układy. Przy każdych wyborach samorządowych dokładnie wiadomo, kto na kogo głosuje. Ktoś miał pracę, a jak „źle” zagłosował, to traci ją przy następnych wyborach. Ludzie żyją w głębokim poczuciu krzywdy i ze świadomością, że to jest zasadniczo nieodwracalne – mówi ks. Sępek. Inny problem to prostytucja. Nawet 12-, 13-letnie dziewczynki w portach przy rzece oddają ciało za jedzenie. – To jest wielka rana społeczna. To bardzo boli, ale jest to problem oficjalnie przemilczany – mówi ks. Sępek. Tarnowski kapłan jest drugim w historii na stałe pracującym w Melgaço. To ciągle jest pierwsza ewangelizacja. Wiara nie jest ugruntowana. W mieście na 15 tys. katolików na niedzielne Msze przychodzi około 500 wiernych. – Duża część katolików pojawia się tylko czasem. Przy czym jeśli do kościoła są 2–3 km, to nie przyjdą w ogóle. Chcieliby mieć kaplicę najlepiej na swoim podwórku. Dlatego w mieście mamy kościół, dwie kaplice i centra duszpasterskie – opowiada misjonarz. – Wiara ludzi jest stosunkowo płytka, choć są bardzo otwarci duchowo. Przy czym panuje taka „teologia” sukcesu. Wykorzystują to sekty czy Kościoły wywodzące się z protestantyzmu, pastorzy, którzy przekonują ludzi: widzisz, jesteś biedny, bo w twoim Kościele Bóg ci nie błogosławi. Przyjdź do nas, a wyjdziesz z biedy – ze smutkiem opowiada ks. Tadeusz. – Ludzie potrzebują właściwego obrazu Boga i nadziei. To jest coś, co chcę im dać, przekazać, pomóc im odzyskać. Z drugiej strony nie wiem, czy więcej nie otrzymuję od nich, niż daję. Uczą mnie na pewno prostoty wiary, szczerego zaufania Bogu i wdzięczności za wszystko – dodaje ksiądz Tadeusz. 28 sierpnia wraca do Brazylii, do ludzi, którzy na niego czekają.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół