• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Twarda miłość

    Grzegorz Brożek

    |

    Gość Tarnowski 33/2017

    dodane 17.08.2017 00:00

    Jedną małą gałązkę złamie byle wiaterek. Ale dziesięciu związanym ze sobą nawet wichura czasem nie da rady. W trzeźwieniu jest podobnie.

    Już trzeci raz w pierwszą niedzielę sierpnia na Żakówce w parafii Kamionka Wielka koło Nowego Sącza odbyło się nabożeństwo różańcowe w intencji rodzin i trzeźwości. – To taki nasz parafialny marsz trzeźwości – mówi ks. Stanisław Ruchała, proboszcz parafii. Z głównej drogi uczestnicy nabożeństwa, a jest ich setka, ruszają mocno pod górę. Na drodze zaczynają się pojawiać kapliczki z mozaikami różańcowymi, figury. – To stworzył dawno temu mój stryj, salezjanin o. Józef Żak. Był takim artystą. O drodze różańcowej i drodze krzyżowej, którą wykonał tam, na górze, mówił, że miał taki sen, żeby to zrobić. I zrobił – opowiada Piotr Żak, dziś opiekun kapliczek. Kolejne kroki pod górę. Tajemnica druga: nawiedzenie św. Elżbiety.

    – Pośpiech Maryi podyktowany był sytuacją. Trzeba było zająć się Elżbietą, która w podeszłym wieku została obdarzona dzieckiem. Nasz pośpiech ma inny powód. Liczących na naszą pomoc jest wielu, a czas jest krótki. Jak często pomagam w modlitwie? Boże, prosimy, byśmy ochotnie spieszyli na pomoc braciom, którzy nie mogą powstać sami z choroby i nałogu uzależnienia – słychać słowa rozważania.

    Tak się wstydziłem

    Mikrofon trafia w dłonie Mietka. – Jestem alkoholikiem. Zacząłem pić, gdy miałem 18 lat. Uciekałem z domu, żeby pić. Wyjeżdżałem za granicę i tam piłem mocno. Moja rodzina przechodziła gehennę, dopiero dziś o tym wiem. Dziękuję mojej żonie, że jest ze mną. Mamy czworo dzieci. W 1993 roku żona załatwiła mi ośrodek. Pod wpływem poczucia winy pojechałem. Zawiozła mnie. Daleko od domu, bo się wstydziłem. Gdy dojechaliśmy, to zapytali, kto się przyjechał leczyć, ja czy żona. Tak dramatycznie wyglądała, bo tak domęczyłem tę kobietę. Dziś dziękuję Bogu, że poznałem tak wspaniałą żonę. Teraz przeżywam 7 lat abstynencji. I dziękuję Bogu za tę łaskę, którą mi dał, że nie mam dzisiaj kaca. Mam jeszcze różne kłopoty, w rodzinie, z życiem, ale potrafię na trzeźwo cieszyć się każdą chwilą – mówi.

    Daj mu przykład, a nie wykład

    Wchodzimy coraz wyżej. Narodzenie Pana Jezusa, znalezienie Go w świątyni – kolejne tajemnice Różańca. – Zawierzenie Bogu było fundamentem w moim małżeństwie. Gdyby nie to, brakłoby mi poczucia, że ten człowiek, tak pijący, mąż, jest mi jednak powierzony. Wreszcie powiedziałam sobie, że dość tego, nie chcę już takiego życia, piekła dla dzieci. Po ludzku nie miałam wsparcia. Wszyscy upatrywali winę we mnie. Szukałam ciszy. Kiedy dzieci spały, siadałam i rozmawiałam z Bogiem. Szukałam dla siebie siły, wykorzystywałam myśli, które się pojawiały: nie krytykuj, nie potępiaj, nie oceniaj swego męża, daj mu przykład, a nie wykład, nie tłumacz go, pozwól mu ponosić konsekwencje swoich czynów, nie płać jego rachunków. Nie przyniósł pieniędzy, nie kupił chleba, to nie daj mu jeść. Zaczęłam stosować to w życiu. Po latach okazało się, że to było bardzo dobre, że to była ta twarda miłość: kocham cię, zależy mi na tobie, ale tak dalej nie możemy żyć. Sama też podjęłam terapię. Wreszcie nadszedł czas, że alkohol zniknął z domu. Dzieci były jeszcze małe. Dostały szansę wychowywania się w ciszy, pokoju, normalnych warunkach – mówi młoda kobieta.

    Iskra nadziei

    Wychodzimy na górę. Tam mieszkańcy Żakówki przygotowali dla wszystkich poczęstunek. Są kiełbaski z grilla, hamburgery, owoce, domowe ciasto. Sierpniową modlitwę różańcową za rodziny i o trzeźwość animuje działająca od 8 lat przy parafii Grupa Wsparcia „Pokora”. – To jest wspólnota działająca jak AA. Spotykamy się, wspieramy. Staramy się też wychodzić na zewnątrz, jak dziś, by przez świadectwo mówić, że alkoholizm to choroba, że można się leczyć, że warto walczyć. Świadectwa dają nadzieję tym, którzy być może mają problem. Niech usłyszą, że ludzie wychodzą, radzą sobie, wracają do życia, do rodziny. Choroba jest okrutna, niszczy rodzinę, niszczy miłość małżeńską, rodzicielską – przyznaje Jan z grupy „Pokora”. Ta grupa już wielu pomogła. – Jedną gałązkę złamie byle wiaterek. Ale 10 czy 15 razem powiązanym ze sobą nawet i wichura nie da rady – tłumaczy Janek. – Odkąd powstała przy naszej parafii Grupa Wsparcia „Pokora”, widzę, że przybyło tych osób, które walczą z chorobą uzależnienia. Co ważne, walczą skutecznie i zwyciężają – mówi ks. Stanisław Ruchała.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół