• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Boża ekonomia

    Beata Malec-Suwara

    |

    Gość Tarnowski 33/2017

    dodane 17.08.2017 00:00

    Siostry św. Jana Chrzciciela, obecne od 25 lat w Pasierbcu, otworzyły nowy dom w Łososinie Górnej. Dzięki Opatrzności.

    Ten dom to dzieło Boże. Nie miałyśmy nic, ale to On chciał tego domu i prowadził nas małymi krokami do jego powstania – mówi s. Anna Zarzeka, przełożona i koordynatorka budowy nowego domu sióstr baptystynek w Łososinie Górnej. Historia jego powstania rozpoczyna się w 2009 r., kiedy to samotny pan Bolesław Twaróg, mieszkaniec Łososiny Górnej, chce po śmierci przekazać swój niewielki dom i 10-arową działkę na rzecz sióstr z Pasierbca. Znane są w okolicy z racji prac podejmowanych na terenach pobliskich parafii, jak chociażby katechizacja w szkołach, ale też rozpoznawalne, bo otoczone najmłodszymi, dla których prowadzą rodzinny dom dziecka.

    Chodzą z nimi do kościoła, odwożą je do przedszkoli w Łososinie czy Tymbarku. Siostry św. Jana Chrzciciela odczytują to jako wolę Bożą i przyjmują darowiznę, choć nie mają pieniędzy nawet na to, by dokonać przebudowy maleńkiego domku. – Na początku myślałyśmy o tym, by utworzyć tutaj trzeci rodzinny dom dziecka, taki, jakie prowadzimy w Pasierbcu i Krakowie, ale z czasem widzimy, że nasze dorastające dzieci, które nie mogą wrócić do rodzin, mają trudności ze znalezieniem sobie pracy i domu. System opieki społecznej zapewnia im byt, dopóki się uczą, ale później następuje radykalne cięcie. Rodzi się więc idea, by to, co tu powstanie, służyło też naszym dzieciom – mówi s. Anna. Bóg wspiera to dobre dzieło i znajduje swój sposób, by działkę powiększyć. Jak do tego doszło, piszemy na naszej stronie internetowej: tarnow.gosc.pl. – Ostatecznie zgromadzenie podejmuje decyzję o powstaniu tu domu opieki dla osób chorych, samotnych, starszych, takich jak pan Bolesław, a jednocześnie będącym pomostem dla naszych dzieci, które będą się usamodzielniały i będą mogły znaleźć tu schronienie oraz pracę – wyjaśnia s. Anna. „Dom Jezusa z Nazaretu” w Łososinie Górnej przygotowany jest dla 8 osób. Pierwsi mieszkańcy wprowadzą się do niego najprawdopodobniej już na początku września. 1 sierpnia poświęcił go biskup tarnowski Andrzej Jeż, życząc siostrom, by na jego bazie stworzyły prawdziwy dom, w którym nie są najważniejsze mury, ale relacje międzyludzkie. Biskup poświęcił także znajdującą się w nim kaplicę, którą urządzono dokładnie w miejscu, w którym stał dom pana Bolesława, a tabernakulum tam, gdzie się modlił i zmarł. – Otwarcie domu połączyłyśmy z jubileuszem 25-lecia obecności naszych sióstr w Polsce, w Pasierbcu. Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że mamy siostry z Polski, a to, że są tutaj, to Boża Opatrzność – mówi matka generalna Zgromadzenia Sióstr św. Jana Chrzciciela s. Rosaria Di Iorio z Włoch. Siostry znalazły się w Pasierbcu, pierwszej swojej placówce w Polsce, za sprawą salezjanina ks. Kazimierza Życińskiego, brata śp. abp. Józefa. W tym czasie dziewczęta z Polski były już w formacji we Włoszech. Matka generalna odczytuje to jako efekt Bożej ekonomii, której i w życiu założyciela sióstr baptystynek św. Alfonso Marii Fusco nie brakowało. – Był bardzo otwarty na działanie Ducha Świętego. Był zakochany w Ofierze eucharystycznej i adoracji Pana Jezusa oraz Matce Bożej Bolesnej. Miał wrażliwe serce na to, co działo się wokół niego – wylicza. Przy takim wsparciu udawało mu się pomagać innym. Dużo się modlił i wierzył, że Matka Boża Bolesna zawsze udzieli mu pomocy. Nigdy nie prosił o nic dla siebie, a Ona zsyłała mu chleb, makaron, drewno na opał, raz nawet czek na zapłacenie długu. – Nasz założyciel został beatyfikowany 7 października w 2001 roku. Rok wcześniej, 7 października 2000 r., zamordowana została nasza siostra misjonarka w Zam- bii. Do beatyfikacji doszło poprzez cud, który dokonał się właśnie w Zambii. Uzdrowił dziecko z malarii mózgowej. Natomiast kanonizacja ks. Alfonso odbyła się 16 października 2016 r. poprzez cud uzdrowienia siostry postulatorki jego procesu beatyfikacyjnego. Miała dwa tętniaki mózgu, które pękły. Przeżyła 12-godzinną operację, była roślinką, a dzięki łasce odzyskała wszystkie siły – mówi matka Rosaria Di Iorio. – O przypadku nie może być mowy. Taka jest Boża ekonomia, którą my dostrzegamy z czasem – dodaje.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół