• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • To było moje dno

    dodane 07.09.2017 00:00

    Ojciec był alkoholikiem. Przysięgła sobie, że choćby nie wiem co, nie zgotuje dzieciom takiego samego losu. Nie wie, jak poszła w tę samą stronę.

    W Jamnicy k. Nowego Sącza odbyło się w plenerze nabożeństwo Drogi Krzyżowej w intencji trzeźwości. – Ja jestem stąd. Otrzymałem dar trzeźwości. Chcę pokazać innym, że można żyć na trzeźwo, można być abstynentem. Nie piję od 7 lat. Osiągnąłem swoje dno, a piłem 30 lat – mówi pan Jarek, który organizuje nabożeństwo.

    Uczestniczy w nim ponad 300 osób. Proszą o trzeźwość, modlą się za pijących, za ich rodziny. – Świadectwa, które są na nabożeństwie, dla kogoś mogą być impulsem, by szukać pomocy. Kiedy zacząłem trzeźwieć, moja żona nie wiedziała, dokąd udać się po pomoc. To jest i dziś poważny problem. Brak wiedzy – mówi Jarosław. Tymczasem pomoc jest w zasięgu ręki. Trzeba jednak mieć odwagę powiedzieć sobie – dość, powiedzieć pijącemu, że rodzina już nie będzie żyć w rytm jego picia. Pierwsze świadectwo składa Teresa. – Urodziłam się w domu, w którym był alkohol. Nie brakowało też biedy i głodu. Zaznałam jednego i drugiego. Była nas szóstka i czułyśmy się jak dzieci drugiego sortu – wspomina. Już wtedy przysięgała sobie, że choćby nie wiem co, nie zgotuje nigdy swoim dzieciom takiego życia, jakiego los jej nie szczędził. – Stało się inaczej. Nawet nie bardzo wiem, kiedy moje picie towarzyskie zamieniło się w picie nałogowe, w uzależnienie – mówi. Cały czas wydawało się jej jednak, że alkoholikiem był ojciec, który pił i bił, a nie ona, która chodzi do pracy, zarabia. Wzięła nawet półtora etatu i radziła sobie ze wszystkim, także z prowadzeniem domu. – Wydawało mi się, że jestem wspaniała, że ogarniam, że nawet jak się napiję, to nie jestem alkoholiczką. Aż któregoś dnia moje dzieci wykrzyczały mi w twarz, że nie chcą takiej matki, która jest pracowita, robi wszystko, ale tylko po to, żeby potem móc się napić i położyć. One nie chcą takiej matki, która będzie w którymś pokoju spała po piwie, gdy akurat zaproszą koleżankę lub kolegę do domu. One chciałyby matkę, do której mogą przyjść i porozmawiać. To, co mi powiedziały, zabolało mnie ogromnie. To było to moje dno – wspomina. Trzeźwość zbudowała na terapii, wspólnocie AA i prawdziwej wierze w Boga. – Trzeba kilku rzeczy, by się chronić przed nałogiem: mocnej wiary, bo życie duchowe chroni; siły, by nie eksperymentować na sobie, bo można się przejechać. To niebezpieczne, bo nie wiadomo kiedy wchodzi się w uzależnienie. Wreszcie trzeba pełnej wiedzy. Gdybyśmy umieli zobaczyć alkohol z tej strony, o jakiej mówią w świadectwach trzeźwiejący alkoholicy, to nie utożsamialibyśmy go z dobrą zabawą – tłumaczy ks. Zbigniew Guzy, dyrektor Wydziału Duszpasterstwa Trzeźwości i Osób Uzależnionych. Pan Jarek mówi, że dopiero teraz, kiedy nie pije, wie, czym jest wolność i radość. – Potrzebujemy promocji abstynencji. Trudno powiedzieć, kiedy picie zaczyna być ryzykowne. To indywidualne. Trzeba przykładu ludzi, którzy nie piją, bo do niczego nie jest im to potrzebne – dodaje ks. Zbigniew Guzy.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół