• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Stare życie po nowemu

    Grzegorz Brożek

    |

    Gość Tarnowski 40/2017

    dodane 05.10.2017 00:00

    Czasem ludzie boją się Ducha Świętego, bo On zmienia życie. Zaprasza do czegoś nowego, czego nie znamy, a każdy przecież już ma swoje środowisko, schemat, czasem „bagienko”.

    Joanna: – W 1993 roku przez przypadek trafiłam do Odnowy. Zachorowała moja mama, mój syn także był chory, moja siostra powiedziała: „Jedź do Częstochowy, bo jest modlitwa o uzdrowienie”. Pojechałam… Słuchałam konferencji o Jezusie i Jego miłości. Pierwszy raz słyszałam coś takiego. Byłam tam z chorym synem, bezradna i sama. Powiedziałam: „Panie Boże, nie wiem, o co mam się modlić. Mama jest umierająca, syn jest chory, a Ty rób, co chcesz”. Oddałam to wszystko Jezusowi. W drodze powrotnej zorientowałam się, że coś się stało.

    Bóg dotknął mojego serca i wlał w nie pokój, którego nigdy wcześniej nie zaznałam. Nie bałam się śmierci mamy, choroby syna. Mama zmarła 2 tygodnie później, syn był chory, ale ja po powrocie szukałam bliskości Boga. On uzdrowił moje serce. Niedługo później w Dębicy w par. św. Jadwigi rekolekcje odnowy wiary prowadził ks. Pindel z Krakowa. Wtedy doświadczyłam miłości; tego, że Bóg nie jest daleko, ale blisko, i kocha. poczułam pragnienie pójścia za Jezusem. Tak zostałam we wspólnocie – opowiada. Potem zaczął się czas wzrastania, formacji. Joanna Stocerz przez 12 lat była koordynatorem Odnowy w Duchu Świętym w diecezji. Roman: – Po śmierci rodziców poczułem, że czegoś mi w życiu brakuje. Wydaje mi się, że te wydarzenia pociągnęły za sobą pragnienie przemiany. Zrodziła się we mnie wewnętrzna potrzeba poszukania Boga. Życie, które dotąd wiodłem, było poświęcone pracy zawodowej. Miałem działalność gospodarczą. Była budowa domu, zbieranie dorobku życia, ale to nie dawało mi oczekiwanej satysfakcji. Miałem pragnienie osobistego doświadczenia Boga. Śmierć rodziców była katalizatorem. Zacząłem więcej modlić się na różańcu. Dziś mogę powiedzieć, że do Odnowy przyprowadziła mnie Maryja. Trafiłem na seminarium odnowy wiary. Tam doświadczyłem miłości Boga i radości wiary. W czasie rekolekcji zaś odbyłem spowiedź generalną, która była uwolnieniem się od brzemienia, ciężaru przeszłości. Przyjmując chrzest w Duchu Świętym, prosiłem o dar wiary i modlitwy. Wtedy doświadczyłem pewnej błogości, miałem poczucie, że Bóg mnie wypełnia. Nie da się tego doświadczenia zapakować i zamknąć w domu. Tęskni się za bliskością Boga ciągle. Wszedłem do wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym. Potem była szkoła animatora, w końcu zostałem liderem grupy Odnowy w mojej parafii w Krzeczowie – opowiada. Roman Brzeziński jest od 3 lat koordynatorem Odnowy w Duchu Świętym w diecezji.

    Pragnienie Boga

    W diecezji działają 34 grupy Odnowy w Duchu Świętym, a w nich setki, jeśli nie tysiące wiernych. W Dębicy 23 września członkowie Odnowy w Duchu Świętym obchodzili jubileusz 50-lecia istnienia Katolickiej Odnowy Charyzmatycznej. – W diecezji odnowa zaczęła się w pierwszej połowie lat 80. XX wieku. Pierwszym ośrodkiem był Nowy Sącz, później były Tarnów i Limanowa. Młodzi wracali po studiach do swych ośrodków i wnosili duchowość, którą poznali w duszpasterstwach akademickich. Często ich pragnienie założenia wspólnoty wiązało się z osobistym nawróceniem – mówi ks. dr Stefan Irla, który przez 15 lat, do 2008 roku, miał powierzoną przez biskupa pieczę nad Odnową w diecezji. W latach 90. do Odnowy trafiali często także ci, których wcześniej zwiodły sekty. Wracając do Kościoła, mieli pragnienie głębokiego zanurzenia się w Bogu. Taką możliwość znajdowali w Odnowie. – Nadal najczęściej przychodzą do nas ludzie, którzy przeżywają nawrócenie. Przede wszystkim to powtórne. Ono często związane jest z jakimś przełomowym wydarzeniem w życiu – mówi Joanna Stocerz. Dotąd wierzyli, ale wiara ich była letnia. Bóg był kimś, z kim trzeba będzie kiedyś się spotkać, ale jeszcze nie teraz, jeszcze nie tu. Często jednak choroba, bywa, że śmiertelna, niedające się wytłumaczyć poczucie braku sensu, pustka, poczucie jakiejś straty zwracają ludzi ku Bogu. Nie zawsze zdarza się cud i nie zawsze chorujący odzyskują zdrowie, umierający wracają do życia. Nieraz jednak ludzie przeżywają uzdrowienie wewnętrzne. Ksiądz Rafał: – Najważniejsze, że Odnowa daje doświadczenie żywego Jezusa, który wpływa na życie człowieka i je przemienia. Sam doświadczyłem działania Ducha Świętego podczas Mszy św. w Grybowie. Byłem młodym chłopakiem. Miałem 18 lat. Duch Święty zaprowadził mnie do kapłaństwa. Zaskoczony byłem, ale usłyszałem żywy głos Jezusa, który mówił: „Idź na księdza”. To było na tyle żywe, realne, że ja, mając inne plany, pomysł na studia, małżeństwo, podjąłem decyzję, żeby najpierw zmienić swoje życie. W Grybowie grałem w kapeli muzycznej. Kościół był dodatkiem do życia. Pan Bóg był dość daleko, a ja przecież tu, na ziemi. Funkcjonował w mojej świadomości na zasadzie: „Kiedyś się spotkamy, to pogadamy”. Wtedy jednak w czasie Mszy doświadczyłem żywego zaproszenia ze strony Pana Boga. Zmiana polegała na tym, że usłyszałem zaproszenie i chciałem za nim iść, chciałem zmienić życie, troszczyć się o stan łaski uświęcającej, praktykować systematyczną spowiedź, uważnie słuchać słowa Bożego. Do dziś Pismo Święte to dla mnie środowisko, w którym Duch Święty działa, zaprasza, przemienia. W Słowie jest i ortodoksja, i zdrowa nauka, a zarazem z tego Słowa, z Ewangelii, wypływa działalnie Ducha, który tchnie – opowiada ksiądz Rafał Igielski, dziś pracujący w Mielcu, od 10 lat związany z Odnową.

    Charyzmaty

    Mówi się, że znakiem rozpoznawczym Odnowy jest posługiwanie charyzmatami. – To są dary, które Bóg złożył w nas w czasie chrztu i bierzmowania, często jakby zasypane. Przez doświadczenie Odnowy można je odkryć, żeby mogły służyć wspólnocie, Kościołowi. Posługa charyzmatami była, ale trochę zanikła, może dlatego też grupy się zmniejszyły, ale gdy się odrodzą, to może znów będzie widać, jak Duch Święty działa, uzdrawia, przemienia serca, uwalnia – mówi ks. Irla. Charyzmaty są i służą wspólnocie. Co więcej, grupy Odnowy rozeznają własny charyzmat, którym posługują. I tak grupa ze św. Jadwigi „Nadzieja” rozeznała, że ich charyzmat to modlitwa wstawiennicza. – Żeby posługiwać charyzmatem, trzeba być uformowanym. Trzeba być przygotowanym, żeby właściwie odebrać, zrozumieć charyzmat. Ktoś nieprzygotowany łatwo może zejść na manowce, szukać sensacji, spektakularnych wydarzeń, spoczynków, etc. Jestem przeciwna temu. Gdy modlitwa prowadzona jest spokojnie, gdy jest oparta na słowie Bożym, to nie ma sensacji. Od 25 lat nasza wspólnota modli się, a nie mieliśmy ani jednego wydarzenia, które uznać można za spektakularne. Owszem, są uzdrowienia wewnętrzne, niektóre wręcz niesamowite, ale nic, co mogłoby budzić sensację – wyjaśnia Joanna Stocerz. Ksiądz Antoni, 34 lata kapłaństwa: – Zetknąłem się z tą duchowością, modlitwą, posługiwaniem charyzmatami w Częstochowie. Miałem 22 lata kapłaństwa. Przyjaciel pracował nade mną, żebym pojechał. Kiedyś we wspólnocie Mamre jego synowa została uzdrowiona. Pół roku broniłem się przed wyjazdem. Pojechałem. Kościół pw. MB Częstochowskiej w Częstochowie. Zobaczyłem księży, siostry, świeckich posługujących przeróżnymi charyzmatami: uzdrowienia, proroctwa, poznania, języków. Księża także prowadzili modlitwy uwolnienia. Ale nie to mnie zafascynowało, tylko słowo Boże, które było głoszone w czasie Mszy św. z entuzjazmem, z porywem Ducha Świętego. Miałem 22 lata kapłaństwa i powiedziałem sobie, że słyszę najpiękniejsze kazanie w życiu. To mnie przekonało, otwarło. Słowo Boże dotykające realnie człowieka – mówi ks. Bielak, dziś proboszcz par. pw. Miłosierdzia Bożego w Dębicy. Przez spotkanie z żywym Bogiem w Jego słowie otwarł się bardziej na charyzmaty, dary Ducha Świętego i spotkanie z Matką Bożą. – Przez to doświadczenie moje kapłaństwo, takie, wydawałoby się, już poukładane, regularne, chyba się odnowiło – mówi.

    Pogłębiać to, co jest

    – Na Odnowie nie musi być efektu „wow” – mówi ks. Igielski. – Trzeba trzymać się czegoś trwałego, stałego, słowa Bożego. Bez tego charyzmaty mogą się stać bożkiem – mówi. W ortodoksji, w słowie Bożym otrzymują zakorzenienie. Paradoksalnie odnowa, którą zwykliśmy stereotypowo utożsamiać z zewnętrznymi znakami, jest czymś bardzo wewnętrznym. Podobnie w życiu wspólnot działanie Ducha Świętego niekoniecznie musi prowadzić do tworzenia nowych grup czy uruchamiania dziesiątek nowych inicjatyw, bo przecież „Duch Święty jest duchem różnorodności”. – Moim zdaniem często wystarczy pogłębiać to, co jest. Nam się wydaje, że jak zrobimy jedną czy drugą akcję, to będzie coś fajnego. Niekoniecznie. Nie zawsze kolejna nowa inicjatywa, akcja służy ożywieniu wiary – mówi ks. Igielski. Czego trzeba? Otwarcia na Jego dary i wytrwałości w tym, co robimy. – Doświadczenie Jezusa powoduje, że chcę i lubię modlić się w różnych intencjach. Dużo się modlę, z radością. Odwiedzam chorych, także z radością – mówi Joanna Stocerz. – Rozwijanie relacji z Jezusem powoduje, że chcę się tym dzielić potem w środowisku rodziny, pracy. Czym? Uśmiechem, życzliwością, serdecznością – mówi Danuta Pasternak z Dąbrowy Tarnowskiej. Duch Święty odnawia od wewnątrz.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół