Nowy numer 20/2018 Archiwum

Najtrudniejszy pierwszy krok

– Małżonkowie i dzieci potrzebują dobrego klimatu w parafiach, żeby tam po prostu chciało się przychodzić, nie tylko na Mszę św. – uważa Marta Reguła z Mielca.

W mieleckiej parafii pw. MB Nieustającej Pomocy 15 kwietnia odbył się rejonowy dzień wspólnoty Domowego Kościoła. – Takie dni wspólnoty odbywają się kilka razy w roku w poszczególnych rejonach. Tematem obecnego spotkania jest służba we wspólnocie – informuje ks. Jerzy Ciećko, rejonowy moderator Domowego Kościoła.

Mielecki rejon DK jest najmłodszy w diecezji. Jest w nim 36 rodzin. – Powoli, systematycznie rośniemy, powstają nowe kręgi, dołączają nowe małżeństwa, ale nie jest to łatwe. Najtrudniejszy pierwszy krok. Pewnie dlatego, że wiąże się to ze świadomością, że trzeba będzie wyjść z szeregu, coś z siebie dać – czas, wysiłek – a wielu ludzi przyzwyczajonych jest po prostu do odwiedzania kościoła raz w tygodniu – mówią Katarzyna i Witold Grabowscy, para rejonowa DK. Tymczasem ci, którzy odkryli Domowy Kościół, odkryli też piękno małżeńskiej drogi i Boga, który towarzyszy w każdej chwili. – Trzeba odkryć i troszczyć się o to, by być jedno, by jechać jednym torem – dodają. A nie funkcjonować jak dwa niezależne elektrony. Od 9 lat w Domowym Kościele są Ewa i Grzegorz Muchowie z Mielca. Trafili do niego, mając za sobą już 25 lat małżeństwa. – Po 25 latach zaczynaliśmy od nowa. Dowiedzieliśmy się, że można żyć zupełnie inaczej, że można uniknąć wielu problemów, i żałowaliśmy, że tak późno weszliśmy na tę drogę – przyznają. Skoro jakoś przeżyli ćwierć wieku, to czy nie mogli tak dalej, spokojnie sobie żyć? – Ale właśnie spokój, czy pokój ducha, odnaleźliśmy dopiero tutaj. Wcześniej gryzł nas w środku jakiś „robak”. Wspólnota i droga, na której jesteśmy, dała nam zupełnie inny, bogaty smak życia małżeńskiego i rodzinnego – zapewnia Grzegorz. Droga, na którą weszli, nie sprawia, że problemy znikają, ale pozwala radzić sobie z nimi metodą ustępstwa ze swojego stanowiska, pokory, miłości, słuchania głosu Bożego. Małżeństwa na drodze formacji są też wyczulone na problemy rodzin. Czego oczekują od Kościoła? – Tworzenia warunków, żeby dobrze wychować dzieci. Sprzyjającego klimatu do tworzenia i funkcjonowania w parafiach wspólnot małżeńskich, dziecięcych i młodzieżowych. Jeżeli dzieci mogą być gdzieś w grupie parafialnej, to dla nas ważne. Widział pan tu obok salę gier planszowych? To też jest fajne. Myślę, że tam, gdzie są warunki, potrzeba takich rzeczy, które są przejawem tego, że parafia to nie tylko świątynia, do której zagląda się raz w tygodniu, ale że to jest miejsce, w którym chce się w ogóle być przy różnych okazjach. Nie wszędzie są możliwości tworzenia sal, pomieszczeń, ale każda parafia może być miejscem, do którego chce się przychodzić – mówi Marta Reguła.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma