Nowy numer 2/2021 Archiwum

Zapraszamy do serwisu specjalnego

Próg św. Marcina

Mieszają się tu fakty z domysłami. Te zaś przyprawione bywają fantazją. Przekazywane z ust do ust rozpalają wyobraźnię i emocje, ale stają się też elementem tożsamości. Zawada koło Tarnowa słynie z legend.

Tyle że jeśli Spicymir z legendy byłby tożsamym ze Spytkiem, który zamek na Górze św. Marcina w XIV wieku postawił, to kościół stanąłby w tym miejscu znacznie później, niż się uważa. – Jednak chrześcijaństwo na tych terenach było wczesne, musiało się zacząć korzenić na długo przed chrztem Polski – uważa ks. A. Mleczko. Maciej Czernik sądzi, że chrześcijaństwo przyszło tu już w IX wieku. – Osobiście sądzę, że Cyryl i Metody zawędrowali w te strony i nauczali naszych praprzodków o Bogu Prawdziwym – mówi.

Król, biskup i wszyscy święci

Legendy przenoszą nas w czasy jeszcze wcześniejsze. Otóż wzniesienie na progu Karpat spodobało się św. Marcinowi. – We mgle przybył na szczyt góry jego obraz, a lud wdzięczny za taką łaskę ufundował w tym miejscu kościółek pod wezwaniem św. Marcina – pisze Renata Iwaniec. Kiedy to było? Nie wiadomo. Ponad tysiąc lat temu miał się też pod kościółkiem zatrzymać św. Wojciech. Sto lat później zaś o nowej wybudowanej świątyni dowiedział się biskup krakowski Stanisław ze Szczepanowa. – Umyślnie tam przybył, aby odprawić w nim pierwszą Mszę. Na wieść tę zbiegł się lud z okolic Dunajca i św. Stanisław pobłogosławił całą osadę. Od tego czasu góra tarnowska została nazwana „Górą św. Marcina”, a kościółek modrzewiowy na jej szczycie uważany jest za pierwszą parafię grodziska tarnowskiego – objaśnia Renata Iwaniec. Jakiś czas po liturgicznej wizycie biskupa w kościele schronić się miał uciekający Bolesław Śmiały po tym, jak zabił Stanisława Szczepanowskiego.

Łańcuch i kłódka

Dziś na tęczy kościoła w Zawadzie widać zamknięte wielką kłódką ogniwa olbrzymiego łańcucha. – Oryginalny łańcuch, zrobiony według podania z drzewa modrzewiowego przez pasterza, ślepego starca, który ogniwa tego łańcucha zamknął tak skutecznie kłódką, że nikt jej dotychczas nie potrafił otworzyć – przytacza legendę Renata Iwaniec. U Wincentego Pola w „Pacholęciu hetmańskim” łańcuch ten się pojawia jako wykonany z jednego kawałka drewna i rzecz nie do rozerwania. W dodatku towarzyszy mu wróżba. Tłumaczono ją, że Polska zmartwychwstanie, rozerwie kajdany, kiedy krew z Dunajca dopłynie na Górę św. Marcina (w czasie I wojny światowej ponoć dopłynęła, bo wozy z rannymi szły właśnie przez górę). Tyle że rzecz w poemacie dotyczy czasów hetmana Jana Tarnowskiego. Czy łańcuch wiąże się z tymi czasami sprzed prawie 500 lat? – Nie chciałbym jego legendy niszczyć. Mówią jednak, że jak się na niego patrzy, to widać, że nie jest z jednego kawałka drewna zrobiony – zauważa ks. Antoni. Ale warto to sprawdzić na własne oczy. Jest inna sprawa. Ksiądz pamięta człowieka, który kilkanaście lat temu przyjechał i twierdził, że ten łańcuch robił jego pradziadek. Jeśli to prawda, to łańcuch musiał powstać w czasach zaborów, może koło połowy XIX wieku. – Związana z tym łańcuchem legenda mówi, ze kłódka otworzy się, jak Polska odzyska niepodległość. Proszę zwrócić uwagę, jak dotąd jest zamknięta – zwraca uwagę duchowny.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..
Dyskusja zakończona.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.