Nowy numer 48/2020 Archiwum

Role i rody

Iwkowa. Od kilkuset lat dawne łany ziemi, łąk i lasów noszą nazwy od pierwszych osadników. To fenomen, który warto zachować.

Miejscowość leży w dolinie rzeki Białki, która w górnym biegu nosi piękne, z węgierska brzmiące imię Bela. Z okalających wzgórz wieś wygląda jak liść, którego nerwem jest rzeka i główny gościniec, dawny trakt z Węgier do Krakowa. Od niego na południe i północ rozchodzą się pasy łanów, zagony pól, łąk, sadów i lasów aż po granicę dawnej puszczy karpackiej, której wydarto siekierą ziemie spod władania. Stało się to co najmniej przed tysiącem lat. Powstała wówczas osada zwana Wola Iwkowa, od pierwszego zasadźcy o imieniu Iwo, którego zdrobniale nazywano Iwko. Skupisko było na tyle duże, że zbudowano tu kościół i powstała parafia. Mówią, że obecny kościółek cmentarny stoi na miejscu dawnej świątyni. Czy to zasługa ewangelizacji tych ziem przez św. Urbana, pustelnika, który był towarzyszem św. Andrzeja Świerada? Nie wiadomo, ale związki być musiały, skoro do dzisiaj iwkowianie pamiętają o swoim „Urbanku” i jego pustelni pod Szpilówką.

Królowa Jadwiga

Po raz pierwszy w dokumentach Iwkowa pojawia się w 1325 roku. Królowa Jadwiga, wdowa po Władysławie Łokietku, lokuje na prawie magdeburskim nową osadę na wschód od Woli Iwkowej. Kmieciom przeznacza 40 łanów frankońskich, zaś plebanowi jeden. Powstaje drugi kościół. Nie wiadomo kiedy dwie wsie zlewają się w jedną, a dolna jej część otrzymuje nazwę Nadole, zaś górna – Nagórze. Przez wieki była to osada rolnicza, na polach zieleniło się i dojrzewało żyto, pszenica, owies, po podwórkach chodziło ptactwo, w oborach i stajniach trzymano krowy, woły, konie i świnie, a także owce. Dziś to się zmieniło, wieś stała się bardziej turystycznym miejscem miedzy Czchowem a Lipnicą Murowaną, z wieloma gospodarstwami agroturystycznymi. Fenomenem Iwkowej jest jednak to, że w akcie lokacyjnym królowej Jadwigi, w zachowanej księdze sądowej wsi Iwkowa z lat 1581–1809 oraz rejestrze zapisów gruntowych wsi Iwkowa z lat 1804–1876 zachowały się nazwy ról, owych dawnych łanów, które pochodziły od nazwisk pierwszych osadników.

Siedem wieków

W 2006 roku Gminny Ośrodek Kultury i sołectwo postanowiły oznaczyć specjalnymi tablicami owe role. W tym roku Gminna Biblioteka Publiczna zrealizowała projekt opisania historii ról i ich nazw, a także wydania rejestru zapisów gruntowych w naukowym opracowaniu Rafała Kurzydły. Autorem monografii o rolach i ich mieszkańcach jest sołtys Iwkowej Stefan Szot. – Niby się o tych rolach wiedziało, mówiło, ale tak do końca człowiek nie miał świadomości, co owe role dla nas znaczą, jaką mają wartość. Przypomniał nam ją nasz miejscowy Oskar Kolberg, dawny iwkowski proboszcz ks. Jan Piechota, który zbierał informacje o dziejach wsi, spisał je, gromadząc też wszelakie miejscowe opowieści – mówi Bernadetta Klimek, dyrektor GPB w Iwkowej. Z dokumentów i pracy ks. Piechoty wiadomo, że w Iwkowej były 64 role, niektóre mają po 1000 lat! Z 64 nazwisk pierwszych osadników, którzy przybyli tu za pierwszych Piastów, zachowało się 23. – Mamy więc rody, które siedzą w Iwkowej od co najmniej 700, 600 lat! – mówi Bernadetta Klimek.

Między pańską a plebańską

Historia zachowała się w języku. Role, od nazwisk osadników, noszą końcówkę -owo. – Tak jest tylko w 6 wsiach na Sądecczyźnie. U nas to wyjątek – podkreśla pani Bernadetta. Trzy role są związane z wykonywanym zawodem, więc jest Szewcowo, Kowalowo i Sukiennikowo. Najpiękniejsze ziemie to rola Pańska. Swoim łanem cieszył się też ksiądz posługujący w parafii. – Mieszkam na roli Taborowo, bo właściciel nazywał się Tabor. Wiele rodów wymarło, ale nazwy po dawnych osadnikach zostały. Przeszedłem kilkakrotnie całą wieś, kiedy stawialiśmy tablice z nazwami ról. Zasięgałem wiedzy o nich od ludzi i z dokumentów katastralnych. Jeśli chodzi o Nagórze, to ludzie świetnie znali sprawę, orientowali się doskonale w nazwach i umiejscowieniu poszczególnych ról, pokazywali mi, gdzie się zaczynają i kończą. Na Nadolu gorzej, ale też trzeba wiedzieć, że ta część Iwkowej jest znacznie starsza od Nagórza, więc i siła zapomnienia działa tu bardziej. Studiowałem iwkowską księgę sądową oraz rejestr zapisów gruntowych – opowiada sołtys Stefan Szot, noszący jedno z najstarszych nazwisk w Iwkowej.

Łańcuch na dwoje

Z dawnych dokumentów można zaczerpnąć informacje nie tylko o samych rolach, ale przede wszystkim o mieszkańcach. – Co tam było? Spory, zatargi o miedzę, zaoranie pól, wejście w szkodę… było tego bardzo dużo. Najciekawsze są testamenty, kiedy ludzie dzielili między dzieci sprzęty, wyposażenie gospodarstwa, domy, pola, łąki i lasy. Jeden z chłopów podzielił na przykład wóz na dwóch synów, jednemu zadnią część, a drugiemu przednią, poza tym beczkę małą temu, dużą tamtemu i łańcuch na dwoje… Testamenty zaczynały się zwykle od specjalnej formuły: „W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego…, będąc na łożu śmierci, kiedy Bogu mam oddać duszę, a ziemi ciało…”. Nazwy ról pojawiały się w sporach z zarządzającym Iwkową w imieniu króla, bo wieś była królewska. Iwkowianie mieli wyposażyć i wyznaczyć żołnierza do piechoty wybranieckiej za Stefana Batorego. Pierwszym był Wojciech Nowak, słynący z wielkiej arogancji, sprzeciwiał się często panu – opowiada Stefan Szot.

Ruskie bomby

W podróży przez wieki zaglądamy do domu Ireny Repetowskiej, z domu Szczepańskiej. Jej rodzina sprowadziła się do Iwkowej na początku XIX wieku. Prowadzili w imieniu pana karczmę niedaleko kościoła. Ojciec pani Ireny, Wojciech, żołnierz I wojny światowej i wojny polsko-bolszewickiej, miał dar godzenia ludzi. Sam się nawet „wpraszał”, żeby zaprowadzać spokój. – Mówił iwkowianom: „Po co macie chodzić do sądu, gdzie stracicie i czas, i pieniądze, nawet ziemie swoje, bo tyle te sądy kosztują” – opowiada pani Irena. Wcześnie straciła oboje rodziców i na prośbę ówczesnego proboszcza została przyjęta przez rodzinę Nestorowskich, którzy przygarniali osierocone dzieci i opiekowali się chorymi. Byli bogaci, skoro było u nich jedyne na całą wieś radio. – Ze zgrozą wspominam czas wojny, a najbardziej bombardowanie wsi przez Rosjan, którzy pod koniec wojny myśleli, że siedzi tu jeszcze sporo Niemców. Do naszego domu przychodzili partyzanci, tu mieli schowane jedzenie i broń. Pamiętam też pożar kościoła w Nagórzu, który był tak wielki, że nie udało się świątyni uratować, musieliśmy nawet zatroszczyć się o swoje domy, bo mogły się zapalić – wspomina pani Irena. Jej rodzina od dwustu lat mieszka na tym samym miejscu.

Obraźnice i gorsety

Nieco „starsza” jest mieszkanka Dziedzicowa, Władysława Dziedzic, której ród siedzi na dawnym łanie co najmniej od 700 lat. I to nieprzerwanie! Dom, w którym mieszka istnieje już od 1922 roku. – Stary spalił się od pioruna. Do nowego rodzice weszli w tym samym roku. Tu urodziło się nas pięcioro, ale trójka mojego rodzeństwa zmarła. Przez sień można było wejść albo do izb mieszkalnych, albo do części dla zwierząt – opowiada pani Władysława. Dziedziczka Dziedzicowa jest artystką w wykonywaniu gorsetów do strojów ludowych. Kiedy jednak przyjechała pani etnograf i obejrzała gorsety pani Władysławy, orzekła, że nie są ani krakowskie ani lachowskie, ale „paniwładziowe”. – Bo ja swobodnie podchodziłam do zdobienia gorsetów, nie trzymam się tak kanonów. Całą zimę potrzebuję na zrobienie takiego gorsetu, ale musi być słonecznie, bo już oczy nie te. Wyszywałam od 19. roku życia. U nas przedtem obraźnice nosiły obrazy nie tylko w wielkie święta, ale co niedzielę. Więc potrzebowały gorsetów. Mogły je nosić tylko dziewczyny, które miały dobrą opinię. Ludzie dawniej chętniej się odwiedzali, zbierali się na wspólnym śpiewaniu, recytowaniu wierszy, opowiadaniu historii. Żal mi, że tej przyjaźni międzysąsiedzkiej, jaka była dawnymi laty, już nie ma. Do dziś pamiętam wiersz o św. Jacku i jego cudzie uratowania zbitych przez grad zbóż. (Autorem jest ks. Karol Antoniewicz, „Święty Jacek. Legenda” z 1861 roku). A wiersz ten, jak się dowiedziałam, jest przekazywany w mojej rodzinie od ponad 100 lat! Moja mamusia umiała na pamięć całą „Świteziankę” – wspomina pani Władysława.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama