GN 48/2020 Archiwum

Przyniosła go woda?

Miasteczko, które niegdyś było siedzibą kasztelana, witało księżniczkę Kingę, jadącą z Węgier do Krakowa, i gościło królową Jadwigę, ma skarb, który zachwyca gości wjeżdżających do grodu.

To drewniany kościół św. Leonarda. Według tradycji niewielka świątynia mogła powstać już w 1209 r. i służyć benedyktynom tynieckim. – Istnieje też legenda, że kościół przyniosła woda – mówi ks. prał. Jan Gębarowski, proboszcz wojnicki. Tej informacji nie da się jednak sprawdzić. Pewne jest to, że kościół św. Leonarda spełniał ważną rolę w Wojniczu. Przy świątyni istniał szpital, czyli przytułek dla starców i kalek. Wzmianka o nim pochodzi z 1460 roku. Choć mógł przyjąć 12 osób, tak było chociażby w 1602 r., nie była to byle jaka instytucja, ale małe przedsiębiorstwo. „Pieniądze pochodziły z darowizn i fundacji wojniczan. Ponadto szpital dysponował ogrodami, 15 morgami roli, która była wydzierżawiana” – pisze Józef Szymański w „Przewodniku po Wojniczu inaczej”.

Po szpitalu nie ma dziś żadnego śladu, ale pamięć o nim zachowuje kościół św. Leonarda. Zapach dzieciństwa Świątynia pod koniec lat 60. XX w. popadła w zapomnienie. – Remonty rozpoczął poprzedni proboszcz w Wojniczu ks. Józef Urbaniak w latach 90. ubiegłego wieku. Zakonserwowano nieco elewację zewnętrzną, dość dobrze natomiast odrestaurowano wnętrze, ołtarze. Tu zasługi ma ks. Czekaj – opowiada proboszcz. Po tamtych remontach ożywiło się też życie liturgiczne w kościele św. Leonarda. Księża codziennie odprawiają w nim Msze św., w środy nowennę nieustającą do Matki Bożej, a w piątki nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego. – Zmienił się tym samym charakter tego miejsca. Kościół stał się świątynią filialną i wokół niej zgromadziła się grupa ludzi, sąsiadów i innym mieszkańców miasta, którzy bardzo polubili ten kościółek i troszczą się o niego – mówi ks. Gębarowski. Na Mszę św. o godz. 8 przyszedł Stanisław Karpiel. – Ten kościół jest symbolem Wojnicza, jest zabytkiem, ale przede wszystkim miejscem modlitwy. Ma klimat, który przypomina mi dzieciństwo – opowiada pan Stanisław. Kościół lubi też Stanisława Wróbel. – Teraz jeszcze bardziej, bo po złamaniu nogi do kolegiaty trochę za daleko, a tu mogę sobie przyjść, bo bliżej domu – uśmiecha się pani Stanisława. Nowe życie Kiedy zakończono remont kolegiaty, zabrano się za kościół św. Leonarda. W katastrofalnym stanie było otoczenie świątyni, czyli ogrodzenie, ale i przykościelne drzewa. Stare, zniszczone, zaczęły zagrażać kościołowi. – Chcieliśmy to wszystko uporządkować, a jednocześnie wymienić dach i szalowanie zewnętrzne kościoła. Prace trwały dwa lata. Teraz kościół ma nową elewację, nowe ogrodzenie i chodnik procesyjny. Odnowiona jest też iluminacja zewnętrzna, w czym pomógł miejscowy samorząd. Koszt remontu kościoła wyniósł 406 tys. zł. Otrzymaliśmy dotacje z Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków z Krakowa, w sumie 189 tys. zł. Ponad 50 proc. kosztów remontu to są ofiary parafian. Bardzo im za to dziękuję! – mówi ks. Gębarowski. Opiekę nad odnowionym kościołem animuje m.in. rodzina Pachowiczów. – Od dziecka jestem związany z tym miejscem, przychodzę tu z całą rodziną – mówi Antoni Pachowicz. – Ale nie tylko nasza rodzina opiekuje się kościołem. Jest tu spora grupa wojniczan, która się o niego troszczy. Bardzo się ucieszyliśmy, że nabożeństwa były tu odprawiane przez cały rok, bez względu na pogodę. Mamy nadzieję, że do tej tradycji kiedyś się powróci – dodaje Małgorzata, córka Antoniego. – Mamy tu nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego w piątki, mamy nowennę do św. Kingi w każdy poniedziałek – mówi Anna Pachowicz. Z odzyskania przez kościół dawnego blasku cieszy się Genowefa Pachowicz. – Dobrze się nam tu wszystkim śpiewa i modli – podkreśla. Kościół jest otwarty od kwietnia do grudnia. – Taką praktykę już zastałem, ale trzeba też dodać, że w najzimniejsze miesiące nie sposób ogrzać tej zabytkowej świątyni – mówi proboszcz.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama